Para z Manhattanu przenosi się do zabytkowej wioski w dolinie Hudson i odkrywa, że ich małżeństwo ma mroczną stronę, która może rywalizować z historią ich nowego domu. Na podstawie popularnej powieści Elizabeth Brundage.
Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Demony w człowieku, a nie na zewnątrz. Obiecujący skok w bok od klisz i długa wycieczka od schematu, ale za szybko wygasza w pewnym momencie światło. 5

Walka dobra ze złem brzmi, jak truizm i banał, a jednak jest wszechobecna w różnym znaczeniu. Jak w tej odwiecznej rywalizacji eksplorowanej i eksploatowanej w sztukach znaleźć narracją i formę, która by zmierzała w jakimś absorbującym i nieczołobitnym kierunku. Połowiczne udaje się to filmowi Co widać, co słychać, który zgrabnie robi skok w bok od kolejnego horroru o domu, który żyje i będzie generatorem strachu stawiając w epicentrum historię pani domu, która chce zacząć w końcu żyć. To nie jest kino wielkiego mystery, czy game changer horrorów. To chwilami intrygująca historia wyzwolenia z roli społecznej kobiety z akcentem niszczycielskiej siły męskiego ego- do są dominujące demony w tej historii. Właśnie te realne tkwiące w żywych istotach użyźnianie spojrzeniem na duchy jako nie same w sobie straszne, a będące pewnymi posiadaczami cech, które komunikują się z żywymi. Starcie sił, które ma miejsce bywa solidnym dramatem i daje większy wymiar średnio skutecznej sile straszącej i pewnym momencie chodzenia na skróty i popadania w oczywistości. „Zacząć coś widzieć” w horrorze może nie zawsze znaczyć wyłącznie nieprawdziwe. Potencjał z czasem ubywa.

Co widać i słychać (2021) - Amanda Seyfried (I)

George i Catherine Clare przenoszą się z wielkiego miasta do o wiele mniejszego, dla kariery pana domu. George to postać w nieoczywisty sposób dominująca i rozkład sił jest bardzo w kanonie wiernej i oddanej żonie, dziecku i jego karierze – pełen pakiet. Docierają do starego domu, który ma sporą historię, która będzie o sobie przypominać w pewnym momencie mieszkańcom. Nie chodzi o tendencyjny dom strachów nastawiony przeciwko bohaterom, a o duchy z przeszłości, które wydają się korespondować z obecnymi mieszkańcami i komunikować się z nimi. Relacja małżeństwa przeżywa z początku drżenia wywołane różnicami podejścia do życia, których znaczenia z czasem się wyostrza poprzez brak nie tylko wierzenia George’a w jakąkolwiek duchowość, ale też pewne oddalanie się od siebie i poszukiwanie przez obojga u innych wsparcia oraz zrozumienia. Dojdzie do momentu, kiedy, to co się dzieje w ich domu stanie się ruchami tektonicznymi, bo nieprawdziwymi obrazami przed oczami Cathrine nie będą zjawy i upiory, a jej mąż i prawdziwa twarz…

Co widać i słychać to film częściowo straconych szans, ale kilku niezaprzepaszczonych. Ucieka skutecznie od klisz, które generuje wstęp i można powiedzieć, że przyłapał nas nieźle na przyzwyczajeniach. Opuszczony dom, mała wioska, enigmatyczna, tragiczna historia poprzednich mieszkańców, obecność osób mających świadomość obecności duchów, niczym jakaś osada, czy sekta. Otóż nie. To duchy postaci mieszkających tam szepczą naszym bohaterom coś do ucha, widząc kiedy ich emocji są zbieżne. Mała wioska nie buduje jednoznacznej atmosfery, a wiara w mistycyzm, kalwinizm (obiecujące są te naukowe łączniki) i spirytualizm poruszany w rozmowach wynika z pewnej myśli filozoficznej według, której żyją, a nie opętania… bo cóż to znaczy opętany? Duchy nie mają tutaj za cel straszyć, a być odniesieniem do swoich następców, gdzie George poddaje się nie jakimś siłom nieczystym, a samemu sobie. Ciekawie, że horrorem jest jego egocentryzm, jego egotyzm i obsesja na temat swojego wyobrażenia do sobie i dążenia bezwzględnie do tego. To tutaj osadza się nieprzewidywalność i to nawet zgrabnie. Powoli demaskująca to i odzyskująca wiarę w siebie, autonomię myślenia i uczuć Cathrine zacznie ciekawą drogę do wyzwolenia. Niestety gorzej tutaj są wpisane w fabułę postaci obok, a chcą być znaczące. Niestety wychodzą czasami na pretekstowe, a szansa na dowartościowanie nimi historii niestety zostaje stracona. Tak samo film też czasami traci siły, jeżeli chodzi o jakieś rebusy i łamigłówki – im dalej w las, tym właśnie mniej drzew. Dlatego moment największej erupcji obłędu nie jest dla nas kompletnym zaskoczeniem, a raczej tutaj już idzie pod linijkę filmową.

Co widać i słychać (2021) - Karen Allen (I)

Co widać i słychać, jeżeli byłoby pytaniem, to można odpowiedzieć: a, różnie. Bo naprawdę sinusoida poziomu tego filmu jest ogromna. Ten dom, w którym straszy ciekawie nabiera innego znaczenia, ale potem nawiązania stają się zbyt oczywiste, a nasze postaci jednoznaczne. Sekrety nie dotyczą świata zewnętrznego, a ta ciemność tak naprawdę wydobywa się z męskiej postaci, a za chwilę mamy jakieś naprawdę mało energiczne wędrówki między jawą, a snem. Długa ucieczka od schematu, ale w wielu momentach przez to zasapanie i brak pomysłu na to, czym go zastąpić. Powoli wygaszane światło jest intrygujące, ale w pewnym momencie jest już po prostu jedno, proste kliknięcie.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 1

Horror z tego filmu żaden, ale oglądało się całkiem przyjemnie. Kilka świeżych, różnorodnych i nieoklepanych mord całkiem nieźle wpasowało się w te trochę bardziej znane. O gejach było tylko mówione i to mało pozytywnie, afro i chińczyków nie widziałem. Thriller/Dramat – tak.

Więcej informacji

Ogólne

Czy wiesz, że?

  • Ciekawostki
  • Wpadki
  • Pressbooki
  • Powiązane
  • Ścieżka dzwiękowa

Pozostałe

Proszę czekać…