Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Recenzja: Kobieta sukcesu 0

Komedii romantycznej w Polsce dla niektórych bliżej do gatunku horror. Ostatnio mieliśmy kilka przebłysków, ale wyszło jak w powiedzeniu o jaskółce i wiośnie. Niestety Kobieta sukcesu jako film sukcesu nie odnosi, a użycie terminu „nowa” może dotyczyć tylko daty premiery. To kino, które robi skok na ciekawy temat związany ze społeczną zmianą myślenia – zaprzestania pogoni za statusem i poziomem high life. Jednak ta próba życia hygge jest gdzieś symulowana, nacisk postawiony na naśladowanie innych produkcji gatunku, a lekkość filmu i wtórność jest tak ogromna, że nie ma tu mowy o niczym poważnym. Rozluźniającym z pewnością, ale niewyróżniającym się w żaden sposób.

Naszą bohaterką jest błyskotliwa Mańka. Pyskata, będąca podręcznikowym przykładem silnej i niezależnej kobiety, tytułowej kobiety sukcesu. Takiej z magazynu Gala, która mimo że ma tak samo długą dobę jak każdy z nas, to potrafi zrobić więcej, więcej i więcej. Walczy dzielnie jako szefowa firmy, którą konsekwentnie nie nazywa korporacją. Jej wrogiem są wielkie rekiny, które odbierają jej klientów. Zajmuje się sprzedażą produktów dla zwierząt. Traci ważnego klienta i jej firma staje się tonącym statkiem. Nie ma zamiaru jednak z niego uciekać, gdyż wie, że propozycja, którą zaoferowali jej konkurenci na rynku jest korzystniejsza finansowo, ale gorsza jakościowo – a wyniki i badania są podrobione. Ideowa Mańka nie ma zamiaru porzucić tej sprawy. Nie w głowie jej comfort zone.

I to mogłoby być bardzo ciekawe. Młoda, ostra i zajadła kobieta stojąca w obronie przyzwoitości oraz moralności na rynku, walcząca z molochem o jakość produktu, a nie tylko słupki sprzedażowe. Sprzeciwiająca się kapitalizmowi i szklanym budynkom, ludziom w białych koszulach, spod których nie słychać bicia serca, a nerwowy puls, jak się dorobić. Jednak film sam porzuca tę szansę, bo o wiele łatwiej jest podpatrzeć zagraniczne produkcje, próbować zrobić uroczą, pełną afrodyzjaków komedię omyłek, gdzie od początku będziemy wiedzieć do czego to wszystko zmierza. Przewidywalność nie byłaby tu tak karalna, gdyby nie pustostan w trakcie filmu. Mamy różne sceny poklejone porządnie, ale bez żadnej fantazji ich kreacji.

Na dodatek obecność zwierząt w tym filmie podnosi jego akcje, ale w bezczelny sposób, szantażując nas. Oczywiście, że to rozczula. Kobieta sukcesu niektórymi scenami chyba próbuje nieudolnie naśladować Debiutantów. A pieski są o wiele bardziej naturalne w swoich rolach, niż aktorzy, którzy grają postaci skonstruowane na powtórzeniach – kopiuj plus wklej z innych produkcji. Ona wygadana, z dziarskim charakterem, on niby pewny siebie, ale wrażliwy, niesamowicie przystojny, ciepły, będący całkowitym zaprzeczeniem jej poprzedniego mężczyzny. To bajka, która udaje, że opowiada o prawdziwym życiu. Chwilami jej się to udaje podczas dywagacji o przetrwaniu w Warszawie, ale to naprawdę ulotne momenty.

Film jest błyskotliwy i ma jakieś ambicje, ale ostatecznie nie opowiada ani nic nowego, ani żadnym innowacyjnym sposobem, bez serca i ducha. Produkcja wygląda jakby leciała na automatycznej skrzyni biegów. Niestety Kobieta Sukcesu to kolejna polska produkcja, przy której widz odczuwa jakby przeżywał Dzień Świstaka.

Ocena: 4/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…