Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Recenzja: Fokstrot 0

Studium psychologiczne w absurdalny i surrealistyczny sposób pokazujące różne perspektywy życia z wojną – to właśnie prezentuje nam z brawurą i ogromną wymownością, ale często poprzez umowne obrazy Fokstrot. Nazwa nieprzypadkowa, to jeden z najtrudniejszych tańców. Tak samo reżyser pokazuje, jak trudno się żyje w związku z wojną, gdyż ta nie opuszcza człowieka aż do śmierci i ślubuje mu wierność. Doskonałe oddanie wiecznego napięcia. Niezależnie, czy jest się na froncie obecnie, było, czy ma tam daleko kogoś bliskiego.

Trafiamy do prawdziwego epicentrum horroru rodzinnego umiejscowionego we współczesnym Izraelu. Michael i Dafne dowiadują się, że ich syn – Jonathan – zginął podczas służenia dla swojego kraju. Następuje czas ceremoniałów, wyuczonych przemówień i podpowiadania praktycznych metod na poradzenie sobie z sytuacją ze strony wojska i lekarzy. Wszyscy dowiadują się, jak często muszą pić wodę, brać tabletki uspokajające i co "uprzyjemniałoby" pogrzeb ich syna. Nieustannie ktoś wtrąca się w ich szczere i uczciwe wobec własnych uczuć przeżywanie żałoby. Chwilę później przenosimy się z tego miejsca, by spojrzeć na służbę dla kraju oczami samego Jonathana. Perspektywa jest ekstremalnie inna. Pierwszy punkt widzenia obfitował w wielkie słowa, gesty, mówieniu o oddaniu życia za kraj. Wszystko zafoliowane w patos i wzniosłość. Jednak na miejscu obserwujemy coś z jednej strony groteskowego, z drugiej podkreślającego absurd wojny. Grupa chłopaków zajmuje się kontrolą ludzi przekraczających granicę, mieszkając w starym, osuwającym się budynku. Są odgłosy walki… ze strony plastikowego robota i gry komputerowej polegającej na strzelaniu do przeciwnika. Widz spodziewał się kul latających nad głową, Szeregowca Ryana i bohaterstwa. A tutaj jest rysowanie komiksów i jeden moment otworzenia ognia, kompletnie nieuzasadniony. Ich dialogi też brzmią, jak grupy chłopców, którzy marzą żeby pobawić się w wojnę, dopisują znaczenia do letargu, w którym tak naprawdę są. Sytuacja w jakiej się znajdują nie jest naznaczona niebezpieczeństwem, a nudą i bezzasadnością troski oraz strachu o ich życie przez rodziny "walczących".

Samuel Maoz z ogromną odwagą polemizuje z jednym obrazem rzeczywistości eksplorując różne punkty widzenia i filozofując o wojnie. Robi to środkami ekstremalnymi – potęgując irracjonalizm sytuacji. Do tego dorzuca humor powodujący chwilę śmiechu zastygającą za moment i zamieniającą się w zadumę. Jednak nie jest to jego jedyna linia prowadzenia narracji. Tasuje nastrojami, buduje konsekwentną kompozycję i to z taką fantazją i wyobraźnią! Za chwilę wędruje do gęstego kina psychologicznego i dramatycznego oraz pokazuje, że śmierć może być spowodowana wieloma przyczynami, ale cierpienie z jej powodu często jest takie same.

Fokstrot jako taniec określany jest najtrudniejszym spacerem świata. Tak samego konfliktogennego i wymagającego tematu podejmuje się reżyser. Wojna jest jednym z najtrudniejszym tematów świata, a mówienie o jej bezsensowności spowodowanej faktem, że jest już wpisana jako stała opcja w menu naszej cywilizacji jest w filmie pokazana na granicy urojenia, a rzeczywistości. Czy taka sytuacja jest normalna? Czy tylko dlatego ma być akceptowana, bo traktowanie ludzi jak mięso armatnie i nieustanna walka o pokój, aż się leje krew, jest już jakąś absurdalną stałą? Fokstrot ma siłę przekazu i nie gubi rytmu ani nie myli kroków w tym trudnym opowiadaniu.

Ocena: 9/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…