Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Recenzja: Fuga 0

Czy ktokolwiek spodziewał się takiej zmiany narracji, nastroju i ostrego zakrętu ze strony reżyserki Agnieszki Smoczyńskiej? Po jej intensywnym, awangardowym, rozproszonym, z wielką fantazją, ale nadmiernie przepełnionym bodźcami nieniosącymi ze sobą znaczeń debiucie Córki Dancingu pojawia się Fuga. I robi zamieszanie nie tylko z perspektywy kompletnie inaczej ukierunkowanego swojego talentu i formowania masy filmowej, ale dlatego że jest kinem artystycznie i humanistycznie spełnionym. Prowadzi nas na poziomie realistycznego dramatu, wymiennie z eksponowaniem surrealistycznym językiem podświadomości, przez stumilowy las pełnym niewygodnych ścieżek. Otumaniające kino jako zjawisko filmowe, niewygodne jako problem społeczny pokazany doskonale niepotulnie.

Nasza główna bohaterka, teraz Alicja, kiedyś Kinga, straciła pamięć. Po dwóch latach wraca do własnego życia, które już nie należy do niej. Jest gościem u samej siebie. Nie jest pokorną owieczką, która próbuje zaaklimatyzować się w stadzie. Towarzyszą jej różne emocje, które nie prowokują w nas wyłącznie współczucia wobec osoby dotkniętej fugą dysocjacyjną. Czasami nie możemy przytaknąć na jej niektóre reakcje, ale taką samą bezradność, nieczułość i niewiedzę okazuje rodzina. Jest dla nas z jednej strony oczywiście przypadkiem klinicznym, ale z drugiej obserwujemy dramat, którego doświadczyła przed nastąpieniem zaburzenia i zaczyna mieć ciąg dalszy w jej życiu po życiu… poprzednim. Kinga próbuje zaczepić się pazurami, spróbować być znowu żoną i matką, ale jednocześnie czuje dyskomfort, bo stworzyła nową osobowość, w której jest Alicją. Czy jest to odwracalne, a rekonstrukcja uczuć sprzed wypadku jest możliwa?

Agnieszka Smoczyńska nie podsuwa nam prostej odpowiedzi, jeżeli w ogóle jakąkolwiek. Zjawisko chorobowe jest tematem wiodącym, ale rozwidla się na o wiele więcej refleksji dotyczących złożoności ludzkich relacji i osobowości. To jest film zatroskany i lustrujący temat choroby, która sama w sobie jest pełna niedopowiedzeń, ale nie szuka panaceum na nią. Raczej ostro i radykalnie konfrontuje nas ze światem bohaterki po tym wydarzeniu. To doskonałe zagranie. Wiemy tyle, co nasza postać. Wierzymy w to, co widzimy. Nie dostajemy żadnych prostych flashbecków z jej przeszłości, nie jesteśmy mądrzejsi od niej. Sami poruszamy się chybotliwym krokiem po tym filmie, jak Alicja, ale nie tylko. Widać ogromną dezorientację całej rodziny, nieumiejętność właściwego podejścia do bohaterki. Nie wiemy co jest prawdą, a co nie. Nie mamy pojęcia, które historie poznawane o sobie są kłamstwem, a które szczerze charakteryzują Kingę sprzed wypadku. Ta schizofrenia nam się udziela. Zbieramy kawałek po kawałku pewne podejrzenia z konsekwentnie, bez rozmachu odsłanianej kotary przeszłości. Czy są one spowodowane dyskomfortem teraźniejszości, czy tym co było przed jej odejściem? Dlatego dramat rodzinny jest tutaj tak skomplikowany, a zawiłość doskonale podkreślona. Dzięki czemu mamy do czynienia z odważnym, psychologicznym thrillerem. Nie wiadomo o co się kłócić, nie wiadomo co wyjaśniać. Zaufanie nie istnieje i może wcale powodem nie jest tylko wypadek naszej bohaterki? Ogromny i silny stres doprowadza do fugi, więc piekielnie inteligentna Agnieszka Smoczyńska wwierca się głębiej i zadaje pytanie dodające o wiele więcej wymiarów produkcji. Czym był ten ciężar, którego mózg bohaterki nie uniósł?

Fuga reprezentuje ekscentryczny dramat rodzinny nie z powodu tylko niecodziennej sytuacji, ale narracji prowadzonej przez reżyserkę. Każdy poważniejszy dialog waży tonę, każda sytuacja jest krępująca lub z nieprzewidzianym zakończeniem. Jest klaustrofobiczna atmosfera i wiecznie tykanie bomby. Twórczyni zwalnia z atakowaniem swoją wyobraźnią, wyhamowuje na korzyść produkcji, doskonale ją splatając z lynchowską inscenizacją stanu umysłu człowieka, zjawiskiem nightmare fuel, z głową do wycierania. Nie tylko nawiązując do konkretnego tytułu reżysera, ale sytuacji w jakiej znajduje się bohaterka.

Emocje w tym filmie wyskakują lapidarnie, ale kiedy się pojawiają to z potężną siłą i impulsem. Ta migawkowość uczuć podkreśla zagubienie i odnajdywanie tożsamości nie tylko w przypadku głównej bohaterki, ale również jej męża i syna. Cała trójka zostaje brawurowo zagrana. Mamy nieprzewidywalną, skonfliktowaną wewnętrznie, charakterną Gabrielę Muskałę, której zachowanie rezonuje na wycofanego, kręcącego się w kółko, z głębokim smutkiem na twarzy, zachwycającego minimalizmem ekspresji, a jednocześnie maksymalizmem działania tym na widza Łukaszem Simlatem. Duet doskonale podkreśla nieprosty charakter historii.

Fuga buzuje tak samo, jak debiut fabularny reżyserki, ale mądrzej, sensowniej i z planem na zderzenie czołowe z poważnymi tematami. Autorka wykrzywia dalej rzeczywistość, ale tutaj raczej rejestruje jej wykoślawienie, bo spowodowane czymś więcej, niż jej własnymi, galopującymi pomysłami. Fuga imponująco oddaje złożoność sytuacji, nie uciekając przed skomplikowaniem, wręcz oddając się mu i nas w objęcia obłędu. Zostajemy przyciśnięci i ogromnie obrazem przejęci. Bez kakofonii, oszałamiająca i nietransparentna sztuka filmowa. Widz w środku historii. Historia długo w środku widza.

Moja ocena: 8/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 1

luiza_kijowska 2018-12-06

Całkowicie się zgadzam z powyższą recenzją, film porusza bardzo ważny problem, fugę dysocjacyjną, trzeba się nauczyć pomagać ludziom z tą przypadłością

Proszę czekać…