Nowe Horyzonty: Niemiłość

Andriej Zwiagincew znowu uderzył! Niby nie wyciągnął wielkiego działa ani też nie narobił wielkiego hałasu, ale wiele szkód w optymizmie widza i wierze w prawdziwą miłość. Film Niemiłość to nie przebierająca w środkach, oparta na prostej historii, czołgająca demaskacja i rozbudowa podstawowej grupy społecznej, jaką jest rodzina. Bez jakiejkolwiek nadziei, przyciszonym, ale precyzyjnym językiem opowiada, jak człowiek potrafi do szaleństwa… nie kochać. To rewers wszelkich historii miłosnych i odtrutka na wiarę w dożywotność ciepłych uczuć.

Historia nie jest wybitnie zaskakująca i wydawałoby się, że nie dotrze do takiego kręgu piekielnego. Trafiamy w wir rozpadu małżeństwa, wybuchów pretensji, przed którymi zasłania uszy ich syn – całkowicie zmarginalizowany w tej sytuacji – a może i dłużej. Bohaterom nie wystarczy podważenie sensowności ich małżeństwa, ale idą o krok dalej, szczególnie matka, co może być zaskoczeniem, gdyż tutaj zawsze się człowiek spodziewa większego instynktu macierzyńskiego. Zhenya stwierdza, że nie kocha swojego syna, nie zastanawia się co to o niej świadczy, wręcz dodaje jeszcze, że jej życie wyglądałoby o wiele lepiej, gdyby się nie pojawił. Nie wiemy ile jest wypowiadane w emocjach i po, to by wyrządzić drugiej osobie krzywdę, ale tak naprawdę ten najcichszy cierpi najbardziej. Dlatego pewnego dnia ich syn nie wraca do domu. Rozpoczynają się poszukiwania. Oczywiście policja nie jest specjalnie wzruszona i szczerze przyznaje się do wykorzystywania wolontariuszy w takich sprawach, którzy są skuteczniejsi w swojej pracy i na dodatek robią to za darmo.

Tutaj Zwiagincew nie rozcieńcza lawy jaka leje się z wypalonych miejsc, gdzie kiedyś były serca naszych bohaterów, nie używając zdrobnień. Przewrotnie – ta sytuacja wcale nie mobilizuje ich do połączenia sił, wycofania wypowiedzianych słów i przerażających zdań jakie padły. Nie ma żadnych wyrzutów sumienia, poczucia odpowiedzialności za to co się stało, myślenia, że ucieczka jest reakcją na sytuacje w domu, a właściwie jego resztkach, który później zostaje potraktowany tak samo jak w Lewiatanie.

Reżyserowi znowu udaje się pokazać coś w rozpadzie od początku, a potem tylko dalej wprowadza nas, bez uprzedzenia, w ten postępujący egoizm bohaterów i brak skruchy. To co się dzieje tragicznego tutaj na początku filmu, zazwyczaj ma miejsce na końcu historii. W tej historii tylko grzęźniemy coraz bardziej. Brak pozytywnych uczuć jest odczuwalny wręcz fizycznie dla widza, a mimo większej uniwersalności historii, Zwiagincew i tak sobie nie odmawia precyzyjnej wyliczanki absurdu, głupoty i marazmu politycznego oraz społecznego, które otaczają Rosję. Nas wręcz podczas seansu osaczają.

Niemiłość to bardziej nienawiść i wszystkie jej konsekwencje podane na zardzewiałej tacy. Obyczajowy horror o rozpadzie rodziny. Szczera wiwisekcja, zaskakująca wiele tytułów, które się tego tematu podjęły. Ale nie tak bez skrupułów i bez szansy na oddech, jak u Zwiagincewa.

Ocena: 9/10