Redaktor na FDB.pl oraz innych portalach filmowych. Pisze, czyta, ogląda i śpi. Przyłapany, gdy w urzędzie w rubryczce "imię ojca" próbował wpisać Petera Greenawaya.

RECENZJA: 53 wojny 0

Kreacja Magdaleny Popławskiej w 53 wojnach ociera się o najwyższy stopień aktorskiego fachu. Kobieta dokonuje porażającej wiwisekcji umysłu swojej bohaterki, przechodzącej długotrwałe załamanie nerwowe. Do tego dochodzi zespół stresu pourazowego, który również odciśnie swoje piętno na psychice postaci. 53 wojny jawią się jako swoista odpowiedź na Kobietę pod presją – na pewno wzbudzą u widza podobny dyskomfort percepcyjny oraz rozdrapią korespondujące ze sobą treści feministyczne. To kameralne kino wielkich emocji.

Annę (Magdalena Popławska) poznajemy jako spełnioną żonę korespondenta wojennego, Witka (Michał Żurawski). Niestety, wizja sielankowej egzystencji zakochanych z dwojgiem dzieci pod jednym dachem stopniowo ulega rozpadowi. Wszystko za sprawą zawodu Witka – mężczyzna czynnie bierze udział we wszystkich konfliktach zbrojnych, rozgrywających się na przełomie XX i XXI wieku. Wielokrotnie wyjeżdża na front, pozostawiając w domu tęskniące pociechy oraz żonę. Sytuacja powoli przerasta Annę. Kobieta nie daje sobie rady z presją. Paranoicznie obawia się dnia, kiedy otrzyma – właściwie nieuchronną – wiadomość o śmierci męża.

Debiutująca w pełnym metrażu reżyserka 53 wojen, Ewa Bukowska, znajduje się bardzo blisko swojej bohaterki. Właściwie nie spuszcza z niej oka kamery. Stopniowo obserwuje rozpad jej psychiki, pogłębiającą się depresję oraz pojawiające się objawy stresu pourazowego. Jakim cudem udało się reżyserce i scenarzystce namalować tak naturalistyczny – a przez to: niepokojący – portret niestabilnej Anny? Bukowska nie osiągnęłaby takiego efektu, gdyby nie oryginalne podejście do ukazanych zdarzeń. Podczas gdy widzowie na całym świecie otrzymali już niejeden wojenny tytuł, w którym protagonistą był walczący na froncie żołnierz, tak niewiele filmów odnosi się do sytuacji ich bliskich w domu. Jak wygląda życie osób, czekających aż członek rodziny powróci z wojny? Z jakimi traumami muszą mierzyć się takie postacie? Jak reagują na stres i presję? Twórczyni dokonuje bardzo unaocznionej wiwisekcji psychologicznej, poprzez umysł badając duszę i serce Anny – szuka odpowiedzi, przeprowadzając bohaterkę przez bolesną podróż w głąb samej siebie.

Film nie wybrzmiałby z taką siłą rażenia, gdyby nie fenomenalna kreacja Magdaleny Popławskiej. Sposób, w jaki aktorka zżyła się ze swoją rolą mrozi krew w żyłach. Jej mimika, wyraz oczu, postura (Anna coraz bardziej kurczy się, zanika jakby jej interakcja z otaczającą ją rzeczywistością zaczęła być kierowana bardziej „do wewnątrz” – to doskonale zobrazowane zamknięcie się w sobie postaci) – każdy element gry Popławskiej wydobywa głębokie pokłady humanistycznego spojrzenia na chorobę wykreowanej kobiety. Na jej aktorskich barkach wznosi się cały ciężar emocjonalny filmu. Na szczęście Popławska wydobywa z siebie 53 uczucia: wszystkie traumatyczne twarze kobiety pod presją, spowodowaną bądź co bądź rolą mężczyzny w jej życiu.

Witek również przedstawiony zostaje jako człowiek stojący na skraju zaburzeń psychicznych. Reprezentuje on inną chorobę niż żona – mężczyzna jest uzależniony od adrenaliny, co za tym idzie: paranoicznie powraca na wojenny front, swoje działanie tłumacząc etosem dziennikarza-idealisty. Paradoksalnie, rusza do krajów objętych działaniami zbrojnymi, by szczerze i rzetelnie informować o wzrastających tam konfliktach, równocześnie nie potrafiąc zauważyć prawdy w murach swojego domu. Nie zdaje sobie sprawy, w jaki sposób jego obecność, życiowe decyzje czy naturalistyczne relacje z frontu – z którymi dzieli się z żoną – działają na psychikę kobiety, doprowadzając ją na skraj szaleństwa.

Amerykańska popkultura od wielu lat zwraca uwagę na PTSD – zespół stresu urazowego (spowodowanego przeżytą traumą, katastrofą). Jednym z pierwszych bohaterów dużego ekranu, któremu przyszło zmierzyć się z tą chorobą, był sam John Rambo w Pierwszej krwi. Później temat powrócił m.in. w Snajperze reżyserowanym przez Clinta Eastwooda. Szkoda tylko, że żaden ze wspomnianych tytułów – nawet 53 wojny – nie uczą, w jaki sposób radzić sobie ze stresem. Oczywiście, film Ewy Bukowskiej odsyła swoją bohaterkę na terapię i leczenie do szpitala, jednak tutaj pojawia się mój największy problem z produkcją. Widzicie, trudno mówić w kinie o chorobie psychicznej, nie popadając przy tym w karykaturę. Z jednej strony można zawędrować zbyt daleko w stronę wariata z horrorów, który wali się po głowie i nerwowo śmieje. Z drugiej: gatunek komedii również nie stroni od wielu przerysowanych „świrów”. W 53 wojnach, gdy portret choroby spoczywa na kreacji Popławskiej, fabuła zostaje poprowadzona w wiarygodny sposób. Gorzej, kiedy twórcy przechodzą do scen w szpitalu psychiatrycznym – ten wciąż w rodzimym kinie obrazowany jest jak Azyl Arkham we franczyzie Batmana.

53 wojny wywołują ogromne wrażenie w sposobie przedstawienia choroby. Nie bawią się w ocieplanie jej wizerunku, jak miało to miejsce w przypadku innego festiwalowego filmu, Jak pies z kotem. Wręcz przeciwnie: Ewa Bukowska przedstawia portret kobiety zagnanej w róg swojego umysłu przez nieodpowiedzialnego mężczyznę oraz społeczną znieczulicę, nie zwracającą uwagi na psychologicznych dyskomfort bliskich im osób. Z drugiej strony Anna nikomu nie przyznaje się do swoich problemów. Pozostaje mieć nadzieję, że 53 wojny otworzą widzom oczy na ukazane dywersje – prócz walorów artystycznych (wraz z postępującą chorobą, również strona formalna filmu ulega gwałtownej dysharmonii i rozpadowi), przyniosą za sobą przekonującą treść oraz skłonią do refleksji.

Moja ocena: 7/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…