Redaktor na FDB.pl oraz innych portalach filmowych. Pisze, czyta, ogląda i śpi. Przyłapany, gdy w urzędzie w rubryczce "imię ojca" próbował wpisać Petera Greenawaya.

GDYNIA 2018: Wilkołak 0

Karmiony taśmową produkcją horrorów zza Oceanu, przez całe życie czekałem na polskie, satysfakcjonujące kino grozy. Oczekiwań nareszcie stało się zadość. Wilkołak sprawdza się jako rasowy thriller survivalowy oraz urzeka gatunkową próbą podejścia do tematu powojennych traum. Jak każdy szanujący się horror, pozwala odczytać się w warstwie realistycznej oraz na poziomie meta, korespondującym tutaj z baśnią o Czerwonym Kapturku.

Zachód już dawno przekuł wojenną tematykę w popkulturową treść. Wystarczy przytoczyć genezę Magneto z franczyzy X-Men, który swoje moce nabył właśnie w obozie koncentracyjnym. Niestety, w kinie polskim II Wojna Światowa wciąż traktowana jest z przesadnym pietyzmem, nie wychylając nosa spoza szufladki narodowo-patriotycznej. Żołnierze nadal wpisywani są w romantyczny topos z utworów Mickiewicza, a generalny patos i postrzępiona, biało-czerwona flaga stają na porządku dziennym w tytułach takich jak niedawny Dywizjon 303. Wydaje się to dziwne o tyle, że podobnej tematyki podejmowali się już twórcy raczkującego, rodzimego kina w okresie Szkoły Polskiej. Ba! Filmy jak Popiół i diament, Kanał czy Eroica zawstydzają współczesnych filmowców merytoryczną głębią treści oraz artyzmem.

Adrian Panek podjął się niełatwego zadania. Targnął się na gatunkową próbę przedstawienia powojennych traum, sięgając po estetykę kina grozy. Oczywiście, nie ma tutaj mowy o przejaskrawionych stereotypach nazistów, otwierających wrota do piekła (by przypomnieć narodziny Hellboya). Nie ma też straszydeł, wyskakujących zza rogu i próbujących przestraszyć odbiorcę wykrzywioną gębą. Reżyser i scenarzysta swoją historię rozpoczyna w 1945 roku w trakcie ewakuacji obozu Gross Rosen. Bohaterowie Wilkołaka to grupa zróżnicowanych wiekowo dzieci – byłych więźniów obozu – którzy trafiają do opuszczonej rezydencji w górach. Niestety, ich chwilowa sielanka zostaje przerwana nadejściem wygłodniałego stada nazistowskich psów. Zwierzęta więżą dzieci w murach budowli, ograniczając ich dostęp do wody i pożywienia. Od tego momentu film przejmuje estetykę pełnokrwistego thrillera survivalowego, wydobywając ze swoich bohaterów pierwotne instynkty.

Zwierzęta i dzieci na planie filmowym stanowią największą zmorę twórców. Adrian Panek, idąc pod prąd, zdecydował się wykorzystać w swoim widowisku jedno i drugie. Wyszedł z tego obronną ręką. Polskie kino już dawno nie doświadczyło tak znakomitych kreacji wśród najmłodszych aktorów. W przedstawione postacie można uwierzyć, a co najważniejsze: widz szczerze kibicuje im w trakcie brutalnej walki o przetrwanie. Niczym w klasyce literatury, „Władcy much”, młodzi bohaterowie muszą zmierzyć się z patową sytuacją – w niekorzystnych warunkach, bez obecności osoby dorosłej stawić czoła pierwotnym instynktom, jak głód, gniew i rodzące się wśród dojrzewających chłopaków pożądanie. W tej kwestii ciekawe wydaje się zestawienie ich z szalejącymi na zewnątrz zwierzętami. Dzieci – ze względu na niekorzystne warunki oraz wcześniejsze doświadczenia obozowe – stopniowo ulegają zjawisku dehumanizacji.

Jak w każdej ambitnej odsłonie kina grozy, realistyczna warstwa fabularna skrywa swój baśniowy rewers. Wilki można odczytywać jako trafną metaforę powojennych traum dzieciaków. Dopiero oswojenie lęków pozwala młodym stawić czoła ich prawdziwemu wrogowi: naziście. Nieprzypadkowo zresztą Hania (Sonia Mietielica) zakłada w pewnym momencie czerwoną sukienkę, odwołując się tym samym do innej kultowej bohaterki z popularnego tekstu kultury, która również musiała stawić czoła złemu wilkowi. Z drugiej strony reżyser otwarcie przyznaje, że trzon fabuły wybudował na miejskich legendach, rozpowszechnionych zwłaszcza w południowej części Polski.

Fabułę Wilkołaka można odczytać również w dyskursie sytuacji żydów na terenach Polski po wtargnięciu Armii Czerwonej. Poprawna politycznie historia milczy o masowych mordach więźniów obozów koncentracyjnych, których dopuścili się Polacy, przeżarci faszystowską indoktrynacją. Dla bohaterów filmu pozorna wolność również przeradza się w kolejne piekło na ziemi.

Wrażenie robią formalne zabiegi wykorzystane w filmie. Całokształt niemal pozbawiony zostaje dialogów, odbywa się w niepokojącej ciszy, czasem ubranej w hipnotyczną muzykę Antoniego Komasy-Łazarkiewicza albo drapieżne szczekanie psów za oknem. Już tegoroczne Ciche miejsce wskazało widzom, że w budowaniu napięcia sprzyja niemal całkowite wyzbycie filmu z dźwięków. Wilkołak tylko potwierdza tę tezę.

Film jawi się jako fenomen polskiego kina gatunkowego. Adrian Panek doskonale czuje język, którym przemawia. Wcześniej dostarczył widzom jeden z bardziej niejednoznacznych debiutów ostatnich lat (mowa o filmie Daas). Tym razem zrealizował światowe kino, w zasadzie uniwersalne w podjętej tematyce, które śmiało może mierzyć się z horrorami zza Oceanu – ba! Polski film pożarłby je w całości, nie pozostawiając nawet sterty kostek. Na taki tytuł czekałem od bardzo długiego czasu – otrzymałem klimatyczne dzieło, którego nie powstydziliby się najwybitniejsi twórcy. Chapeau bas!

Moja ocena: 8/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 3

chudini0505 2018-09-22

Dodaje do obejrzenia :)

KRCK 2019-04-07

Biję się w piersi, że nie byłem na prapremierze z Adrianem Pankiem Pod Baranami. Mea culpa…

ZSGifMan 2019-03-29

To i psy były nazistami? :O                                                                  
Pierwsze słyszę… ;D                                                                  

Proszę czekać…