Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

RECENZJA: Jeszcze nie koniec 1

Nie trzeba tworzyć horroru, by czuć nieustające napięcie, zobaczyć potwora i nie wiedzieć co kryje się za rogiem. Analitycznym horrorem, studium przemocy jako niekończącej się historii i samonapędzającego się mechanizmu, gdzie znikają wszystkie znaki drogowe jest film Jeszcze nie koniec. W skromnej, przez to niebezpiecznej, bo tak bliskiej każdemu z nas narracji, wprowadza widzów do piekła rodzinnych konfliktów. To bardzo bolesne, bo szczere i z wielkimi umiejętnościami poprowadzone doświadczenie kinowe.

Jesteśmy świadkami rozpadu małżeństwa, gdzie Antoine występuje o kuratelę nad dziećmi, a Miriam stanowczo staje naprzeciw takim żądaniom. Oczywiście sterylna rozmowa dwóch stron w towarzystwie adwokatów jest zasłoną dymną i bardzo niezgodnym z rzeczywistym stanem audytem. Ona sprawuje opiekę nad dziećmi, on chce je częściej widywać. Ona pokazuje dowody na niechęć dzieci do spotykania się z ojcem. Nie znamy jeszcze powodu dystansu dzieci wobec rodzica. Za to dużo dowiadujemy się o ich dwójce i o tym jak daleko w tyle można pozostawić uczucie miłości, kiedy tęsknota za dominacją zalewa oczy krwią.

Jeszcze nie koniec na początku udaje bardzo niewinny obraz konfliktu, który nie jest niepowtarzalnym zjawiskiem we współczesnym świecie. Rodzice nie potrafią się porozumieć, dzieci są wciągane w grę między dorosłymi, którzy nie myślą i w interesie swoim nadużywają ich emocji, zadrapując im świat, jak w Niemiłości. Jednak w przeciwieństwie do nowego filmu Zwiagincewa, mamy tutaj oczywistą postać wiodącą tę prywatną wendetę, pod oficjalnym szyldem: Tęsknie za rodziną. Docieramy do ekstremum emocji, które w trakcie frustracji ojca i męża się mutują. To jest ten moment, kiedy w telewizji słyszymy o tragedii w rodzinie i opinii sąsiadów, jak bardzo byli normalni i spokojni.

Doskonałe wyważenie w budowaniu akcji poprzez interakcje i powolne rozpędzanie maszyny, powoduje w widzu nieustanne napięcie, które towarzyszy również matce i dzieciom, gdyż nigdy nie wiadomo jaką decyzje podejmie i do czego posunie się Antoine. Napięta struna, broń wymierzona, ale nie wiadomo czy naładowana. Ona nie posuwa się do ostateczności, jest silną kobietą, zachowuje spokój, ale jednocześnie pozostawia za dużo przestrzeni Antoine do działania i osaczania. A mężczyzna robi to w imię niby miłości i tęsknoty – niestety sposób w jaki to okazuje nie pozwala nam uwierzyć w te uczucia. Jego postać jest doskonale napisana – łączy skrajne emocje – doprowadza do skrajnych czynów. On cierpi, to oczywiste, ale sam do tego doprowadził, a jednocześnie próbuje ukoić ból raniąc innych. Błędne koło agresji. A spokój historii jest tak bardzo pozorny, odliczanie do wybuchu dzieje się po cichu.

Doskonałość filmu i jednocześnie ogromny ładunek smutku oraz bezradności z naszej strony nie kryje się tylko w świadomości opustoszałych serc współczesnych ludzi, a w powszechności opowiadanej historii. Nie chodzi o wtórność opowiadania, a o uczucie bezsilności i myśli, że to co oglądamy może się dziać podczas seansu w budynku naprzeciwko.

Jak bardzo człowiek współczesny się zagubił we własnych emocjach, nie potrafi ich zrozumieć oraz nad nimi pracować, a co najgorsze – zaraża nimi dalej, swoje dzieci. Nie szuka rozwiązania w kwarantannie. Jeszcze nie koniec z wymownym tytułem (niczym groźba…) pokazuje, że w tej historii nie ma nic nadzwyczajnego, co jest okropne. Nie można postawić kropki i odetchnąć z ulgą. Natomiast sam film jest nadzwyczajny, bo na impulsach, szczerościach i ludzkich odruchach buduje tak realistyczną historię, że aż chcemy zbudować statek kosmiczny. Piękne, psychologiczne kino, z wielką witalnością o obrzydliwej nieporadności naszego gatunku.

Ocena: 8/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 1

Jakub Kucharski 2018-02-20

Nie wierzę że to mówie, ale niesamowicie sie zgadzam z tą recenzją. W sumie nawet nie wiem czemu na to poszedłem, ale film serio robi wrażenie. Uczucie bezsilności i frustracji jest niezwykle przytłaczające, a gdy uderza finał… Od razu staje sie jasne, dlaczego to "Jeszcze nie koniec"…

Proszę czekać…