Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

RECENZJA: Touch Me Not 0

Kino jest też po to, żeby oswajać. Żeby zaprosić do wspólnej terapii. Nie być tylko widowiskiem, ale stanąć razem na scenie z widzem. Takim kinem jest Touch Me Not. To kino dotyku. Czułego, ale jednocześnie rozprawiającego o granicach rozumienia przez nas samych naszej i cudzej cielesności oraz jej akceptacji. To mocna, niebredząca, a w same czułe punkty skutecznie i nie bez powodu uderzająca, terapia grupowa. Film lustro.

Mamy trzech głównych bohaterów: Laure, Christiana i Thomasa. To oni przed kamerą dokonują swoistego ekshibicjonizmu opowiadając o tym, jak traktują siebie, jak to wpływa na ich obcowanie z innymi ludźmi oraz światem. Każdy z nich ma własną historię, inny bagaż, inne blokady. Laura ma problem z dotykiem dosłownie i w przenośni, co przenosi się na brak możliwości stworzenia jakiejkolwiek, prawdziwej relacji. Jej mocno zdewastowane poczucie własnej wartości i gula w gardle uniemożliwia jej naprawdę czerpanie przyjemności z wielu rzeczy w życiu. Christian jest niepełnosprawny, co właściwie wytwarza jeszcze inny problem prócz oczywistych trudności. Jak działa lęk w drugą stronę. Nie z jego strony, jak w przypadku Laury ale wobec niego ludzi. Natomiast Thomas nie posiada włosów na całym ciele, więc jego samoocena i ocena innych również determinuje jego życie. Każdy z nich nie mieści się w krzywdzących kanonach piękna, o których konsekwencjach pod postacią epidemii dystansu i deficytu miłości do samych siebie opowiada w tym kinie-doświadczeniu reżyserka. Są przeprowadzane z nimi osobiste rozmowy, bardziej publiczne konfrontacje. To rozbieranie na dwóch poziomach: dosłownym i w przenośni.

To kino silnie oddziałujące, bo buduje z nami relacje. Trzy postaci, które różnią się między sobą na wielu poziomach są emocjonalnie prześwietlone. My też się tak czujemy poprzez bezpośredniość. Szczególnie Christiana, który najlepiej z całej trójki radzi sobie ze swoją deformacją i czerpie radość z życia. Chociaż przy warstwie wierzchniej bylibyśmy przekonani, że to właśnie on z najbardziej odbiegającym od szeroko rozumianego „normalnego” wyglądu będzie miał największy opór i problemy. Jednak jest zupełnie inaczej.

Adina Pintilie dokonuje czegoś w rodzaju zwolnienia blokady. Nie idzie na skróty. Poprzez narrację dokumentalną kinem jednak fabularnym porusza bardzo aktualny temat, gdzie mimo tak zróżnicowanego świata, otwartych granic i umysłów, gdzieś tam jest nieustannie jakiś zamknięty szlaban. W momencie coraz prężniej rozwijającego się ruchu #bodypositive to kino nie tylko doskonałe w swojej formie konsekwentnie ascetycznej, stawiającej na siłę dialogu, ale też potrzebne społecznie.

Touch me not to przepiękna, prawdziwa od człowieka do człowieka opowieść, szczególne kino drogi. To oda do ciała, które jest wartością samo w sobie i jest piękne – a uroda niejedno ma imię.

Moja ocena: 9/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 1

Zenon Szypuła 2018-11-17

Produkcja rumuńska… tego się nie spodziewałem.

Proszę czekać…