RECENZJA: Agentka specjalnej troski

Ciężko pisać mi o Agentce specjalnej troski w kategoriach relaksującej komedyjki na sobotni wieczór. Seans filmu ma w sobie coś z drogi krzyżowej prowadzonej przez ścieżkę wyłożoną fragmentami szkła i gwoździami. Poszczególnymi stacjami są kolejne klisze, trawestowane w bezlitosny i nieśmieszny sposób przez ponad półtoragodzinny seans filmu. A gdy główna bohaterka zaczyna żartować, żenada zalewa ekran swoim najbardziej gorzkim posmakiem żółci.

Zamiast bawić, drażni; zamiast relaksować, napawa irytacją i groźbami rzucanymi w stronę twórców i dystrybutorów. Jest jak trutka na szczury sprzedawana w sreberku po słodyczach. Agentka specjalnej troski to komedia najgorszego sortu, w której bohaterowie – z Jo na czele – zachowują się jak marne podróbki slapstickowych legend kina spod znaku Chaplina i Keatona. Bawi walenie się po głowach i strzelanie facetom w krocze. Momentami wydaje się, że twórcy chcieli dorównać do poziomu żartów rodem z kontynuacji American Pie. Czerstwe gagi to jednak nic, gorzej, gdy któraś z postaci postanowi wygłosić chociaż jedno zdanie złożone. Słowa potrafią ranić, a tym bardziej kwestie, padające z ust aktorów najnowszej produkcji Dany'ego Boona.

Dany Boon to świetny komik, stający się osią każdego filmu, w którym występuje. Od Bazyla, poprzez Lolo na Dusigroszu skończywszy – komediowy popis francuskiego aktora zawsze posiadał w sobie nutę tragedii, przemycaną w smutnym spojrzeniu Boona. I choć jego występ nigdy nie wiązał się z zaproszeniem odbiorców na wartką karuzelę śmiechu, widz nie wyszedł dotąd z kina niezadowolony. A później zdecydował się on napisać i wyreżyserować Agentkę specjalnej troski

Nie jest to pierwsza komedia, tworzona przez Boona. Sam aktor miał zresztą okazję współpracować już z Alicą Pol na planie Przychodzi facet do lekarza, którego napisał i wyreżyserował. Dziwne, że przy całkiem znośnej komedyjce z 2014 roku, Agentka specjalnej troski jawi się niczym strzał w kolano w kinematograficznym dorobku Boona.

Jo to typowa protagonistka kobiecych komedii, której każda cecha podkręcona zostaje do maksymalnie niestrawnego poziomu. Nadpobudliwość ruchowa w połączeniu z denerwującymi odgłosami i mało zabawnymi „dziwnymi minami” tworzą kreację strawną niczym groch z fasolą utopiony w głębokim tłuszczu. Jej droga przez fabułę produkcji podana zostaje w szerokim nawiasie przypadku, a charakterologia jest tak rozchwiana, że trudno czasami zrozumieć, jakie emocje ma dzielić z Jo publiczność Agentki. Po 10 minutach projekcji zdążycie ją znienawidzić – potem zdacie sobie sprawę, że będzie Wam towarzyszyć jeszcze przez półtora godziny seansu.

W połowie produkcji widz nagle zdaje sobie sprawę, że Agentka specjalnej troski w gruncie rzeczy składa gigantyczny hołd oddziałom specjalnym, walczącym z terroryzmem we Francji. I w tym momencie chyba nikomu nie powinno być już do śmiechu. Zważywszy, gdy odbiorca uświadomi sobie, że zamachy stały się tak nieodłącznym elementem współczesności, iż zostają nawet osią napędzającą głupawą komedię z kraju Wieży Eiffle’a. Agentka specjalnej troski zwraca zresztą uwagę na modne zagadnienia socjologiczne ostatnich miesięcy czy lat – naturalnie, skoro główna bohaterka jest kobietą, należy wpleść w film wątki feministyczne i postać skrajnego mizogina-szownistę na drodze ku przemianie. A skoro facet w stroju kobiety to idealny obiekt do parskania śmiechem, to czemu nie wprowadzić w komedię (czy bardziej w produkt komediopodobny) Paradę Równości? Całość – podlana nieco konserwatywnym komentarzem – to kwintesencja swoistego sacrum-profanum. Czasem jest zbyt poważnie – czasem (a nawet bardzo często) zbyt żenująco.

Dany Boon chciał hołdować walczącym oraz dywagować nad policjantami i terrorystami we współczesnej Francji. Wygrałby ten film, gdyby wystąpił w głównej roli, całkowicie porzucając okołofeministyczne motywy skupione wokół postaci Jo. Tak Agentka specjalnej troski staje się filmem trzech wojen: damsko-męskiej, francusko-terrorystycznej i walce widza z usilną chęcią opuszczenia sali kinowej w trakcie seansu.

Moja ocena: 2/10


Kornel Nocoń
Filmoznawca. Fan kina niekonwencjonalnego, oderwanego od ogólnie obowiązujących schematów. Mimo to ogląda wszystko, co tylko wpadnie mu w ręce – począwszy od produkcji klasy B, skończywszy na nowofalowych naleciałościach każdego z europejskich krajów. Redaktor na FDB.pl. Założyciel i redaktor naczelny na portalu 35mm.pl.