Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Recenzja: Zimowi bracia 0

Kino, tak mroźne jak temperatura powietrza w miejscu rozgrywającej się historii, a jednocześnie próbujące ocieplić ten świat najróżniejszymi sposobami dosłownie i w przenośni? Witamy w świecie Zimowych braci, gdzie realizm, wręcza naturalizm miesza się doskonale z surrealizmem, walką o rozkucie tego lodu metaforycznie. To film z wielką fantazją o poszukiwaniu otuchy, wytworzeniu magii w miejscu kompletnie bez nadziei, pełnym rutyny i kompletnej ruiny – w pejzażu, ale i człowieku.

Historia opowiada o dwóch braciach codziennie zajmujących się tym samym. Od rana wydobywają węgiel z duńskiej kopalni. To determinuje ich każdy dzień, ich życie. Wychodzą jak jeszcze jest ciemno, spędzają większość dnia w mroku kopalni i wracają na powietrze, jak już jest po zmroku. Żyją w trójkącie z marazmem. Każdy próbuje nanieść trochę barw na ten ich blady i kulawy świat oraz wyciągnąć na chwilę nogi z tego wciągającego bagna codzienności. Oddechu nabierają w tej klaustrofobicznej przestrzeni (to nie dotyczy tylko ciasnych kopalni) popijając robiony ręcznie przez jednego z braci – Emila – alkohol. Mocny, zobojętniający, rozluźniający spięte od frustracji mięśnie. Emil ma o wiele więcej fantazji i prócz ogrzewania żołądka i serca alkoholem, wierzy w prawdziwą miłość oraz ogląda treningowe filmy o przygotowaniach żołnierzy – jak trzymać broń, ustawić się do strzału. W naszym bohaterze nie ma żadnej agresji, to raczej niezdarna, desperacka próba wymyślania i uwierzenia w innego siebie – bardziej atrakcyjnego, męskiego, ciekawszego. Dla siebie i dla innych.

Zimowi bracia zapowiadają się na kino obserwacji, nie wtrącającej się w narrację quasi dokumentalną. Jednak bardzo szybko zostajemy wyprowadzeni z tego błędu. Pojawia się doskonale poprowadzony w historii absurd, wręcz abstrakcyjnie poczucie humoru, które cudownie nas zaskakuje i wydaje się kolidować z przedstawionym nam światem. Nasz bohater zostaje kafkowską postacią, wplątaną w sytuacje bez wyjścia. To ciekawe zagranie pozostawia jeszcze bardziej cierpki i gorzki smak na języku po konfrontacji z ową rzeczywistością.

Prócz umiejętnej zabawy formą i przeplatanki różnymi środkami narracyjnymi, reżyser też przedstawia brudy pod paznokciami wyższych klas, budowanie przepaści pomiędzy ludźmi poprzez tworzenie warstw społecznych oraz mechanizm zbiorowej nienawiści i solidarności wobec jednego wroga. W połowicznie niepoważnej narracji, wprowadza poważne rozważanie. Nawet jeżeli większość nie ma pojęcia o sytuacji, to wcale nie docieka czy Emil jest winny. To zachowania stadne, bezpieczne pozostanie w strefie komfortu poprzez zgodę z resztą. Obserwujemy to z ogromnym smutkiem i bezsilnością, ale świadomością celności obserwacji reżysera.

Zimowi bracia to kino sprytnie nam sugerujące świat nudy i przyglądaniu się jej, z rękami twórcy schowanymi za plecami. Jednak z czasem historia ewoluuje, reżyser broi w niej i wprowadza intrygujące rozwiązania, zaburzając granicę między realizmem, a fikcją. To doskonale pokazuje w jakie szaleństwo i obłęd można wpaść poprzez, o ironio, normalność, apatię i letarg dnia codziennego. Zimowi bracia na zmianę wychładzają i rozgrzewają, bawią się i płaczą, świadomie mieszają wiele emocji, które nam się udzielają i całkowicie pochłaniają.

Ocena: 8/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 2

KrytykAleKochany 2018-05-16

God Damn It. Ale kawał recenzji. Chapeau bas. No cudnie się to czytało. Czego to człowiek nie znajdzie w rozpustnym oceanie głębi szaormy:-)

Bernadetta_Trusewicz KrytykAleKochany 2018-05-17

@KrytykAleKochany Dziękuję. Chciałam żeby recenzja chociaż w minimalnym stopniu poziomem dosięgała poziomu filmu. :) "Zimowy braciom" to się należy!!!

Proszę czekać…