Recenzja: Cudowny chłopak

O pojęciu normalności i nierównościach w rozumienia tego słowa w społeczeństwie, kino będzie rozprawiać zawsze. Wyróżnianie się nieczęsto konotowane zostaje z wyjątkowością, a na pewno zbyt rzadko w świecie. W krzepiący, ale ratujący się przed ckliwą historią, dzięki szczerości i niewymuszonemu urokowi, opowiada o inności Cudowny Chłopak. Robi to… po prostu cudownie. Nie nabiera nas na nic.

To co dla nas może wydać się zwyczajne, dla Auggiego będzie podróżą na księżyc. Wybraniem się na nieznaną planetę jest pójście do gimnazjum. Z powodu swojej choroby, przez którą bohater ma zdeformowaną twarz, uczył się w domu, co nie doprowadziło go do braków naukowych. Wręcz przeciwnie – z fizyki jest gigantem, kocha i wie wszystko o kosmosie, bo sam czuje się na Ziemi, przez ludzi, jak przybysz z innej planety. Nosi hełm NASA z pasji, ale też by unikać spojrzeń innych. Rodzice podejmują decyzję, że to już czas na konfrontacje ze środowiskiem. Możemy się domyślać, jak będzie wyglądać początek drogi naszego bohatera.

I właśnie tu reżyserzy zwinnie nawiązują do pierwszego dnia w szkole, który jest ustrojstwem dla wielu, tylko Auggie przez swoją twarz, ma dodatkowo pod górkę. I nie dlatego, że tylko dzieci są takie powierzchowne i okrutne w pewnym wieku. Tutaj doskonale jest przyznana czerwona kartka, w dziedzinie płytkiego spojrzenia i stygmatyzacji, wszystkim. Dlatego Auggie wyobraża sobie inny świat, idąc przez przeklęty dziedziniec, na którym wszystkie oczy są zwrócone w jego stronę. Dzięki temu mamy chociaż chwilę przyjemności uczestniczenia w jego bogatej wyobraźni.

Cudowny Chłopak toczy się dosyć linearnie i w znanej nam konstrukcji fabularnej, ale ma w sobie nieprosty urok, szczerość i inteligencję w dialogu oraz akcji, która odróżnia go od innych produkcji z rusztu kołczingowej natury „zaakceptuj siebie”. Nie ukrywa jakim filmem będzie. Jest to w przewadze procentowej feel good movie, bo to świat, gdzie jednak rany goją się szybciej, niż naprawdę i jest ich mniej. Jednak najważniejsze, że Cudowny chłopak udowadnia siłę wyobraźni, jako najlepszego oręża w walce z nieprzyjacielem – jest lepsza od świetlnego mieczu, który oczywiście posiada nasz zakochany w Star Warsach, bohater.

My też się zakochamy, przede wszystkim w Auggiem, ale też w świecie wykreowanym przez twórców. Nie jest on z kosmosu, ta rodzinka stworzyła własną planetę na naszych oczach. Nie jest to kino intensywnego doświadczenia, ale za to niebanalnie przyjemnego. O jednym takim co zrobił więcej, niż kradzież księżyca.

Ocena: 7/10