Recenzja DVD: Kontrola absolutna 0

Trzecia rewolucja przemysłowa przed kilkoma dziesięcioleciami obudziła wyobraźnię zarówno techników, naukowców, jak i twórców filmowych. To, co dla wielu było dotychczas wyobrażeniem, powoli stawało się prawdą. Człowiek i to, co tworzył zaczęło przechodzić w świat cyfrowy, a wątpliwości dotyczące tych zmian widać choćby w Terminatorze czy Matrixie. Dziś – podobnie jak wtedy – stoimy przed kolejną zmianą w funkcjonowaniu świata, kiedy coraz bardziej zdani jesteśmy na działalność maszyn – często inteligentniejszych od nas.

Przemiany powodują wątpliwości, a te oddziałują na nasze zachowania. Nic zatem dziwnego, że tworząc Kontrolę absolutną, twórcy leją wodę na młyn technofobów, powtarzając stare schematy, w których człowiek staje się ofiarą nowoczesności.

Historia jest prosta. Bogaty i ambitny milioner Mike Regan – właściciel firmy lotniczej – zamierza wejść na rynek z nowym produktem; ma żonę, dziecko, a z czasem przybędą mu nie lada problemy. Los kieruje go na młodego informatyka (James Frecheville, będącego połączeniem psychopatycznego mordercy, nieszczęśliwego romantyka o perwersyjnych skłonnościach i bezwzględnego nienawistnika w jednym, który za złamane serce i wyrzucenie z pracy zemści się na biznesmenie.

Prezentując gamę najnowszych sprzętów i elektronicznych trików, scenarzyści (Dan Kay i William Wisher Jr.) najbardziej odwołują się do systemu zero-jedynkowego w tworzeniu postaci oraz wątków. Nie ma żadnego miejsca na niejednoznaczności, czy niedomówienia. Psychopata jest sobą, bez zbędnych dodatków, milioner jak milioner – bogaty i z problemami rodzinnymi, a same problemy tak zręcznie zainstalowane w scenariusz, że nie widać ich za często. Niestety częściej doświadczamy na ekranie stosu błędów logicznych i docelowo poważnych scen, które w efekcie budzą śmiech lub co najmniej obojętność. Groteskowe miny, którymi olśniewa James Frecheville czy ból na twarzy Anny Friel nie są niczym przełomowym.

Pozornie dynamiczne zmagania między postaciami po kilku scenach akcji zaczynają tworzyć błędne koło, w którym emocje stają się powtarzalne, a stan widza coraz bardziej zbliżony do apatii. Nie pomagają tu ani dynamiczny montaż, ani elektroniczne brzmienia ścieżki dźwiękowej, ani w końcu rola Pierca Brosnana, który swoją grą aktorską jest bądź co bądź jednym z mocniejszych elementów filmu.

Jeżeli ktoś siedział nocą za ekranem komputera, nie mogąc zasnąć, mógłby równie dobrze przyspieszyć nadejście snu Kontrolą absolutną, czerpiąc tę satysfakcję, że przy braku innego zajęcia, obejrzenie jej nie jest dużym błędem. Koniec końców pośród scen dramatu i akcji, między znudzeniem a momentami zaintrygowania jest coś, co sprawia, że Kontrolę absolutną można obejrzeć z przyjemnością obejrzeć i z błogością o niej zapomnieć.

Źrodło: fdb.pl

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…