RECENZJA: Ostatni będą pierwszymi

Dziwność nad dziwnościami, a nade wszystko dziwność. Kiedy za takim hasłem podążą się podczas tworzenia filmu, a potem jest długo, długo nic, to jednak parafraza przestaje być potrzebna i można wstawić: marność. Dezynwoltura narracyjna jako zabieg inteligentnie przeprowadzony to skarb dla filmu, jednak w przypadku Ostatni będą pierwszymi to pułapka, z której wyłowimy przy dużym wysiłku urwane refleksje o przemianach wewnętrznych, przemijaniu jako pewnym moralnym podsumowaniu, możliwości osiągnięcia sprawiedliwości wyłącznie przemocą oraz miłości jako terminu póki żyjemy niemożliwego do finalnego zdefiniowania.

Wszystko zaczyna się jak rasowe kino gulaszu pełnego mięsa, niczym Aż do Piekła, czy ze stada samotnych wilków, jak z Sicario. Dwóch mężczyzn za zleceniem ruszają odzyskać zaginiony telefon. W wyniku niesamowicie bliźniaczej historii omyłek, jak u mniej błyskotliwych braci Joel Coen, telefon przechodzi z rąk do rąk, a nasi bohaterowie zaczynają się interesować zupełnie czym innym. Jeden zaczyna myśleć o przemijaniu i chce pochować przypadkowo napotkanego trupa, a drugi wpada w romans i pomaga spotkać się dwójce zakochanych w sobie ekscentryków, których muszą odnaleźć po tym samym kolorze kurtek. Droga fabularna się rozwidla w obiecujący sposób, jednak prócz wyszukanej przemocy i absurdu nierówno rozegranego, dostajemy dużo ślepych zaułków dla intelektu. Brakuje siły i benzyny by polać ten łatwopalny materiał, z którego mogło wybuchnąć coś naprawdę smakowitego.

Ostatni będą pierwszymi to niespełniona próba połączenia kilku poetyk, a nawet zaangażowania symbolicznego Jezusa, który staje się w nim w trakcie filmu, jak gdyby na potrzeby tej płowej ziemi. Seria dziwnych zdarzeń niespecjalnie zaspokaja potrzeby intelektualne widza, a staje się niespójną jazdą udającą wysoką prędkość, a tak naprawdę jednak jedziemy rozklekotanym autem, gdzie części w trakcie odpadają.

Same zdziwienie w kinie nie ma wielkiej wartości ani walorów, jeżeli nie idzie za nim bagaż tez. W Ostatni będą pierwszymi, który chwilami fascynuje, bo liczymy że coś się za tymi hipnotyzującymi obrazami i sztuczkami kryje, te przedmioty żonglującemu wypadają z rąk.

Ocena: 5/10