Redaktor na FDB.pl oraz FilmyFantastyczne.pl.

TRANSATLANTYK 2018: Via Carpatia 0

Punkt wyjścia brzmi intrygująco: Klara Kochańska i Kasper Bajon postanowili w 2016 roku – na fali największych migracji ludności Bliskiego Wschodu – opowiedzieć w Polsce o temacie uchodźców. Swoją historię zawarli w ramach formalnego eksperymentu, łączącego fabułę z dokumentem. Niestety, intrygujący projekt cinéma-vérité przerósł młodych filmowców, a ich finalne dzieło okazało się puste i wysterylizowane z jakichkolwiek emocji.

Via Carpatia próbuje podjąć się tematu uchodźców w możliwie obiektywny sposób. Jak wspomina sama Klara Kochańska, drażniły ją medialne zabawy percepcją odbiorcy na temat fali emigrantów, masowo napływających do Europy. Odpowiednio ukierunkowane politycznie media kreowały dyskurs współczucia albo nienawiści względem mieszkańców Bliskiego Wschodu. Twórcom Via Carpatia zależało na podejściu do ważnego wówczas tematu z możliwie jak najbardziej obiektywnej perspektywy, w tym celu sięgnęli po nurt kina dokumentalnego, znany jako cinéma-vérité. Opiera się on na usunięciu z produkcji elementów scenariusza i fabuły, gdyż to właśnie one miały rzekomo odzierać film z wrażenia prawdy. Filmowcy rejestrowali codzienność za pomocą lekkich kamer i jak najmniejszej ekipy realizatorów. Niestety, o ile pierwsze cinéma-vérité w historii kina, jak Kronika jednego lata, zachwycały nietuzinkową formą, tak pełnometrażowy debiut Kochańskiej i Bajona zapisze się w pamięci odbiorców jako nieudany eksperyment.

Produkcja skupia się na młodej parze nowobogackich, egzystującej w kluczu zachodnich mód oraz trendów. W 2016 roku wyruszają oni na południe Europy, do Macedonii, by odebrać z obozu uchodźców ojca głównego bohatera. Co ciekawe, w skład ekipy filmowej weszło wyłącznie 6 osób: dwóch aktorów, dwóch operatorów oraz dwóch reżyserów. Razem zapakowali sprzęt rejestrujący do jednego vana i ruszyli wzdłuż tytułowej Vii Carpatii – europejskiej międzynarodowej trasy relacji „północ-południe”, łączącej Kłajpedę na Litwie z Salonikami w Grecji. Materiał bazował na minimalizmie i naturalizmie, uciekając daleko od jakichkolwiek form kreacyjności czy publicystki.

Niestety, efekt końcowy nie sprawdza się ani jako fabuła, ani jako dokument. Po fabularnym wstępie widz wyrusza wraz z bohaterami szlakiem tytułowej trasy, i choć film trwa zaledwie 75 minut, gwarantuję, że będzie to najdłuższa podróż od czasów koszmarnej trylogii Hobbita. Z jednej strony obserwujemy Julię Kijowską (w końcu: znakomitą aktorkę rodzimej sceny kinematograficznej) oraz Piotra Borowskiego, recytujących jałowe dialogi niemal z brechtowskim zacięciem. Aktorzy wydają się nie odnajdywać w podjętym przez nich projekcie, a ich relacja małżeńska oraz kolejne wymiany zdań nadają nowej definicji sformułowaniu „emocjonalnej ambiwalencji”. Z drugiej strony: formuła dokumentalna nie zawiera w sobie ani jednego impulsu, jakiejkolwiek cząstki pozwalającej odnieść się do treści. Ba! Tytuł w założeniu opowiadający o uchodźcach niemal omija ich temat szerokim łukiem. Treść woli skupiać się na nowobogackiej Julii, która co chwila idzie się umyć i narzeka na temperaturę wody (ewentualnie jej chwilowy brak). Zaprzepaszczony zostaje nawet turystyczno-krajoznawczy walor obrazu. Na deser dochodzą medialne komunikaty z offu, na które bohaterowie wydają się nie zwracać uwagi – podobnie jak ma to miejsce w kinie Michaela Haneke.

Projekt wspaniały na piśmie, nie sprawdził się w rzeczywistości – „przygody na szlaku” to marazm do kwadratu, definitywny przykład na to, jak nie powinno wyglądać kino drogi. Szkoda, ponieważ zarówno aktorzy, jak i reżyserzy wcześniej wypadali wyśmienicie. Julia Kijowska to marka sama w sobie, natomiast młodzi absolwenci łódzkiej Filmówki mają za sobą udany krótki metraż Lokatorki, słusznie nagradzany na licznych polskich i zagranicznych festiwalach filmowych. W przypadku Vii Carpatii wydaje się, że ambitny projekt przerósł niedoświadczonych filmowców. Olbrzymi potencjał formalny i narracyjny został zaprzepaszczony zdarzeniami losowymi (migracja obozu dla uchodźców, po którym w filmie można odnaleźć wyłącznie pozostałości) oraz twórczą dyskografią. Pozostaje trzymać kciuki za dalszą współpracę Bajona i Kochańskiej – niechaj kolejny tytuł trafi do kin za jakiś czas i zachwyci podjętą tematyką. Forma może wyewoluować dopiero na bazie dobrego scenariusza. Póki co, drodzy czytelnicy i widzowie, nie dajcie się porwać na podróż po Vii Carpatii – naprawdę, nie warto.

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…