Oni

ONI to serial poruszający kwestię terroru w Stanach Zjednoczonych. Pierwszy sezon, rozgrywający się w latach 50., opowiada historię czarnej rodziny, która przenosi się z Karoliny Północnej na białe osiedle w Los Angeles, podczas okresu tzw. Wielkiej Migracji. Sielankowy dom rodziny nękają wrogie siły – zarówno sąsiedzi, jak i istoty nadprzyrodzone – chcące ich upokorzyć, umęczyć i zniszczyć.
Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Koszmar z ulicy przekonanej, że jest ucieleśnieniem amerykańskiego snu. Gatunek horroru nie dystansuje od surralistycznie wpisanego w codzienność tego kraju rasizmu, a podbija obłęd i grozę. 7

Poważne studium rasizmu wydawałoby się, że w konwencji często bardzo umownej, czyli horroru może widza zdystansować od problemu, ale doskonałą dyscyplinę sensotwórczego straszenia i przerażenia pokazuje Them. Ryzyko opowiadania o poważnej i strasznej rzeczywistości bawiąc się realnym, a wyobrażonym, się opłaciło i nie gubi z celownika problemu. Mamy tętniący kreatywnością, szczery obraz dominacji i również już bez błagalnego tonu krzywdzonych systemowo Afroamerykanów, a z naturalną wściekłością i jawną niezgodą na świat, w którym bez kajdan i tak żyją śladami po nich. Z wyobraźnią i gatunkową zabawą, ale tak samo efektywną, jak i pokazującą bezwzględnie bezwzględność białej supremacji, która nie zakończyła się wraz ze zmianą prawa, a jest w doskonałej kondycji w ludzkich odruchach, strachu przed „innym” i budowania swojej wartości poprzez zaniżanie cudzej.

Znajdujemy się w latach.50, gdzie afroamerykańska rodzina bez kompleksu, z bagażem doświadczeń nie ma zamiaru zaszyć się w getcie, a wprowadza się na jedno z osiedli, pełne pasteli i popołudniowych herbatek, które wygląda wręcz jak sekta wyższej klasy z filmu Edward Nożycoręki. Każdy każdego tutaj zna, ale ogranicza swoją wiedzę o ludziach i świecie do komunikatów telewizyjnych i rozmów z tak samo uprzywilejowanymi. Od pierwszego dnia zamieszkania małżeństwa z dwójką dzieci zadrżą ich wypolerowane filiżanki w mieszkaniach, a śnieżnobiały uśmiech, zamieni się szybko w rosnącą frustrację z uprzedzeniami wobec osób o innym kolorze skóry. To czas wielkich migracji, gdzie biali przeredagowują rzeczywistość tak, że to oni są przerażeni najazdem obcych. Naprawdę, to przez lata segregacji nie widzą w kontynuowaniu tego, niczego nie na miejscu. Doświadczamy ewoluujących prześladowań ze strony sąsiadów, które doprowadzają do ekstremum psychicznego i fizycznego osamotnioną afroamerykańską rodzinę. Sąd kapturowy jest jednoznaczny, a jakiekolwiek odruchy humanistyczne są tutaj bardzo skromne i zagłuszone przez tłum. Na dodatek ich ból jest chroniczny i to tylko ciąg dalszy traumy, którą każdy z nich nosi, a musi być cały czas uzbrojony, by nie doświadczyć kolejnych.

Them to wyrazisty głos, który nie wacha się w konwencji horroru zabrać nas w gorzką i przesiąkniętą cierpieniem podróż, nie tylko palcem po mapie prześladowań na tle rasowym, a bardzo blisko niwelując dystans między odczuciami rodziny, a naszymi. Reżyser, będąc społecznie zaangażowanym, nie bawiąc się w półśrodki, nie jąkając się i niedając zbyt wielkiej nadziei, mówi o rasistowskiej Ameryce tworząc obraz pewnej ludzkiej natury strachu przed uzyskaniem praw przez innych, że wydarzy się to kosztem posiadanych przez białych obecnie. Ten koncept manipuluje ludźmi od dawna i przemieszczamy się w czasie podczas serialu, by pokazać, że odruchy są te same, cywilizacja jest przeżarta walką o władzę, niezależnie od oficjalnych praw i ile byśmy na temat terroru segregacji nie wiedzieli, jaką świadomość nie mieli, to reżyser udowadnia, że nie jest to grunt oswojony, bo jak można oswoić myśl, że istniał, istnieje i istnieć będzie podział ludzi na lepszych i gorszych?

Te całe interwencyjne kino nie zapomina o tym, że chce być horrorem i to czasami naprawdę dzikim i niepohamowanym - który nie chce nic ugłaskać i nie tworzy jednoznacznie dobrych i złych bohaterów. Them nie powiela jakiejś kalki, ale wykorzystuje tę konwencję nie tylko do podniesienia ciśnienia, a pokazania wymiaru obłędu, jaki dotyka bohaterów, którzy są niechciani przez wszystkich. Atmosfera z czasem gęstnieje, chaos i niepokoje postępują, każdy z naszych bohaterów ma swoje spersonifikowane lęki, które w połączeniu z prześladowcami z dzielnicy tworzą udaną makabreskę, nie tryskając bezmyślnie krwią w różnych kierunkach. Do tego łącznik między grozą wpisaną w egzystencję Afroamerykanów, a grozą jako fundament narracyjny i estetyczny też wypada naprawdę sprawnie.

Reżyser bardzo dba o poczucie dziwności, jakiegoś dyskomfortu z oglądanego kina oraz intrygującej budowy scen, inscenizacji i błyskotliwych rozwiązań. Buduje to z pewną osobliwością i świetnymi zabawami percepcją poprzez zabiegi stylistyczne i montaż, mając chrapkę na podobny nastrój, jak w To my. Nie jest jednak aż tak metaforyczny, duży wachlarz rozwiązań, a prościej skonstruowany produkt, mimo bezdyskusyjnej siły obrazu.

Them, to intensywna podróż do piekła mniejszości, która nie przypieka delikatnie, a od razu podkłada ogromny ogień. Rozpala, zaskakuje i potrafi skutecznie wciągnąć, nie przerysowując nic, a właśnie by mocnym i zdecydowanym ruchem pokazać surrealizm amerykańskiej codzienności, w którą jest wpisany rasizm. Świetnie też pokazuje nagromadzenie złości i jej uwolnienia, że w sprzeciwie wobec takiej, wiekowej, jednostronnej przemocy nie obowiązuje etykieta. Koszmar z ulicy przekonanej, że jest ucieleśnieniemamerykańskiego snu.

0 z 1 osoba uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 0
Skomentuj jako pierwszy.
Więcej informacji

Ogólne

Czy wiesz, że?

  • Ciekawostki
  • Wpadki
  • Pressbooki
  • Powiązane
  • Ścieżka dzwiękowa

Fabuła

Multimedia

Pozostałe

Proszę czekać…