Nonkonformista. Samozwańczy krytyk i przyszły autor bestsellerów. Prowadzący bloga Jay's World.

Bitwa bolesna dla widza 8

Aua! Ło Jezu! Aua!!! Jak boli. Och! Dolary głęboko wbijają się w skórę! Monety wwiercają się w kości, a te pękają z łoskotem otwieranej kasy fiskalnej. A cały ten zgiełk polukrowany efektami specjalnymi podaje się na srebrnej tacy. Tfu, to znaczy ekranie… Ech, bardzo mnie to boli, wiecie? Bardzo mnie piecze ta bezczelna komercjalizacja.

Rozbicie jednoksiążkowego materiału na aż trzy filmy od początku uważałem za zły pomysł. I w tym przekonaniu się utwierdzałem oglądając kolejne części. Epickie uniwersum zostało w ten sposób sprowadzone do niskobudżetowych produkcji powtarzanych w kółko i dzielonych na części niczym na dawnym kanale Hallmark.

Być może nie przeczytałem żadnej książki Tolkiena, nie jestem ekspertem, nie mogę się nazwać pełnoprawnym fanem. Nie wiem wszystkiego, nie kojarzę co z papierowych pierwowzorów zostało pominięte, a co nie. Jednak jako widz – szczery obserwator, miłośnik filmu czy zwyczajny poszukiwacz rozrywki; taki jak Ty drogi czytelniku – czuję ogromną gorycz w sercu, bo najnowsza produkcja Jacksona to kinematograficzna porażka. Sztuka, która ustąpiła producenckim planom zarobienia szmalu.

Kilka strzał i jeden łuk - to bilans walki ze smokiem. Minimalizm pełną gębą.Kilka strzał i jeden łuk - to bilans walki ze smokiem. Minimalizm pełną gębą.

Dobrze jest wrócić do Śródziemia, ale ciężko się patrzy na fabularne niedociągnięcia. Na wszelkie niedopowiedzenia i nieścisłości. To wszystko sprawia, że hobbicia trylogia to film niemal tylko dla fanów (chociaż i ci mogą dostać tu palpitacji serca), którzy zaznajomiwszy się z pełną historią będą w stanie dopowiedzieć sobie większość fabularnych dziur. Zupełnie inaczej niż Władcą Pierścieni, który nawet dla laika jest zrozumiały i w dużym stopniu przejrzysty. W Bitwie Pięciu Armii brak odpowiedniego balansu, za dużo wszystkiego; baśniowości (co akurat mogę zrozumieć, bo to odrębna historia nie obarczona brzemieniem nadchodzącej zagłady), patetyczności i przerysowanej epickości, która wręcz wylewa się z każdej sceny.

Jak dobrze zauważył mój znajomy, z którym byłem na seansie; każdy ekranowy bohater to postać powyżej setnego poziomu, a orkowie, czy jakiekolwiek zagrożenie, to typowe "nooby" padające od jednego ciosu w hełm (sic!). Wszystko można by tu przyrównać do kiepskiej, liniowej gierki, z która każdy na pewno kiedyś się spotkał, z przeciwnikami o inteligencji jajka na miękko. Nawet jeśli "tak było w książce", nie tak powinien wyglądać film. A szczególnie ostatnia część wysokobudżetowej produkcji.

Poprzednie odsłony Hobbita ratował w głównej mierze Biblo. Chociaż, jakby się nad tym zastanowić, to całe, ogólne przedstawienie postaci, ich relacji – przywar i cech towarzyszących każdemu z osobna – było najmocniejszą stroną tej historii. Postacie przeżywały przygody, zmieniały się i odkrywały w sobie pokłady ukrytej odwagi. Więzy przyjaźni zacieśniały się, honor zaczynał coraz bardziej lśnić w sercach członków grupy i po każdym zażegnanym niebezpieczeństwie pojawiała się większa chęć parcia do przodu – w widzu zachodziła potrzeba zobaczenia co też tym razem spotka ekranową, dziwaczną gromadkę.

Krasnoludzie krzywe spojrzenia to chyba nie przypadek...Krasnoludzie krzywe spojrzenia to chyba nie przypadek...

W Bitwie Pięciu Armii nie ma już tyle Bilbo, nie czuć poprzednio zbudowanych relacji, a cała gadka o honorze (tak eksploatowanym przed dwa poprzednie filmy) i odzyskaniu dziedzictwa rasy wypada okrutnie bezbarwnie i nieprzekonywająco. Wręcz zachodzi tu proces przerostu formy nad treścią. Baśniowy styl miesza się z mdłym, nawet nie w pełni ciemnym, a szarawym, mrokiem otaczającym bohaterów (sekwencja uświadomienia sobie przez Thorina kim się stał, wywoływała na sali szepty i prychnięcia zażenowania). Wszelakie zagrożenie wypada tu całkowicie bez polotu i spływa po widzach jak przedseansowe reklamy. Jak wspomniałem wcześniej – cokolwiek spotyka wyróżniające się postacie, można zbyć wzruszeniem ramion, bo po kilku podobnych scenach jest się już pewnym, że w wyniku jakiegoś akrobatycznego cudu, czy cudu samego w sobie, opresja minie i akcja wesoło podąży dalej.

Jako widowisko z efektami specjalnymi i jako taką rozwałką, trzecia część Hobbita wypada dobrze. Gra aktorska (dobrze zobaczyć Gandalfa czy Legolasa, a Martin Freeman w roli tytułowego hobbita wypada wyśmienicie), niektóre dialogi – głównie te zabawne, bo te udające ważne brzmią sztucznie – projekty artystyczne występujących jednostek, a w szczególności orków, i ładne, napawające wzrok, ujęcia sprawiają, że ten film, jako całość, śmiało można nazwać niezłym. Jeśliby się silić na obiektywizm, co właśnie robię.

W każdym razie, zgrzytu, który zdestabilizował najnowszą trylogię Jacksona doszukuję się w rozbiciu materiału na aż trzy części. Widać, że zabrakło trochę pomysłów, całość zrobiona została jakby trochę na siłę, pod presją milionów fanów. "Macie i dajcie mi spokój" jakby mówił z ekranu reżyser. Na pewno każdy znajdzie w Bitwie Pięciu Armii coś co mu się spodoba, ale do zachwytu niczym po Władcy Pierścieni droga daleka jak z Shire do Mordoru. No i pozostaje to palące pytanie bez odpowiedzi…a ciekawe jakby to zrobił del Toro?

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 5

Avatar square 200x200
kpr 2015-01-06

SPOILER ALERT :)

Mnie ta patetyczność i silenie się na epickość na każdym kroku śmieszyła faktycznie. Nie nudziłem się, ale odniosłem wrażenie, że nie odpuścili sobie żadnego, nawet najgłupszego, pomysłu na jaki wpadł ktokolwiek z ekipy. Niech ork ma maczetę zamiast ręki! 100 goblinów z nikąd. Walka na tafli lodu! Walka na moście z zawalonej wieży! Złapanie wielkiego nietoperza (co one robiły?) za nogi i lot na szczyt wieży! Thorin sobie uświadamia błąd po zażyciu LSD i wraca do kamratów na tle zachodzącego słońca (czy pieca krasnoludzkiego, sam nie wiem). A dopiero po kilku dniach uświadomiłem sobie, gdzie ta piąta armia.. Krasnoludny, elfy, ludzie (nazwanie tego armią to lekka kpina i naciąganie, no ale..), orkowie no i przecież armia zwierząt. Orły zrzucają niedźwiedzie? Powiem Wam, że to mnie zaskoczyło pomimo tych wcześniejszych akcji czegoś takiego się nie spodziewałem ;D.

Czudi 2015-01-03

Byłem, widziałem, jest gorzej niż piszesz…

Marcin Darski Czudi 2015-01-04

Z bólem serca mogę tylko przytaknąć.

Paweł 2015-01-05

Taa – jak WRESZCIE biały ork zginął to chciałem bić brawo. Jedna z dłuższych walk jakie pamiętam z filmu. Do przełknięcia tylko temu, że przetykana innymi równie epickimi pojedynkami.

A co do tych postaci na 100tym levelu to jak na wieży odesłali jednego krasnoluda bo tylko 100 goblinów nadciąga to ja załamałem ręce. Później do mnie dotarło, że to chyba miał być żartem, ale boli bo równie dobrze mogło być na poważnie.

Pocieszam się, że teraz chyba już nie ma co kręcić z tego uniwersum.

Czudi Mis_Koralgol 2015-01-05

Silmarillion w którym jest kilka oddzielnych historii z dawnych dni, a znając potencjał producentów to z każdej da się po 3 filmy zrobić:)
Niedokończone opowieści które są swego rodzaju kroniką Śródziemia i też można kilka oddzielnych historii wykroić.
Problem w tym, że już nigdzie nie ma Hobbitów:P

Proszę czekać…