RECENZJA: Wszystko albo nic

Z tytułu nowego, a raczej „nowego” filmu polskiego z kategorii komedii romantycznych (co tym razem jest określeniem już wartościującym) Wszystko albo nic do clue produkcji wybrałabym słowo „nic”. To zepsół powtórzeń, marzący o byciu Bridget Jones albo Notting Hill z pazurem. Tępy ten paznokieć jednak niemiłosiernie, jak i sama produkcja.

Nasza bohaterka jest matką samotnie wychowującą córkę, ale nie samotną. Otaczają ją przyjaciółka i wspólniczka księgarni oraz przyjaciel gej – również tam pracujący. Obie się naczytały historii miłosnych i jedna z nich w nie wierzy, druga staje wręcz w opozycji przyjmując bardziej praktyczną i wyzwoloną strategię. Raz, drugi, trzeci wpada na tego samego mężczyznę, a potem wpada po same uszy. Zakochuje się, ale do żyli długo i szczęśliwe daleka droga i może wcale nie dotyczyć tego samego mężczyzny, który wpadł jej pod nogi.

Ten film to fałszowanie na ekranie i to jeszcze znanych, cudzych dźwięków, pseudo wyzwolonych produkcji z podglądaniem Seksu w wielkim mieście. Nie kopia, bo ze zbyt daleka widać że podrobiona. Mamy złego chłopca, który uwodzi, pociąga, pachnie jak żaden inny i snuje plany jak z bajki. W pewnym momencie jednak bohaterka dostaje psztyczek w nos, nie jedyna. Jej przyjacióka po jednorazowej przygodzie ze swoim wykładowcą, w którym się kochała, ale 20 lat temu, zdecyduje się z nim zostać w związku. Wkracza udawany konflikt bez ciężaru – pragmatyzm kontra romantyzm. A jeszcze w pobliżu krąży lekarz, który nie jest uwodzicielskim bydlakiem, tylko dobrym chłopakiem.

Ale to już było i nie wróci więcej, chciałoby się zaśpiewać… ale wróciło. Od początku do końca wiemy co się wydarzy, gramy w otwarte karty, gdzie ktoś udaje, że proponuje rozbieranego pokera, a to naprawdę remik. Żadnej temperatury, zwrotów akcji, tylko symulacja życia.

Wszystko albo nic jest komedią romantyczną i ma swoje prawa gatunkowe, jednak nie przegrywa podczas porównywania do filmów kultowych w swojej wadze, tylko ponosi porażkę w zestawieniu z kinem chociaż trochę myślącym i scalonym. Lekkość, która jest oczywista przy takich produkcjach waży tutaj tonę, bo jest sfilmowana z samego tworzywa sztucznego.

Ocena:2/10