4. FMF - muzyka weszła do gry 1

Drugiego dnia 4. Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie odbył się koncert pod znakiem gier. Wszystko rozpoczęło się od suity z "Wiedźmina 2: Zabójcy Królów", a zakończyło się oczekiwanym przekrojem muzycznym przez serię gier "Final Fantasy".

Final Fantasy

Dopełnieniem piątkowego dnia 4 FMFu był koncert, który stanowić miał niejako eksperyment w wypływaniu Festiwalu na nowe, nieznane do tej pory wody.

Jak mówił jeden z organizatorów, Robert Piaskowski, koncert Distant Worlds, to przede wszystkim odpowiedź na coraz szersze zainteresowanie jakim w środowisku miłośników muzyki filmowej cieszą się ostatnio oprawy do gier komputerowych.

Tworzone z rozmachem przez wielkich kompozytorów zaskakują nie mniej atrakcyjnym brzmieniem aniżeli niejedna hollywoodzka ilustracja filmowa. Program wypełnić miały dwie partytury – premierowo wykonana suita z kompozycji Adama Skorupy i Krzysztofa Wierzynkiewicza do gry "Wiedźmin 2: Zabójcy Królów" oraz koncert prezentujący muzyczny dorobek z popularnej na całym świecie serii "Final Fantasy". Szczerze powiedziawszy, nigdy nie zagłębiałem się w te jakże rozbudowane uniwersum, a moje doświadczenia na tym polu ograniczają się tylko do znajomości siódmej odsłony "Final Fantasy" oraz kilku ważniejszych tematów, które w ten czy inny sposób dane mi było wcześniej usłyszeć. Tym bardziej zainteresowany byłem poznaniem nowego materiału, nawet w wersji koncertowej. Jakie wrażenia pozostawiło po sobie to doświadczenie? O tym za chwilę.

Jak już wspomniałem wyżej, pierwsze kilkanaście minut należało do polskiej produkcji "Wiedźmin 2". Mając w pamięci całkiem pozytywne wrażenia wyniesione z odsłuchiwania fragmentów partytury do pierwszej odsłony "Wiedźmina", spodziewałem się dużo ciekawych tematów i przede wszystkim niczym nieskrępowanej rozrywki. I choć kierowana pod batutą Arniego Rotha Orkiestra Filharmonii Krakowskiej dawała z siebie wszystko (dosłownie bombardowała potężnym, epickim brzmieniem), to jednak żadna z usłyszanych tam melodii nie pozostała ze mną na dłużej. Ot fajny wstęp, który rozgrzał publikę, aczkolwiek nie pobudził jej wyobraźni do bardziej wytężonej pracy. I w takim ogólnie pozytywnym nastroju przeszliśmy do następnego punktu programu – Final Fantasy.

Wiedźmin 2Wiedźmin 2

Pierwsze fragmenty zrodziły we mnie przekonanie, że najbliższe dwie godziny stać będą pod znakiem siermiężnej rozrywki, przy której czas płynął będzie nadzwyczaj szybko. Jakże pomyliłem się pod tym względem. Autorzy wydarzenia próbowali podejść do sprawy bardziej ambicjonalnie. Pierwotną wersję koncertu rozbudowano o kilka dodatkowych utworów z XIII części gry, ale całość stanowić miała bardzo luźną podróż poprzez największe dokonania Nobuo Uematsu i Masashi Hamauzu w zakresie muzyki do "Final Fantasy".

Chronologia zdawała się nie obowiązywać. Obowiązywała za to jakaś nie do końca rozumiana przeze mnie koncepcja szafowania poszczególnymi tematami. Licznie zgromadzonym na widowni fanom serii najwyraźniej to nie przeszkadzało, gdyż z wielkim entuzjazmem chłonęli każdą nutę wydobywającą się z instrumentów krakowskich filharmoników, niejednokrotnie przerywając im gromkimi brawami. Towarzyszące wykonywanej partyturze prezentacje multimedialne i filmiki, stanowić miały element racjonalizujący istnienie muzyki w poszczególnych odsłonach gry. Jako zupełny laik w tej materii, miałem okazję popatrzeć sobie na zlepek nic nie mówiących mi scen opatrzonych równie enigmatycznymi napisami w języku japońskim. Absurdalnym natomiast wydał mi się straszny kontrast malujący się pomiędzy epickimi i pełnymi patosu chóralno-orkiestrowymi melodiami, a widokiem 8-bitowych ludzików hasającymi po ekranie niczym Koń Rafał po polance.

Final FantasyFinal Fantasy

Separując się od tego wizualnego chaosu, samo muzyczne doświadczenie odebrałem raczej pozytywnie, zwłaszcza po ostatnim jego akcie, a raczej utworze na bis. Przez większą część koncertu czekałem jak na szpilkach, aż pojawi się słynny temat z siódmej części FF – utwór "One Winged Angel". I gdy nadzieja umierała wraz z upływającymi nieubłaganie minutami, Arnie Roth zgotował wszystkim uczestnikom "Distant Worlds" prawdziwą ucztę. Wspaniale wykonane zakończenie zrehabilitowało nawet wdzierającą się wcześniej od czasu do czasu nudę. Co najważniejsze zachęciło do ponownego zajrzenia na album, z którego pochodzi ten fragment.

Śmiem twierdzić, że podjętą przez organizatora próbę poszerzenia Festiwalu o rozległe uniwersum pisanej na potrzeby gier komputerowych muzyki, uznać można za bardzo udany. Program koncertu uderzył w dwa bardzo hermetyczne środowiska, które stawiły się na nim jak na zawołanie i wypełniły audytorium niemal po brzegi. Stali bywalcy Festiwalu i miłośnicy muzyki filmowej mieli tym samym możliwość zderzenia się z innym, choć pokrewnym światem. Co z tego wyniknie w przyszłości? Czas pokaże. Z chęcią jednak widziałbym w następnych latach twórców takich jak: John Debney i Harry Gregson Williams dyrygujących, bądź obserwujących jak ich kultowe partytury do gier wypełniają halę ocynowni kompleksu krakowskiej huty.

Autor: Tomasz Goska (FilmMusic.pl)

WIEDŹMIN 2: ZABÓJCY KRÓLÓW

Wiedźmin 2: Zabójcy KrólówWiedźmin 2: Zabójcy KrólówWiedźmin 2: Zabójcy KrólówWiedźmin 2: Zabójcy KrólówWiedźmin 2: Zabójcy KrólówWiedźmin 2: Zabójcy KrólówWiedźmin 2: Zabójcy KrólówWiedźmin 2: Zabójcy KrólówWiedźmin 2: Zabójcy KrólówWiedźmin 2: Zabójcy KrólówWiedźmin 2: Zabójcy KrólówWiedźmin 2: Zabójcy KrólówWiedźmin 2: Zabójcy KrólówWiedźmin 2: Zabójcy KrólówWiedźmin 2: Zabójcy KrólówWiedźmin 2: Zabójcy Królów

DISTANT WORLDS: MUSIC FROM FINAL FANTASY

Final FantasyFinal FantasyFinal FantasyFinal FantasyFinal FantasyFinal FantasyFinal FantasyFinal FantasyFinal FantasyFinal FantasyFinal FantasyFinal FantasyFinal FantasyFinal FantasyFinal FantasyFinal FantasyFinal FantasyFinal FantasyFinal FantasyFinal Fantasy

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 1

Avatar square 200x200
Vivaldi 2011-05-25

Numer z "One Winged Angel" był dobry i stanowił fajny kontrast: fani gier siedzieli jak na szpilkach, czekając na znajome nuty, zaś reszta widowni zaczęła sobie powolutku wychodzić. Zapewne nieco się zdziwili, gdy reszta zaczęła szaleć na widok Sephirotha…
Dla mnie koncert bardzo pozytywny, nawet mimo faktu, że z FF IX odegrano tylko jeden utwór (szkoda, że zabrakło "Melodies of Life") zamiast tego serwując rozbudowany set z FF VIII (której nie lubię). Wizualizacje były momentami bardzo zabawne, choć zapewne nie wszystkim do gustu musiała taka nostalgiczna przypaść do gustu. Za to świetnie wypadły aranżacje utworów "Jenova" i "Clash on the Big Bridge".
Pozostaje czekać na kolejna wizytę – najlepiej samego Uematsu z "Black Mages".

Proszę czekać…