Bloger amator. Miłośnik kinematografii, wielki fan Christophera Nolana, maniak Toma i Jerry'ego.

Tomb Raider - Okiem Gracza 1

Osobiście nie jestem przeciwnikiem ekranizacji gier wideo. To jest to samo co ekranizacja komiksu, czy książki. Bierzemy materiał źródłowy i modyfikujemy go tak, by nadał się na historię dla widza. Nie da się jednak ukryć, że jest to olbrzymie wyzwanie. Gry mają nad filmami taką przewagę, że są interaktywne. Ten jeden aspekt, potrafi sprawić, że nawet najprostsza historia robi się znacznie bardziej angażująca.

I to jest ta kluczowa bariera dzieląca oba światy. Po rozebraniu gry z warstwy interaktywnej, cóż nam zostaje? Zostaje nam fabularny szkielet, bez żadnego mięska, które by go wypełniło. Trzeba wiele wysiłku, by zastąpić ten aspekt interaktywności tak, by efekt spodobał się widzowi.

Między innymi dlatego naprawdę lubię filmy takie jak Need for Speed, Warcraft: Początek czy nawet Assasin's Creed. Warcraft udowadnia, że jeśli weźmie się na warsztat uniwersum wyjątkowo bogate w lore, można zrobić fascynującą historię, nawet jeśli stanowi ona kalkę wydarzeń z gry. Need for Speed i Assasin’s Creed zaś pokazują, że na podstawie uniwersum można stworzyć całkiem interesującą opowieść, która trzyma się jako całość sama w sobie.

Kadr z filmu Need for Speed z 2014 roku

Problem z ekranizacjami jest jednak taki, że aby zdobyć naprawdę dużą sympatię widowni tego typu produkcją, nie wystarczy coś, tylko porządnego. Konieczny jest film, który będzie fantastyczny. Rewelacyjny. Taki który olśni cały świat i pokaże wszystkim, że w ekranizacjach gier wideo tkwi przyszłość.

I tu pojawia się Tomb Raider. Wszyscy znamy postać archeolożki plądrującej różne świątynie w poszukiwaniach magicznych i sekretnych artefaktów. Choć gry istnieją już od bardzo dawna, prawdziwym kopem do sławy dla tej postaci były ekranizacje gier, z Angeliną Jolie w roli tytułowej Lary Croft.

Kadr z filmu Tomb Raider z 2001 roku

Jednakże czasy się zmieniły. Wbrew pozorom nie wystarczy już wrzucić atrakcyjnej kobiety w skąpe ciuszki na okładkę, żeby skupić na sobie uwagę publiki. Wymusiło to pewne zmiany w grach, które objawiły się w grze Tomb Raider z 2013 roku. Jest to zupełnie nowa Lara. Lara niebędąca już niezniszczalnym komandosem w szortach, tylko młodą przerażoną dziewczyną, która przez zwykłego pecha wylądowała na odciętej od świata wyspie, na której musi walczyć o przetrwanie. Poza tym gra pozwoliła sobie na znaczne rozbudowanie właśnie fabuły, zapewniając obsadę zróżnicowanych interesujących postaci, i dodając do układanki niespodziewane zwroty fabularne.

I tym oto sposobem, po moim długim i krętym wstępie, docieramy do filmu Tomb Raider, który od jakiegoś czasu można obejrzeć w kinach. Wydawać by się mogło, że to recepta na sukces. Mamy słynną ikonę popkultury w nowej formie, na podstawie gry, która okazała się olbrzymim hitem. Żyć nie umierać, czyż nie? No chyba jednak nie…

Nie złamię nikomu serca, mówiąc wprost, że Tomb Raider jest produktem kompletnie niewartym uwagi. Choć jednak w ogólnej ocenie zgadzam się z innymi recenzjami , powody mojej niechęci leżą w trochę innych punktach.

Kadr z filmu Tomb Raider z 2018 roku

Największy problem filmu to ogólne niezdecydowanie, jaka ma być ta nowa przedstawicielka rodu Croftów. Widać, że twórcy filmu, choć bazowali na nowej serii gier, chcieli też nawiązać do panny Croft w wykonaniu Angeliny Jolie. Z tym że obie te interpretacje postaci są naprawdę bardzo od siebie różne. Aż za bardzo. Do punktu, w którym NIE DA się tego połączyć w rozsądny sposób. W rezultacie otrzymaliśmy zupełnie nową wariację na temat Lary, która cierpi najwidoczniej na jakieś rozdwojenie tożsamości jak Kevin z filmu Split.

Najbardziej cierpi na tym fabuła, która bierze ogólny koncept, ale jednocześnie wyrzuca wszystko, co czyniło go ciekawym za okno. W grze, Lara nie pojawiła się na wyspie z własnej woli. W grze, Lara brała udział w podróży na wykopaliska, by razem ze swoimi znajomymi wziąć udział w wykopaliskach archeologicznych. W filmie zaś, Lara sama podejmuje szereg bardzo głupich decyzji, które w końcowym rozrachunku jedynie prowadzą do dalszego pogorszenia sytuacji dla wszystkich zamieszanych w fabułę postaci. Ba, film mógłby skończyć się po 15 minutach, gdyby tylko główna bohaterka posłuchała swojego ojca. Ktoś może powiedzieć, że jest po prostu buntownicza. Jednakże istnieje spora różnica między byciem buntowniczą osobą a byciem kompletnym idiotą.

A co gorsza, im dalej w las, tym tylko gorzej, bo filmowi jeszcze gorzej idzie rozróżnienie, od której Lary co należy zapożyczyć, by popchnąć wydarzenia do przodu. Główna oś konfliktu na wyspie rozbija się między Larą a organizacją o nazwie Trójca, która pragnie dostać się do grobu królowej Chin, Himiko, która według wierzeń ludowych kontrolowała śmierć. Mamy więc tutaj ten dziwny konflikt, gdzie z jednej strony, bohaterowie poszukują mistycznych artefaktów, prawie jak w filmach z Angeliną Jolie, ale jednocześnie muszą oni walczyć o przetrwanie na wyspie pełnej najemników uzbrojonych po zęby.

Groźni protagoniści filmu

I co gorsza, wszystko jest przerzucone przez swoisty filtr „rzeczywistości”, który ma zapewniać, że wszystko, co widzą, jest takie realne i prawdziwe. Rezultat jest taki, że pod koniec filmu, kiedy wytłumaczone jest prawdziwe znaczenie legendy o Himiko, są nim… Zombie. Nie zmyślam.

W tym momencie warto napomknąć, że w grze faktycznie pojawiały się wątki paranormalne, gdzie jednym z finałowych bossów, była Himiko właśnie. I jest to zupełnie inna postać od tej Himiko w filmie. Posiadała ona magiczne umiejętności, a jej główną motywacją była chęć powrotu do świata żywych w cielesnej formie, by odzyskać władzę nad swoim królestwem.

Czy jest to nierealistyczne? Prawda. Tylko powiedzcie mi, co byłoby gorsze – szczerze zawarcie w filmie wątków paranormalnych, czy może, zamiecenie wszystkich tych elementów pod dywan, i jako jedynego słusznego prawdziwego wytłumaczenia, postawienie fiolki z wirusem T? Bo to jest dokładnie to, co zrobił film. I już pal sześć, że nie ma to sensu w kontekście tej fabuły. To jest po prostu kolejny policzek wobec materiału źródłowego – coś, co nie powinno mieć miejsca w żadnej ekranizacji!

Że jak? Zombie?

Nie pomaga aktorstwo. Kompletnie nie kupuję Alicii Vikander jako Lary Croft. Pominę już kwestię różnicy wieku między aktorką a jej bohaterką. Tak samo, jak scenarzyści, ona też nie ma pojęcia czy chce być Larą Croft, która kopie tyłki wszystkim przeciwnikom, czy chce walczyć o przetrwanie. Inne postaci, które pojawiają się w filmie również, mają kiepskie ugruntowanie w tych wszystkich realiach. Są to jedynie puste białe kartki, które służą tylko temu, by pchać wydarzenia do przodu. Nowa interpretacja Mathiasa Vogela nie ma nawet połowy uroku przeciwnika z gry wideo, ani nawet tyle zmyślności.

Z innych problemów, film jest stanowczo za długi. Przeważnie nie przeszkadza mi długość oglądanych filmów, ba, lubię długie produkcje. Tylko że Tomb Raider jest po prostu przerośniętym flakiem, który nie ma absolutnie nic ciekawego w środku. Ten film jest przepełniony nudą, na każdą scenę akcji przypada kilkadziesiąt nudnych dialogów i scen, które nic nie wnoszą do całości. Ba, nawet te sceny akcji kompletnie nudzą, bo przecież nie obchodzą mnie postaci, które obserwuję na ekranie.

To powiedziawszy, muszę przyznać, że film wygląda naprawdę porządnie. Efekty specjalne są dopracowane, nawet jeśli niektóre co bardziej przesadzone sekwencje, bardziej przypominają kreskówkę z cyklu Zwariowane Melodie (jak sekwencja we wraku samolotu). Muzyka zaś jest. Tak po prostu. Trudno powiedzieć coś więcej na jej temat, głównie, bo jest taka zapominalna.

To powiedziawszy, myślę, że mogę skończyć ten wywód. I tak zużyłem o wiele za dużo słów na opisanie tej pomyłki. Słów, które mógłbym użyć, by polecić wam coś o wiele ciekawszego. Jak chociażby Player One. Jeśli lubicie gry wideo, jest to film, który o wiele bardziej się wam spodoba. Albo Ciche Miejsce. Serio, jeśli myślicie, że nie da się zrobić horroru bez Jumpscare’ów musicie to zobaczyć! Byle nie Tomb Raider. O nie… Ten film cierpi na problemy z własną tożsamością. Nie wie, o czym chce opowiadać, i nie wie, jak chce o tym opowiadać. Próbując pogodzić dwie zupełnie odmienne koncepcje postaci, staje się czymś innym. Czymś niezrozumiałym, bezsensownym, i bez szacunku do materiału źródłowego.

Moja Ocena 3/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 4

damajk 2018-04-14

ASSASSIN’S CREED 18%, Need for speed 22%, Warcraft 27% a Tomby z Angeliną ledwo 20%. Nowy Tomb 50%. Koniec z podpieraniem się opinią waszej strony. Nie dość, że pełne błędów stylistycznych to po prostu głupie i puste, nie są podparte żadną konkretną wiedzą z zakresu opisywanych materiałów. Unlike z hukiem.

Jakub Kucharski damajk 2018-04-14

@damajk Bardzo mi przykro że mam czelność mieć inną opinię niż strony liczące ogólną średnią ze wszystkich recenzji. Postaram się by się to więcej nie powtórzyło.

damajk KubiQ 2018-04-14

@KubiQ dodaj że średnią uznanych krytyków bo na opinię ludzi chodzących do kina raczej nie patrzę (np Botoks). Pokrywa się ona idealnie z moim gustem, więc wybacz że taki mam i więcej nie będę tego czytał. Miłego dnia.

magsp 2018-04-14

Nie zgadzam się z recenzją. W ogóle np. nie widziałem momentów w których twórcy mieliby niby cokolwiek zapożyczać od Lary granej przez
Angelinę. Dla mnie Alicja stworzyła doskonałą rolę i trudno mi wskazać kogoś kto mógłby to zrobić lepiej. Wielokrotnie oglądając film czułem ciarki na plecach, łzy w oczach, wzruszenie i klimat jak kiedyś podczas oglądania starych Indiana Jones. Bardzo lubię serię gier Tomb Raider. Grałem oczywiście w każdą część jaka wyszła. Również w dwie najnowsze z 2013 i 2016. To dwie perełki. Oczywiście miałem duże wymagania co do nowego filmu. Nie zawiodłem się. Film w doskonały sposób opowiada historię początku przygód Lary Croft. Jedyna wada do czas filmu. Jest za krótki. Wersja jaką widziałem – oryginał, wersja z dubbingiem podobno wpływa na zły odbiór. Nie zniósłbym Alicji Vikander mówiącej nie swoim głosem… Daję filmowi 9/10. Jest po prostu świetny. Polecam.

Proszę czekać…