Recenzja: Cicha noc

Słuchałem wielu wywiadów z reżyserem filmu Cicha noc. Piotr Domalewski to facet pełen dobrego słowa, pięknych anegdot. O swoim fachu opowiada z pasją, a doświadczenie aktorskie pomaga mu jeszcze bardziej zbliżyć się do aktora, poczuć jedność i nakierować na napisane w scenariuszu kwestie. Bardzo lubię kino skrupulatnie przygotowane, które chowa w sobie ukryte motywy, niejasne połączenia gatunkowe. Widz może się wtedy poczuć doceniony, ponieważ gdzieś tam jest dla niego miejsce. Twórcy nie narzucają określonej konwencji. Zwiastun otworzył mi oczy na mocne kino psychologiczne, dramat rodzinny. Liczyłem, że poznam prawdę, wyjdę mądrzejszy po seansie.

Adam (Dawid Ogrodnik) przyjeżdża do rodziny na wigilię. Wieczerza jest tylko pretekstem do załatwienia interesów. Konfrontacja i czas spędzony z rodziną zmuszają bohatera do przewartościowania życia na nowo.

Muszę z całego serca podziękować twórcom. Oczywiście szczególnie Piotrowi Domalewskiemu, który nad wszystkim trzymał pieczę, ale wyróżnienie dostaje jego imiennik, Piotr Sobociński. Sam kilka razy byłem na planie i widziałem, jak dużym problemem może być oświetlenie, tym bardziej że w kadrze pojawia się stół wigilijny, do którego zasiada kilkanaście osób. Ustawić światło w taki sposób, aby kamera łapała w punkt każdego, jest bardzo trudno. To robota dla fachowca i tutaj to wszystko zagrało. Ba! Aktorzy tak swobodnie poruszali się po domu, przechodząc z jednego do drugiego pomieszczenia, jakby właśnie grali w horrorze u Jamesa Wana. Przyjemnie jest czasem spojrzeć na jedność scenografii w polskim filmie. Takie przygotowanie pozwala odbiorcom postawić ptaszka przy aspektach absolutnie podstawowych dla ambitnego kina. Nie martwimy się o kolejne babole techniczne, które wypłyną w następnej scenie. Nasza uwaga jest tam, gdzie być powinna, czyli przy wartości ideowej filmu. Bohaterowie, wypowiadając każdą linijkę tekstu, tworzą historię i przybliżają nam brutalną prawdę o nas samych. Gwarantuję Wam, że nawet jeśli nie zasiadacie, co roku przy wigilijnym stole to będziecie z twórcami od początku do końca. Rodzina to wartość, którą poznajemy już w dniu narodzin i pielęgnujemy przez całe życie. Twórcy robią z tego smaczny użytek.

Największym plusem jest możliwość absolutnie nieskończonej analizy tematyki. Dla mnie to film o fałszu, łatkach i problemie przemijania. Tak czułem, kiedy w pamięci mogłem wrócić do bardzo podobnych scen z mojego domu. Wracałem, raz po raz, z coraz większym sentymentem i wzruszeniem. Często wartościowałem swoje myśli i postępowanie, bo na to pozwalają nam twórcy, obiektywnie pokazując zapis zdarzeń, bez zbędnej narracji. Łatki podczas rodzinnych spotkań są wszechobecne. Ja jestem na przykład starszym bratem, mam dawać przykład. Ode mnie pierwszego, w najmłodszym pokoleniu wymaga się przetarcia szlaków. Wydaje się oczywiste, że często do tej roli po prostu się nie nadaję i też popełniam błędy. Paradoksalnie, próba powiedzenia czegoś, co nas boli, może skończyć się awanturą i trzecią wojną światową. Wypowiemy się w duchu przyjaźni ze zwierzętami, a ktoś w kontrze nie znosi psów i uważa za marnotrawstwo czasu naszą walkę. Tak jest często, prawda?

Cicha noc to historia opowiadana z perspektywy Adama (Dawid Ogrodnik). W literaturze przy podziale na epoki, mamy trzy etapy każdej z nich: rozkwit, punkt kulminacyjny oraz zmierzch. Ja myślę, że osoba Adama jest dobrym i świadomym wyborem. To chłopak ambitny, który wyjechał na obczyznę, w celu zarobkowym. Chce zmierzyć się z ciężarem, jaki niósł jego ojciec, ale po swojemu. Osadzam go pomiędzy rozkwitem a punktem kulminacyjnym. Nie widzi się wiele miesięcy z rodziną. Brat (Tomasz Ziętek), który ciągle jest w jego cieniu, nie radzi sobie z rywalizacją rodzeństwa, czuje się niedoceniany. Rodziców boli to, w jaki sposób wychowali dzieci.
Jak widzimy zatracenie się w walce o lepsze jutro, prowadzi do straty czasu, którego nasi najbliżsi, podobnie jak my z roku na rok nie mamy coraz więcej… Wręcz przeciwnie. Może warto wziąć sprawy w swoje ręce i zawalczyć o zjednoczenie rodziny rozumiejąc każdego z osobna?

Dla mnie jest to film rewelacyjny. Zamknięty i mocno osadzony podsuwa nam odpowiedzi na pytania, traktując nas od początku jako grupę mędrców, którym nie trzeba wszystkiego podawać na tacy. Jest obrazem rzeczywistości, ale jeden przelany motyw nie daje mi spokoju i pozostawia pewien delikatny znak zapytania, niesmak. Symbolika jednej syntagmy (ciągi ujęć), kiedy twórcy pokazują nam drogę, próbują naprowadzić na puentę, jest odrobinę przelana i przesadzona. Na szczęście nie wpływa to znacząco na odbiór całości. Wydaje się to śmieszne, ale tak dobry temat, jakim jest rodzina, jest rzadko używany w kinie, przepełnionym przemocą i mainstreamem. Bardzo proszę wszystkich o więcej takiego kina. Czysta tragikomedia.

MOJA OCENA 9/10


Grzegorz Malinowski
Redaktor FDB. Entuzjasta francuskiej szkoły filmowej i analizy filmu. Każdego dnia stara się poszerzać wiedzę o rzemiośle filmowym. Wolne chwilę spędza z Dziewczyną i najbliższymi. Z Przyjacielem prowadzi wielogodzinne dysputy o prawidłach funkcjonowania tego Świata i kinematografii :)