RECENZJA: Cmentarz Wspaniałości

Coraz mniej filmów proponuje widzowi urlop od rzeczywistości, nie używając magicznych sztuczek filmowych, 3D czy innych efektów specjalnych. Takim oczyszczeniem jest Cmentarz wspaniałości, gdzie wiara może doprowadzić do tego, że człowiek poczuje oddech ludzki w krematorium. To pełna kontemplacji rozprawa o znalezieniu tętniącego i satysfakcjonującego życia na wysypisku, gdzie zamiast ludzkich odpadów dostaje się subtelny wykład o istocie życia.

Znajdujemy się w szpitalu, w którym leżą żołnierze będący w tajemniczej, stawiającej opór medycynie, śpiączce. Jedną z wolontariuszek jest Jenjira, która opiekuje się nimi, ale sama też na opiekę zasługuje – ma uszkodzoną nogę. Mamy też młodą kobietą, z którą się przyjaźni. Ta zajmuje się czytaniem w myślach żołnierzy kiedy śpią. Uwagę naszej bohaterki zwraca szczególnie jeden z żołnierzy, którym się opiekuje i rozmawia z nim, kiedy odzyskuje na chwilę świadomość. Łapie namiastkę człowieka, bo w każdej chwili może on znowu usnąć. Sama też balansuje na granicy jawy i snu, gdyż od długiego czasu nie może przespać normalnie nocy.

Ta oniryczna historia jest pewną filmową interpretacją incydentu sprzed kilku lat, kiedy wielu żołnierzy musiało przejść kwarantannę w Tajlandii, a przyczyny do dzisiaj nie zostały wyjaśnione. Jednak Apichatpong Weerasethakul poza warstwą opowiadania o historii własnego kraju narracją oniryczną, dla widza europejskiego nie będzie rozliczeniowcem własnego kraju, bo ten kontekst nie będzie dla nas tak istotny, ani ta warstwa znaczeniowa tak czytelna.

Dla widza to autor fascynującej przypowieści, w której z wiarą w naszą inteligencję zadaje pytania o sens istnienia i ile potrzeba do jego odnalezienia. Każda rozmowa naszych bohaterów jest warta więcej, niż kolejne dobro nabyte przez nas – konsumpcyjnych potworów, a wszystkie magiczne rytuały nie powodują niezrozumienia ze strony widza, a krzepią i uczą i nie tylko innej kultury. To nie jest propozycja egzotycznej przygody, a spa dla ducha i upomnienie się o potrzebę jakiegoś sacrum w życiu. W tej mocno osadzonej w (nie)realiach innej kultury jest mnóstwo komunikatów uniwersalnych i na tym polu reżyser odnosi sukces oraz sprawia, że jego film jest czytelny i spełniony.

Cmentarz wspaniałości jest zbudowany niczym poemat i stanowi odę do zwykłego życia oraz odtruwa organizm z toksyn. To nie tylko film, a aż film. Chociaż najcelniej – utwór poetycki.

Ocena: 8,5/10