Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

RECENZJA: Diablo. Wyścig o wszystko 0

Diablo. Wyścig o wszystko. Polscy Szybcy i Wściekli? Szybcy tak, bo błyskawicznie odbierają nam nadzieję, że film będzie jakąkolwiek ciągłą strukturą nieprzepełnioną kliszami filmowymi. Wściekli też… widzowie. Film próbuje nabrać nas na kino gatunkowe. Pretensjonalne, wtórne, wielokrotnie absurdalne, a co najgorsze naiwne. Żaden rozmach na poziomie wizualnym, który również jest poszatkowany i powinny być za to jakieś sankcje, nie odwróci uwagi od fanfaronady, markowania emocji i brutalności, która kończy się na kilku zadrapaniach.

Nasz bohater to delikatny blondyn – Kuba – który wyglądając na cherubinka zatroskanego o chorą siostrę, tak naprawdę potrafi dodać gazu… dosłownie. Samochody są jego pasją i po godzinach zbierania uczciwie pieniędzy na drogie leczenie siostry, ściga się pod miastem. Zostaje zauważony i doceniony co doprowadza go do kolejnych kręgów podziemia, nielegalnego interesu generującego wielkie pieniądze – wyścigów samochodowych. Czuwa i dba o niego Max. Wystawia go, jak psa do walk, ale jednak z czasem ich relacja zaczyna być przepełniona zaufaniem i lojalnością. A tę ciężko uświadczyć w tym ociekającym hedonizmem i materializmem świecie. Dlatego jego charakter kompletnie nie pasuje do świata przeżartego wyścigiem nie tylko za kółkiem, ale o symboliczny status samca alfa. Do tego oczywiście pojawia się wątek miłosny, Kuba zakochuje się w Ewie. Są niczym Romeo i Julia, którzy się nawdychali za dużo benzyny, a ich miłość jest oczywiście zakazana. Ewa jest córką głównego rozdającego karty w tej grze – Jarosza. On trzęsie całym biznesem i układami związanymi z nielegalnymi wyścigami, a Kuba jako uzdolniony nowicjusz zgarniając jego pieniądze, szybciej będzie na celowniku Jarosza do likwidacji, niż dostanie błogosławieństwo.

Od początku film zachowuje się jak po przesadnej dawce środków pobudzających. Pełen chaosu bredzi narracyjnie, ale również nie w lepszej kondycji są dialogi. Wymiany zdań mają charakter przepychanek pomiędzy chłopcami, a ich męskość oraz niebezpieczeństwo, które mamy odczuwać nieustannie, jest nam przedstawiane poprzez złe i groźne miny. Przestrzeń również jest niewiarygodna, zamiast bulterierów mamy pudelki ubrane w obroże z ćwiekami. Każda z postaci jest papierowa, wątła i rozpisana w tak oczywisty sposób, że aż karykaturalnie. Jarosz jako hegemon, król interesów jest przedstawiony jako człowiek nieodnoszący się do nikogo z szacunkiem. Z cygarem i whisky w duecie zasiada ubrany w drogim szlafrok w swoim fotelu, by knuć. Jego intrygi są kiczowate i dosłowne. Apogeum tego mamy w zbiorze scen i sekwencji dotyczących przeszkodzeniu Kubie w dodatkowym zarobku, jakim ma być przewiezienie towaru. Kolejne, pretekstowe w celu podniesienia nieskutecznie adrenaliny, didaskalia, które prócz udowodnienia, że jesteśmy daleko w tyle za efektownym kinem amerykańskich wybuchów i hałasu, nic nie wnoszą do fabuły. Znowu ją rozprężają. Najbliższy człowiek od brudnej roboty Jarosza, dumny i skuteczny „Kieł”, to naprawdę jakiś ząb z próchnicą albo mleczak. Proste budowanie postaci, znowu w oparciu o kalki i charakteryzacje. Blizna na twarzy, nieustanna scena zapalania papierosa i naśladowanie charakterystyczną odzieżą, jak i pewnymi sekwencjami w gęstych kolorach, filmu Drive Nicolasa Windinga Refna. Nasz odszczepieniec Kuba to też oczywista oczywistość. Szczere uczucia, szczera miłość do aut, nie da się wciągnąć w to bagno. Odrysowanie środowiska, w którym tak bardzo twórcy chcą żebyśmy się znaleźli całymi sobą, opiera się na jakiś historiach zasłyszanych i niedosłyszanych. Kompletne sofciarstwo i kanciastość. Dla fanów motoryzacji również nie będzie to smacznym kąskiem, gdzie z powodu brawurowych scen i wozów warto by było przymknąć oczy. Również wprowadzenie różnych strategii – kamery dokumentalnej lub drona nie daje nam takich doświadczeń.

Film uwielbia eksponować mięśnie, ich siłę, ale jednego nie używa – mięśnia mózgu. Anemiczny i blady pod względem scenariusza wpada w jakąś kakofonię. Następujące w trakcie zwroty akcji są delikatnie mówiąc grubymi nićmi szyte. Tak samo wszystko jest czytelne z kosmosu w przypadku charakterów – dobry, zły… wszyscy nudni. To uczucia, kiedy pijesz piwo bezalkoholowe, a ktoś Ci wmawia, że to tequila.

Diablo. Wyścig o wszystko to naprawdę auto, które daleko nie zajedzie. Jeszcze wygląda, jak po biednym tuningu. Od początku nie wyrabia na zakrętach, gubi się na torze i ma pusto w baku. Większe i autentyczniejsze emocje oraz wiarygodność prowokuje animacja Dinsey’a i Pixara Auta. Obawiam się, że dopóki udałoby się znaleźć pozytywne aspekty tego filmu, powstanie już jego druga część.

Ocena: 1,5/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 2

Ishiro 2019-01-18

Od początku było wiadomo, że to będzie gniot. :)

Kubula 2019-01-20

Zgadzam się z autorką, ale widać, że recenzja pisana na szybko i zbyt szybko. Okropnie się czyta tekst naszpikowany błędami, przede wszystkim interpunkcyjnymi.

Proszę czekać…