Redaktor na FDB.pl oraz innych portalach filmowych. Pisze, czyta, ogląda i śpi. Przyłapany, gdy w urzędzie w rubryczce "imię ojca" próbował wpisać Petera Greenawaya.

GDYNIA 2018: Dzień Czekolady 0

Polskiego kina fantastycznego nigdy nie za wiele, zwłaszcza gdy skupia się ono na najmłodszych odbiorcach. Jacek Piotr Bławut realizuje swój najnowszy film w oparciu o sprawdzone konwencje amerykańskiego przemysłu filmowego: wchodzi do Starej Szafy i przekracza Most do Terabithii. Łapie przy tym Mélièsa za nogi – wspólnie szybują do uroczej krainy kina atrakcji. Dzień czekolady wzrusza i urzeka – to urocza baśń dla dużych i małych.

Zaczyna się jak większość familijnych produkcji z fantastycznym pazurem w tle: od przeprowadzki małej bohaterki do nowego miejsca, gdzie szybko poznaje przyjaciela na dobre i złe. Wspólnie przeżywają niezapomniane przygody na pograniczu dwóch światów. Oczywiście, płaszczyzna fantasy kreuje się wyłącznie w wyobraźni protagonistów Dnia Czekolady, równocześnie przedstawiając eskapistyczną próbę ucieczki od przeżytych traum. Baśniowa kraina stanowi rewers szarej rzeczywistości, w której zarówno Monika (Julia Odzimek) jaki i Dawid (Leo Stubbs) muszą uporać się z utratą bliskiej im osoby. Tak prosta metafora napawa mnie nadzieją, że pedagodzy, którzy będą uczestniczyć w seansie Dnia Czekolady, postanowią po filmie rozstrzygnąć ze swoimi uczniami kwestię ukrytego znaczenia w fabule. Może właśnie w ten sposób powinna wyglądać edukacja filmowa w szkołach, obecnie znajdująca się w stadium zaawansowanego rozkładu? Młodym należy otworzyć oczy. Pokazać, że każdy film można odczytać na wiele różnych sposobów.

Świetnie bawiłem się już na zeszłorocznym filmie familijnym, Tarapatach. Dzień czekolady tylko podtrzymuje renesans polskiego kina skierowanego w stronę najmłodszego widza, którego złoty okres przypadł na lata PRL-u. O ile jednak film Marty Karwowskiej utrzymany był w gatunku przygodowym, znanym chociażby z serii książek o Panu Samochodziku, tak najnowsza produkcja Jacka Piotra Bławuta wędruje za Ocean, stając na progu Hollywoodu. Dzień czekolady to rodzima odpowiedź na Opowieści z Narnii, posiadająca zarazem bardziej subtelną treść w stosunku do amerykańskiego widowiska. Przedstawiona fabuła urzeka i pobudza wyobraźnię – na przestrzeni filmu pojawiają się postacie, takie jak Pożeracz Czasu (Witold Dębicki), Czarownica (Katarzyna Kwiatkowska) oraz Skoczek Czasu (w tej roli pojawia się – jak zawsze fenomenalny, skrupulatnie unikający podporządkowania się konkretnemu emploiDawid Ogrodnik). Fantastyczna rzeczywistość znajdująca się po drugiej stronie zegara odbiega od klasycznych światów zamieszkanych przez mitologiczne stworzenia, elfy i krasnoludy. Znacznie bliżej jej z kolei do błyskotliwego i absurdalnego uniwersum rodem z książek Terry'ego Pratchetta.

No właśnie, Jacek Piotr Bławut oraz współscenarzystka filmu, Anna Onichimowska, równoważą tragizm fabuły związany ze stratą bliskich, przeplatając go z celnymi gagami. Te bez wątpienia trafią do serduszek dzieciaków na sali kinowej, wywołując szczery uśmiech od ucha do ucha. Ich uwagę z pewnością przykuje postać Moniki – ekscentrycznej dziewczynki, zafascynowanej Hawajami oraz tańcem hula. Wyobraźni powinien pozazdrościć jej niejeden dorosły. Jedynym wyzwaniem, z którym musi zmierzyć się małoletni widz jest stosunkowy brak akcji na przestrzeni całego filmu. Twórcom ewidentnie zależało, aby stworzyć tytuł wyzbyty z jakiejkolwiek formy przemocy. Nawet ostateczna walka z Czarownicą odbywa się bez najmniejszego ciosu czy drobnego kuksańca. Żywię szczerą nadzieję, że milusińscy potrafią jeszcze bawić się na filmach pozbawionych spektakularnych pojedynków, przeładowanych komputerowymi efektami specjalnymi.

A skoro jesteśmy już przy efektach specjalnych: Dzień czekolady napawa nostalgią za kinem atrakcji, kiedy to wszystkie nadnaturalne zjawiska osiągane były przy pomocy zabawek optycznych oraz sprawnego operowania sprzętem rejestrującym. W tej kwestii Jacek Piotr Bławut jawi się jako Georges Méliès, snujący plastyczne wizje z pograniczna snu i jawy.

Można przyczepić się do kilku aspektów Dnia Czekolady: że relacja między dwojgiem bohaterów rodzi się za szybko, że uknuta intryga nie ma większego sensu, że twórcy niepotrzebnie swatają młodych w parę i stawiają przed (hawajskim) ślubnym kobiercem (swoją drogą: tytuł posiada chyba najbardziej liberalnych rodziców jakich widziałem w polskim kinie – chylę czoła). Nie zmienia to jednak faktu, że zaprezentowana fabuła niesie za sobą mądrą i wartościową treść. Poziom humoru utrzymany jest przy tym na naprawdę wysokim poziome, a wystylizowane zdjęcia nadają produkcji przyjemny, oniryczny ton. Dzień czekolady powinien być celebrowany przez dzieci oraz ich rodziców w kinach w całej Polsce.

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 1

Anonimowy 2018-09-20

To wstyd, że polskie kino fantasy to familijny badziew tego typu lub komedie pokroju 'Wiedźmina'.

Proszę czekać…