Chrzciny

6,0
Grudzień, 1981 rok. Marianna (Katarzyna Figura), gorliwa katoliczka, postanawia wykorzystać rodzinną uroczystość - chrzciny najmłodszego wnuka, do pojednania swoich skłóconych od lat dzieci. Nieoczekiwanie przeszkodzi jej w tym generał Jaruzelski, który ogłasza tego dnia stan wojenny. Chcąc doprowadzić rodzinne pojednanie do końca, Marianna postanawia ukryć przed dziećmi prawdę o sytuacji w kraju. To małe z pozoru kłamstwo, uruchomi lawinę nieoczekiwanych zdarzeń, którą trudno będzie zatrzymać.

Jakub Skoczeń nakręcił film dla każdego, jakby bał się włożyć głębiej kij w mrowisko narodowych traum i przywar, jakie rzekomo chciał piętnować. W efekcie powstało coś przeznaczonego dla nikogo 4

„W moim domu wojny nie będzie, generale” – mówi z zaciśniętymi ustami sama do siebie Marianna. Kobieta dobiega sześćdziesiątki. Cały dom stoi na jej głowie. Szykują się chrzciny wnuka Marianny. Ksiądz jest umówiony, goście przyjadą niebawem. Chyba, że wiejskie drogi okażą się znowu nieprzejezdne. A tego roku śnieg sypnął obficie. Zima w PRL-u lubi zaskoczyć drogowców. Na szczęście nie jest tak źle, jak dwa lata wcześniej. Wtedy zima stulecia odcięła całe osiedla i gospodarstwa. Teraz kraj ma inne problemy. Rząd szykuje się do rozgromienia „Solidarności”. Wszyscy zadają sobie pytanie, czy Ruscy przyjdą „z bratnią pomocą”, czy jednak nie odważą się wkroczyć. Wiadomo, że eskalacja konfliktu doszła do punktu wrzenia. Pytanie nie brzmi zatem, czy wejdą, ale: kiedy. Póki co Marianna rozdziela zadania domownikom. Wiadomo, na wsi chrzciny to prestiżowa celebra. Kobieta właśnie dopina szczegóły z księdzem, gdy ten dowiaduje się o wprowadzeniu stanu wojennego. Duchowny ma na pieńku z władzą i chrzciny w tym momencie nie będą dla niego priorytetem. Świat bogobojnej Marianny staje na głowie. Jest 13 grudnia 1981 roku. Dzieci będą chciały obejrzeć „Teleranek”, lecz zamiast niego zobaczą pełną skupienia twarz generała Jaruzelskiego.

Chrzciny (2021) - Agata Bykowska, Andrzej Konopka (I)

„Jak się mały będzie nazywał?” - pyta któryś z przybyłych na uroczystość gości. „Karol, przynajmniej imię będzie miał porządne.” - odpowiada ktoś zorientowany. Chrzczone dziecko ma nieznanego ojca. Matka nie chce przyznać, kto nim został. Na wsi taka sytuacja to nie jest powód do dumy. Marianna jednak stara się robić dobrą minę do złej gry. Nadanie imienia po papieżu Karolu Wojtyle ma szansę ostudzić emocje wokół faktu, iż dziecko jest bękartem. Dzisiejsza okoliczność to przy okazji szansa na posklejanie pozrywanych ongiś więzi rodzinnych. Marianna jest wdową. Jej mąż zginął w pełnych wątpliwości okolicznościach, zaś synowie, Wojciech i Tadeusz, skłócili się ze sobą na tle politycznym. Jeden cynicznie wspiera partię, drugi nonkonformistycznie sprzyja opozycji. Podczas okazji takiej, jak dzisiejsza, będą musieli powściągnąć swoje emocje, ale przyjdzie im to z trudem. Marianna zresztą zrobi wszystko, by nikt z zaproszonych nie dowiedział się o wprowadzeniu stanu wojennego. W tym celu odcina kabel zasilający telewizor, chowa radio, a wszystkie dywagacje na temat aktualnej sytuacji gasi w zarodku.

Jakub Skoczeń wprawdzie ma dość długi dorobek pracy za kamerą, ale „Chrzciny” są właściwie jego pierwszym poważnym filmem fabularnym. Zebrane w innych okolicznościach doświadczenia nie procentują tu jednak jakimś oryginalnym pomysłem twórczym. Bo co tak naprawdę zawarł reżyser w swoim filmie? Opowieść o tym, że Polacy, pomimo różnic ich dzielących, potrafią się jednać, by zaraz potem złapać za łby? Że pozory i myślenie życzeniowe przedkładają ponad racjonalną prawdę? Że parafiańszczyzna i hipokryzja wyróżniają ich w gronie innych nacji? Że lubią się „nawalić” i awanturować? Której z tych prawd nie znalibyśmy bez filmu „Chrzciny”? Obejrzeliśmy więc dzieło wtórne i wbrew pozorom całkowicie wyprane z kontrowersji. Po prostu letnie w wymowie, choć ujęte w aurze zimowej. Z tym co najwyżej zastrzeżeniem, że nakręcone przy rzetelnym wsparciu Katarzyny Figury jako Marianny. Niegdysiejsza seksbomba świadomie stworzyła kreację a rebours wobec swojego wcześniejszego wizerunku, ratując bezradne zabiegi reżysera, by z filmu wydobyć jakąkolwiek wartość dodaną. „Po raz pierwszy od piętnastu lat mam ich wszystkich.” - drży Marianna na samą myśl o tym, by rodzina nie rozpierzchła się tuż przed chrzcinami. Jakub Skoczeń nakręcił film dla każdego, jakby bał się włożyć głębiej kij w mrowisko narodowych traum i przywar, jakie rzekomo chciał piętnować. W efekcie powstało coś przeznaczonego de facto dla nikogo. I w dodatku mało zabawnego.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 1
pajki_filmaniak 8

Polecam film typowe problemy tamtych czasów też rodzinne dobry humor i bardzo dobra obsada i gra aktorska 8/10

Więcej informacji

Proszę czekać…