Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

RECENZJA: Lady Bird 0

Kina coming of age w ostatnim czasie nam nie brakuje. Reżyserzy różnymi narracjami biorą się od zawsze za moment wchodzenia, wbiegania lub skradania się na paluszkach w świat dorosłych. Jednak w ostatnim czasie, poprzez częstotliwość poprzeczka została postawiona wyżej. Greta Gerwig grająca w filmie oraz współtworząca scenariusz wraz z reżyserem Noahem Baumbachem udowodnili światu tytułem Frances Ha, że można zrobić film w XXI, który spełnia postulaty Francuskiej Nowej Fali i wygląda niczym zaginiona produkcja tamtego okresu. Tym razem aktorka staje po drugiej stronie kamery i tworzy w Lady Bird podobnych rejestrów i założeń impulsywne, szczere, z pełnym zanurzeniem w postaci i rozglądaniem się uważnym na świat wkoło, energiczne kino zrozumienia, ale nie bez charakterku.

Historia opowiada o Christine McPherson, której obsesja decydowaniu o swoim życiu nie kończy się tylko na zmianie imienia na Lady Bird i konsekwentnego powtarzania tego. Trafia do liceum katolickiego, którego myśl i idea leży daleko od głowy młodej i charyzmatycznej bohaterki. Lady Bird nie wywraca szkoły do góry nogami, jednak powoduje sytuacje podbramkowe, próbuje się odnaleźć w szkolnej rzeczywistości, nie będąc przemądrzałą, wszystkowiedzącą postacią, ale jednak bardzo krytycznie podchodzącą i celnie nazywającą zjawiska, które ją spotykają. Niby nietypowa nastolatka, jednak z typowymi problemami, ale nie są one wcale dla nas obojętne, przez metodę opowiadania. Zwyczajności są tutaj takie niezwyczajne. Lady chce przynależeć do tych bardziej „cool”, jednak szybko zaczyna rozumieć wątłość ich „coolowatości”, demonstruje swoje potrzeby eksperymentowania – pierwszego seksu oraz decyzji o pójściu dalej. Jest bardzo zachłanna na doświadczania, ale nie w tym miejscu, w którym czuje, że utknęła. Wie, że nie należy do wyższej klasy, a w pragmatycznie myślącej matce nie widzi sojusznika, a wroga sabotującego jej życie i długo pozostaje obojętna na sytuacje z ojcem. Nie blokuje jej to przed uznawaniem swoich problemów za te pierwszego świata.

Greta Gerwig doskonale obserwuje dorastanie, bez niepotrzebnego opiniowania, przysiadania się po jakiejś ze stron, a z fascynacją i podkreśleniem ważności tego okresu „burzy i naporu” pokazuje, że Lady Bird, jak prawdopodobnie większość nas, nie jest egoistką. Chociaż może sprawiać takie wrażenie. Jest osobą, która skupia się na sobie, bo już przebiera nogami, by się dowiedzieć, co znaczy to „ja”. Płonie od chęci kształtowania siebie i biegnie z językiem na brodzie za swoją tożsamością, potrącając innych, wydając się być ignorantką. Jej problemy różnią się od problemów jej rodziców, ale nie są unieważnione, czy wartościowane jako mniejszej wagi. Dlatego z tego filmu bije tyle ciepła, powszechności, a jednocześnie wyjątkowości. To wszystko dzięki odrobieniu lekcji z ludzkich mechanizmów, całkowitego skupienia uwagi na relacjach i interakcjach, humanistycznym fajerwerkom. Lady Bird sprawia mnóstwo przyjemności, ale nie jest piknikiem w świecie młodej dziewczyny, która nie wie kiedy jej status zmieni się na kobietę. Przyjemne jest zrozumienie jakie oferuje reżyserka dla świata i w jak zgrabny oraz inteligentny sposób pokazuje różne odcienie dojrzewania, a na planie jej głównym bohaterem są uczucia. Strzela też nabojami nieołowianymi, ale trafia celnie mówiąc o pojęciu wieku. Ile lat, by człowiek nie miał towarzyszą mu podobne uczucia. Wszyscy jesteśmy tacy sami w swojej oryginalności – przewrotnie i krzepiąco. To kino nie należy do wagi ciężkiej, ale zmyślnie jest tak zaprojektowane, by też nie miało piórkowej.

Lady Bird to satysfakcjonująca intelektualnie przygoda po świecie ekscentrycznej dziewczyny, która nie wie o sobie wiele, a reżyserka zastanawia się, dlaczego świat nie daje na wątpliwości i niegotowość nawet chwili przyzwolenia. To film uczuć, rumieńców, kuksańców. Prawdziwy afrodyzjak dla ceniących sobie udekorowane, ale w normie, prawdziwki. Lady Bird to Frances Ha 0.5, to prequel. Bo w życiu, w każdym wieku chce się czasami zwiewać i mieć inną datę urodzenia, niż na chwilę obecną posiadamy.

Ocena: 8/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…