Fan seriali i amerykańskiego kina niezależnego.

Recenzja kinowa: Nimfomanka - Część 1 6

Początek roku w polskich kinach przyniósł nam filmy, które w wyszukany sposób potrafią rozbawić widza. Po Wilku z Wall Street kolejnym tytułem wywołującym salwy śmiechu jest nieoczekiwanie pierwsza część Nimfomanki. Ciężko oceniać film będący zaledwie połową całej historii. Nie wyjdziemy z kina z bagażem refleksji czy pytań, lecz z poczuciem, że ktoś nam przerwał rozkoszowanie się intymną przyjemnością.

Polski dystrybutor reklamuje film pod hasłem: Cokolwiek spodziewacie się zobaczyć, zobaczycie więcej… I faktycznie tak jest. Nie oczekiwałem po Nimfomance scen tak zamierzenie komicznych, a w niektórych momentach, jak chociażby w tragikomicznym rozdziale z Umą Thurman, grzechem jest nie śmiać się do rozpuku. Bawi Seligman (świetny Stellan Skarsgård) potrafiący puentować kolejne etapy opowieści nimfomanki Joe (Charlotte Gainsbourg) poprzez tworzenie zręcznych metafor i kąśliwych uwag, a jednocześnie intryguje jego fascynacja historią seksualnego życia swojej rozmówczyni. Dodajmy, że historia ta w pewnych momentach jest tak nieprawdopodobna, że aż sam Seligman zauważa niezwykłą przypadkowość spotkań Joe z Jerômem.

Nowe dzieło Larsa von Triera można nazwać prowokującym, ale szokującym – już niezbyt, przynajmniej po pierwszej części. Reżyser, u którego w filmach można było zobaczyć m.in. wycinanie łechtaczki, w Nimfomance co najwyżej pokazuje stado penisów i niesymulowany seks oralny. Ale poza tymi odważnymi scenami erotycznymi, film jest dość przystępny dla zwykłych zjadaczy popcornu, dlatego nie powinno dziwić miejsce dla tego tytułu w repertuarze największych multipleksów. Jest to "najlżejszy" film Duńczyka od czasu Szefa wszystkich szefów.

Od strony formalnej Nimfomanka prezentuje się nienagannie. Do każdego rozdziału von Trier umiejętnie dobrał środki wyrazu, np. w czwartym obraz jest czarno-biały, zaś w piątym pojawiają się multiplikacje kadru. Dzięki tym zabiegom reżyserowi udaje się sprawnie sterować emocjami widza, co najbardziej można odczuć przy przejściu z groteskowego trzeciego rozdziału do pełnej nostalgii czwartego. Styl dopełnia sposób zobrazowania przenośni i myśli Seligmana, które czasami bywają zaskakująco perwersyjne. Jest to człowiek potrafiący porównać seks do czegokolwiek. Kwintesencją filmu są zapadające w pamięć sceny, jak chociażby ta z pierwszą inicjacją seksualną Joe, kiedy na obraz nałożony jest ogromny licznik odmierzający ilość posunięć dokonanych przez partnera.

Nie ośmielę się wydawać wyroków na Nimfomance po pierwszej części, którą można potraktować nie inaczej jak rozbudowane preludium. Poznajemy historię seksualnych przygód Joe, jej życie, jej sposób patrzenia na świat. Mimo znajomości kilku istotnych wydarzeń z jej życiorysu, dalej nie wiemy, co u Joe wywołuje tak ogromną samopogardę. Część pierwsza to apetyczna przystawka podana w oczekiwaniu na danie główne.

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 4

Avatar square 200x200
Krzysztof 2014-01-09

Z Dafoe chodzilo mi o Antychrysta :D Nie sprawdzilem nawet, czy w Nimfomance gra ;d

update: no tez gra heh

Piotr Biernacki 2014-01-09

W pierwszej części ani Skarsgard, ani Dafoe nie wzięli udziału w scenach erotycznych, ten drugi nawet się jeszcze nie w ogóle nie pojawił. Większość scen jest ze Stacy Martin i LaBeoufem oraz masą różnych gości, którzy pojawiają się na bardzo krótko, co ma pokazać przelotność "związków" Joe. No i parę urywków było z Sophie Kennedy Clark. Generalnie scen erotycznych jest dosyć dużo, ale trwają one zaskakująco krótko. Zdecydowanie zeszłoroczne "Życie Adeli" śmielej ukazywało seks, więc o żadnej pornografii w przypadku "Nimfomanki" nie może być mowy.

Sebastian Kn©l 2014-01-09

powiem tak, masz sporo racji ale wg mnie Stacy Martin i Mia Goth są całkiem ładne :D
Reszta faktycznie do wymiany, jeśli popatrzymy z takiego punktu jak opisujesz. I też wydaje mi się, że lepszym rozwiązaniem było by zatrudnienie nieznanych ale utalentowanych aktorów, którzy dodatkowo nie mieli by problemów ze scenami erotycznymi. No ale to jest już paczka von Triera, a film jest niby częścią jego swoistej trylogii.

Krzysztof 2014-01-09

Kurcze … (w wiekszosci) brzydkie i rachityczne aktorki, stare pryki …. chyba wole naprawde pare filmikow wybranych skrzętnie na pornoramie, gdzie przynajmniej na mlode prężne ciala popatrzec mozna …… tutaj, patrzac na zwiastuny, najlepsza byla ta pani, co sie oblizuje w przedziale pociągu, ale zaraz widze, po kim sie oblizuje, to mi sie odechciewa ….. Shia Optimus Prime LaBeouf tez pasuje mi tylko do krzyczenia w strone wielkich robotow i biegania wsrod ruin zniszczonego miasta (zeby nie bylo – podobal mi sie w Transformerach).
Wiem, wiem – to nie pornol, fabule ma na pewno niezla, ale jak juz sie chce pokazac erotyzm, to niech nie bedzie to "z kamera wsrod nieatrakcyjnych ludzi". Film moze miec i fajna konstrukcje, dla wyborowego kinomaniaka, ktory doceni walory artystyczne … okej … ale, jak tu sie zaglebic w te walory, jezeli co chwile przez ekran przeskakuja osoby, ktore jak juz maja byc w tych ostrych scenach, to nawet nie wywoluja najmniejszego cisnienia we krwi. To tak, jakby 15-letnie dziecko chcialo podgladac, podczas igraszek swoich 45+ letnich rodzicow, albo ich sasiadow – pana Zdzicha i jego konkubine Marylkę.
Podsumowanie moich wywodów i ostatnich dokonan tego rezysera jest takie, ze nie warto robic takiego filmu z aktorami znanymi, a juz na pewno nie z aktorami o aparycji Dafoe, czy Skarsgarda – na posterze, gdzie niby steka z w ekstazie wyglada, jakby mial za chwile paść na zawał, ( …. Gainsbourg – jak i inne panie – tez odrzuca i na pewno nie mam checi zobaczyc, po co jej pejczyk …), tylko albo skrzetnie wybranymi z nieznanych – albo znanymi aktorami, ktorych ogladanie w tej formie artystycznego wyrazu nie odrzuca od ekranu…

Proszę czekać…