Redaktor FDB. Jestem entuzjastą francuskiej szkoły filmowej i analizy filmu. Każdego dnia staram się poszerzać wiedzę o rzemiośle filmowym. Wolne chwile spędzam z Dziewczyną i najbliższymi. Z Przyjacielem prowadzę wielogodzinne dysputy o prawidłach funkcjonowania tego Świata i kinematografii.

Recenzja: Gra o wszystko 0

Molly Bloom to narciarka, która ma zamiar wystartować na igrzyskach. Wypadek w dniu kwalifikacji olimpijskich zmienia jej życie i naprowadza na hazard. Kobieta, która przez lata trenowała sport wyczynowy teraz będzie organizować imprezy pokerowe na najwyższym szczeblu. Rozliczenie, jej bogatego w przygody życia nastąpi w sądzie.

Gra o wszystko jest szybka i stanowcza. Produkcja nie robi przystanków i śmiało prze do przodu. Nie ma czasu na odpoczynek. Fabuła, mimo przeskoków czasowych i wspomnień bohaterki jest bardzo mocno skondensowana i przemyślana. Ekran wypełnia wizja, pełnokrwista amerykańska opowieść. Jest w niej przesycenie, lekkość w trudzie i symbolika, która tutaj została smacznie podana. Amerykański sen, kariera i oczekiwania to dość popularne tematy, po prostu mainstream. Ograni w kasowych produkcjach aktorzy i zwyczajny ostatnio sposób uchwycenia tematu. Mnie boli to niezasadnie szybkie tempo, ponieważ nawet w chwili słusznej zadumy jesteśmy zmuszeni do uwagi i śledzenia kolejnych pomysłów scenariusza. Aktorzy wypowiadają następne linijki w ekspresowym tempie, przerzucają ciężar ideowy, płyną bez wypoczynku. Ja staram się potraktować taki wyraz, może niesłusznie jako symbolikę tego, co łatwo nam przychodzi i szybko się kończy. Życie na krawędzi nie trwa długo i być może dlatego realizacja dostarcza nam kilku egzystencjalnych wskazówek.

To prawda, że jest czasem aż nadto kiczowato, że poker nie przypomina profesjonalnej, turniejowej gry. Jest to raczej spotkanie koleżków, którzy w kieszeni mają sporo banknotów albo obrazy Monet, czy też chcą się wyżyć, w duchu męskiej rywalizacji. O dziwo, taka forma się broni. W ciągu zaledwie kilku partyjek poznajemy wiele portretów psychologicznych i wiemy, na czym to wszystko polega. Jak ten brudny świat wygląda od środka. Nie brakuje krytyki środowiska. To tempo, mimo trudu w utrzymaniu widza przy ekranie i dużej swobody kreuje niezłe postaci. Scenariusz, który wypchany jest po brzegi i nie wiem jakim cudem udało się to wszystko tam zmieścić, odpowiada nam na wiele pytań, bo bohaterowie mają swoje minuty i każdy z nich dokłada cegłę do świata Molly, w pewnym sensie naszego świata. Ja pochwalam kino, gdzie bohaterką jest kobieta, ale bez tej sztucznej woli feministycznego przekazu. Panna Bloom (Jessica Chastain) jest odpowiednikiem nawet męskiej wizji świata. Dzięki niej i dwóm mocnym postaciom, które są grane przez Kevina Costnera oraz Idrisa Elbe staje się to uniwersalne. Psychologiczne spotkanie na szczycie, ojca z córką, dające nam szybkie odpowiedzi, jest absolutnie najpiękniejszą sceną tego filmu.

Nie powiem, że jest to film zmieniający oblicze kinematografii czy mający prawo walczyć o nagrody akademii. Tak nie jest, ponieważ temat jest zbyt objechany i kiczowaty, żeby to umieścić w tym worku. Forma jest smaczna, ale nie jest to temat z ostatniej chwili, raczej powtórka z rozrywki. Na korzyść działa tu przyspieszenie i mimo amerykańskiej koncepcji na ukazanie bohatera jest coś nowego, a przynajmniej pozwalającego przyjąć Grę o wszystko, jaka wizję i wskazówkę. Postaci są mocne, a całość jest upięta wpasowaną linią melodyczną. Ja taką propozycję odbieram na szóstkę.

MOJA OCENA: 6/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 0

Avatar square 200x200

Proszę czekać…