RECENZJA - LEGO BATMAN: FILM

Stało się. Nikt nie wierzył, ale jednak się udało. DC Universe, w końcu otrzymało jakiś dobry film. Możnaby rzec, że pierwszy raz od czasów trylogii Mrocznego Rycerza. Choć, w ironicznym zwrocie akcji, mówimy tu o filmie, który nie jest częścią DCEU. Tak jest, LEGO BATMAN: FILM, to prawdopodobnie najlepsze co spotkało filmy o bohaterach DC od bardzo długiego czasu.

Sam film jest spinoffem LEGO Przygody z 2014 roku, która wprowadziła do grupki bohaterów postać lekko narcystycznego Batmana. Jak wiadomo, ta interpretacja postaci cieszyła się bardzo dużą sympatią widzów, więc Warner Bros postanowiło coś z tego wycisnąć. I choć mogłoby się zdawać, że jest to dość cyniczna geneza, to widać, że ludzie, którzy dostali projekt w swoje ręce, bardzo chcieli stworzyć coś świetnego. Coś, co mogłoby się spodobać zarówno młodszym, jak i starszym widzom. I z radością melduję wykonanie zadania, bo już dawno nie bawiłem się tak dobrze na seansie, jak podczas oglądania przygód Batmana z LEGO…

Fabuła oferuje nam dość ciekawe spojrzenie na postać Mrocznego Rycerza. Bruce Wayne jest tutaj bowiem egocentrykiem, który ma, delikatnie mówiąc, drobną obsesję na punkcie bycia fajnym. Dość powiedzieć, że w wolnych chwilach pisze swoje własne Bat-piosenki, które potem włącza na Bat-słuchawkach, gdy bierze się do wymierzania sprawiedliwości szumowinom gnieżdżącym się w Gotham.

Niestety, ta sielanka się kończy, gdy Jim Gordon, komisarz policji Gotham, odchodzi na emeryturę, a zastępuje go jego córka, Barbara. Ona jednak podchodzi do pracy inaczej niż jej ojciec, którego całą działalność można podsumować jako klikanie przycisku Bat-sygnału. Dochodzą też do tego Dick Grayson, sierota, którą Bruce Wayne przez przypadek adoptuje, oraz ulubieniec publiczności, Joker, który usilnie próbuje udowodnić Batmanowi, że są sobie nawzajem bardzo potrzebni.

Fabuła to bardzo mocna strona filmu. Wszystkie wątki mają sens i choć można się kłócić, czy są one wierne komiksom, to działają one w kontekście filmu. Mamy więc Batmana, który boi się utraty swoich bliskich, dlatego wszystkich odrzuca. Mamy Jokera, który zdaje sobie sprawę z niezwykłej relacji, która łączy go z Batmanem, jest także Dick, który bardzo poszukuje wzorców do naśladowania, i wiele więcej postaci, które mają swoje własne motywy działania.

Inny aspekt, który nadaje filmowi świetnego smaku, to świetne poczucie humoru. Trochę przypomina to stare komedie z Leslie Nielsenem, gdzie średnio latało 100 żartów na minutę, a czasem jeden właściwie trafił, z tym że tutaj wszystkie trafiają. Mamy więc humor skierowany bardziej do dzieciaków, które mogą się pośmiać na widok smutnego Jokera, albo Batmana grającego na gitarze, oraz żarty celujące w część widowni, która zna komiksy i filmy z Mrocznym Rycerzem, lepiej od swojej rodziny. To chyba wierni fani wyciągną najwięcej z tego filmu, można tu bowiem znaleźć odwołania nawet do stosunkowo mało znanym projektów związanych z obrońcą Gotham.

Pochwalić też wypada, swoisty dystans do samego siebie. Legutkowy Batman dość często cytuje filmy DCEU, a także starsze inkarnacje tej postaci, często wytykając im pewne błędy, czy po prostu rzucając jakiś celny komentarz na ten temat. Trudno się nie uśmiechnąć, gdy Alfred odnosi się do oryginalnego serialu z lat 50, jako do "Dziwnego Epizodu"…

Inną rzeczą, która zrobiła na mnie niesamowite wrażenie, jest animacja. Wszystko, absolutnie wszystko w tym filmie, wygląda, jakby było zrobione z klocków lego, i animowane metodą animacji poklatkowej. Oczywiście, my wiemy, że to wszystko było robione na ekranach komputerów, ale nie przeszkadza to animacji wyglądać wręcz fotorealistycznie, szczególnie iż mówimy o klockach Lego. Najbardziej z tego wszystkiego podziwiam jednak efekty cząsteczkowe. Każdy płomyczek, czy plusk wody, wyglądają jakby były z klocków. Efekt końcowy robi jednak świetne wrażenie.

Ogólnie rzecz ujmując, LEGO BATMAN: FILM to świetna przygoda dla każdego widza. Owszem, ma swoje problemy, w pewnych momentach tempo akcji jest wolniejsze od wędrówki kontynentów, a i pewne morały wydają się bardzo uproszczone, ale w końcowym rozrachunku, to nie ma znaczenia. Ten film to naprawdę świetna przejażdżka, która stanowi humorystyczny, ale wciąż godny hołd dla postaci Mrocznego Rycerza. Siedząc na sali, bawiłem się naprawdę wspaniale, i myślę, że wy również nie będziecie się nudzić, niezależnie czy jesteście fanami Batmana, czy po prostu chcecie zabrać wasze dziecko do kina na coś, co nie wynudzi was do szpiku kości.

Moja Ocena: 9/10


Jakub Kucharski
Bloger amator. Miłośnik kinematografii, wielki fan Christophera Nolana, maniak Toma i Jerry'ego.