Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Recenzja: Dziedzictwo. Hereditary 0

Ostatnimi czasy horrory zaczęły wybudzać się ze śpiączki, a przynajmniej otworzyły oczy szerzej na inne sposoby prowadzenia opowiadania. Dalej ich głównym imperatywem jest byśmy patrzyli przez palce na ekran i słusznie, ale też niewątpliwie ktoś w końcu wraca do myślenia, że „buuu” to nie wszystko, a źródełko się wyczerpało. Niestety do tej miniaturowej Nowej Fali horroru nie możemy zaliczyć produkcji Dziedzictwo. Hereditary. Dostajemy kolaż powycinanych motywów, chwytów, kadrów, zagrywek znanych z innych horrorów, ogranych na wiele sposobów. A wszystko to z nadzieją, że coś z tych urywków sklejonych w chwiejącą się i nierówną fabułę zadziała. Nieliczne momenty oddziałujące skutecznie na nasze zmysły zostaną zapomniane i niedocenione przez roztrzepaną i niezdyscyplinowaną narrację – sięgającą niemalże desperacko po wszystko, co w horrorach już było.

Pierwsze ujęcie już jest znamienne – będzie klamrą dla całej fabuły – domek na drzewie stojący obok mieszkania rodziny Grahamów, naszych bohaterów. Trafiamy do nich w momencie śmierci Ellen – matki Annie. Historia próbuje udawać niewinną, ale od początku podsuwa nam dosyć czytelne symptomy, a ich późniejsza ewolucja będzie ekstremalnie absurdalna albo mało zaskakująca. Okazuje się, że cała rodzina Annie jest naznaczona cierpieniem, a ona sama odczuwa odpowiedzialność, wręcz myśli o sobie jak o nosicielce wirusa nieszczęścia. Po śmierci jej matki zaczynają mieć miejsce coraz częściej niecodziennie zjawiska. Córka Annie nie może pogodzić się ze śmiercią babci, maluje przerażające rzeczy w swoim notesie, dziwnie się zachowuje. Grób seniorki okazuje się być zbezczeszczony chwilę po pochowaniu ciała, a syn jest najbardziej niewidzialnym, wycofanym członkiem rodziny (tutaj została stracona szansa na naprawdę pasjonujący motyw przewartościowania ról). W pewnym momencie dochodzi do kolejnej tragedii, a cierpienie i śmierć zamieszka wśród rodziny na stałe.

To mogła być naprawdę przerażająca i inteligentna historia o fatum i mistycyzmie – z wigorem, impetem i nastrojem. Jednak zostają nam te tematy zaaplikowane w uczniowski i anemiczny sposób. Konsekwencja nieodwracalności, noszenia na sobie piętna nie jest zrobiona z fantazją, a skakanie bez uzasadnienia z realizmu do świata całkowicie pozamaterialnego bez ograniczeń, jest niezgrabne, irracjonalne i bardzo intencjonalne. Raz mamy wręcz groteskowe zagrania, potem nastrój licealnego horroru. Jakby tego było mało, pojawiają się seanse spirytualistyczne, które zapowiadają się obiecująco i są opowiedziane trochę w nastroju Body/Ciało z dystansem i niedowierzaniem, ale film za chwilę znowu zmienia sposób wypowiedzi – bez uzasadnienia, czym wprowadza widza w dezorientację i irytację.

Czujemy się osaczeni przez wielość metod wywołania w nas przerażenia, gdzie tak naprawdę fabularnie nie docieramy do niczego ciekawego. Film prowokuje chwilami uczucie, jakby uderzał na oślep – ma dużo pomysłów, ale są one albo już zużyte, albo kompletnie nie komunikują się z resztą, przez co nie ma mowy o spójności w produkcji. Dziedzictwo. Hereditary pogubił się bardzo szybko i mimo przebłysków ambicji, leci mu wszystko z rąk.

Ocena: 4/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 4

evildevil27 2018-06-14

Bzdury, głupoty, brak zrozumienia tekstu i formy. Ale czego spodziewać się po kimś, kto dał 5-tkę "Thelmie" i 7/10 nowemu "Pitbullowi"? Dziecinada.

Silicon_Creature 2018-06-18

Tak głupiej "recenzji" nie czytałem dawno. Brak Pani elementarnej wiedzy na temat gatunku oraz sub-gatunku jakim byłoby tu kino satanistyczne ("Buu" sceny nazywają się jump scenami). Przy tym poziomie wrażliwości myślę, że powinna Pani pisać techniczne instrukcje obsługi sprzętu AGD. Trzeba sporo doczytać bo proponowana przez Panią "analiza" jest na poziomie cepa – to co Pani zobaczyła, Pani opisała jeden do jeden. Strach pomyśleć co by Pani napisała o "Under the skin" Glazera.

Lolek19 2018-06-16

Popieram recenzję. Szkoda pieniędzy na bilet do kina. Film nie ma scenariusza, opowieść meandruje bez sensu – raz w sferę psychologii, raz w sferę psychiatrii, a potem w sferę okultyzmu, odbijając się bezradnie jak kulka w automacie do gry : przypadkowo i całkiem od czapy. Nie warto.

Bercik022 2018-06-12

Pierwsza połowa jest ok, nawet bardzo ale potem nie wiem dlaczego ale twórcy zaczynają ładować do filmu tyle kiczu i czarnego humoru, że wymieklem

Proszę czekać…