Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

RECENZJA: Atak paniki 1

Atak paniki wzbudza w wielu widzach, w Polsce, kolejna zapowiedź najśmieszniejszej komedii tego roku naszej produkcji. Od dawna nie jesteśmy specjalistami od kina gatunkowego, nie da się tego ukryć. Ale nie ma co też udawać – Atak paniki jest wyjątkiem potwierdzającym regułę – można zrobić zgrabne i zabawne kino, nieczerpiące inspiracji od żartów z kabaretu i o strukturze fabularnej niepisanej na serwetce. Ta produkcja to kolaż różnych, ewoluujących bardzo bliźniaczo historii, które mają wspólny mianownik narracyjny – tytułowy atak paniki, sytuacje ekstremalną u bohaterów, docierającą do absurdu, czy nawet groteski.

Małżeństwo wracające samolotem do Polski prócz niewygodnego pasażera, ma z nim również narastający problem. W tym samym czasie, dorabiający na weselu chłopak jest zastraszany anonimowo przez telefon, ale o wiele bardziej martwi się o swoją grę na komputerze i prosi mamę, będącą w domu, by wykonywała jego instrukcje. Czemu, by jeszcze do tej osobliwej brygady nie dorzucić panny młodej, której wybranek na weselu jest wszędzie, tylko nie z nią, a ona opowiada nieustannie o porodzie z delfinami i muzyką klasyczną. Do tego mamy historie o jej koleżance, która żyje z pokazywania swoich seksualnych uniesień w internecie. Jakby było mało, mamy spotkanie byłego małżeństwa, które tak naprawdę się jeszcze nie rozwiodło.

W każdym z tych przypadków zaczyna się niewinnie, potem pojawia się kropelka potu, by następnie okoliczności zewnętrze, jakieś nieszczęście, a właściwie często brak logicznego myślenia u bohaterów, spowodowany strachem i zdenerwowaniem, doprowadzają do totalnego amoku. Temperatura rośnie, chwilami reżyser trochę zmniejsza ogień – niepotrzebnie – ale pokazuje nam bardzo intensywnie i umiejętnie klejące się ze sobą krótkie historie, które są niczym polska wersja Dzikich Historii. Z ludzi wychodzą wszystkie lęki, nie wytrzymują napięcia, krzyczą, biją się, mdleją, przeklinają najgłośniej jak potrafią.

Atak Paniki nie jest zachowawczym wyobrażeniem o kinie pędzącym, a naprawdę machina reżysera Pawła Maślony potrafi wiele wyciągnąć na liczniku. Może jedzie po dosyć prostej drodze, nie jest to pogłębione psychologiczne studium, ale też nie odczuwamy nieustannego skakania po planszy znerwicowanych opowiadań bohaterów, gdzie nikt nie wie co to zimna krew – za to zna doskonale pojęcie – zalania się krwią. Jednocześnie opowiadanie zachowuje umiar, ale nie w prowadzeniu narracji, tylko w zabiegach. Nie szarżuje, trzyma się jednego toru, na czym film tylko zyskuje.

Pisarz Stephen King mówił: Panika jest chorobą zaraźliwą, zwłaszcza w sytuacjach, gdy nic nie wiadomo i wszystko zmienia się z chwili na chwilę, to też skutecznie i z energią referuje swoim filmem autor. Jeszcze dodaje refleksje, jak współcześnie normalne i codzienne jest szaleństwo.

Ocena: 7,5/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 0

Avatar square 200x200

Proszę czekać…