Obejrzałem – dla mnie był to poważny, chwilami brutalny film o konsekwencjach naszych czynów, o śladach jakie zostawiamy i jakie możemy zostawić na życiu innych ludzi. Kiedyś one do nas wracają w tej czy innej formie (karma?). Często jednak przybierają kształty całkiem odmienne od spodziewanych. Tytułowy Robin Hood jest tylko magnesem dla widza. Opis dystrybutora moim zdaniem odbiega od fabuły filmu. Mała Margaret jest córką Małego Johna a nie przeoryszy-cyrulika-druidki. Muzyka przejmująca, folkowa, odrobinę przypominała mi klimat z gry Wiedźmin 3.