Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

RECENZJA: Faworyta 1

Kino kostiumowe rozbierane na naszych oczach nie tylko ze strojów, ale z pozorów szlachetności, szczerych uczuć oraz stałych wartości. Ekscentryczny i partyzancki skok oryginalnego reżysera Yorgosa Lanthimosa w Faworycie na salonowe posadzki, po których stąpają najgorsze ludzkie instynkty, cynizm, egocentryzm, walka o dominacje oraz intrygi. Piękne przestrzenie pełne obleśnych odruchów z pokazaniem erotyki oraz ciała jako niebezpiecznego narzędzia w charakterze łotrzykowskim.

Na XVIII – wiecznym angielskim dworze pojawia się Abigail. Nie przywykła do dworskiego życia, jednak jest zaprawiona w bojach o przetrwanie i szybko wyczuwa szansę na wykorzystanie swojego uroku oraz sprytu, by przemieścić się w tej dworskiej piramidzie. Na samym jej szczycie jest coraz bardziej wyłącznie reprezentatywna i to nie zawsze skutecznie królowa Anna, która ma niekończące się problemy ze zdrowiem. Podglądamy, jak ta największa w konfrontacji z cierpieniem jest malutka – schorowana kobieta tracąca resztki godności, niczym w Śmierci Ludwika XIV. Opiekuje się nią i pomaga, a właściwie rządzi za nią jej powierniczka i lojalna, wieloletnia przyjaciółka Lady Sarah. Fabuła niespecjalnie skupi się na rozgrywkach politycznych i grze o tron, a raczej na tym, na czym one same – walce o uwagę, własne potrzeby i komfort. Kamera jest zwrócona na życie dworskie, którego losy są ważniejsze, niż państwa. W pewnym momencie zostaniemy zaangażowani w trójkąt, a historia trzech kobiet reprezentujących inną klasę, zacznie się przetasowywać, konfabulować i mącić pokazując bezceremonialnie jakie naprawdę są cele.

Faworyta to intensywne kino o żądzy nie tylko rządów, oddające w lubieżny i bezpruderyjny sposób ducha zepsucia epoki. Z pozornie zimną krwią i surowością jaka charakteryzuje te trzy kobiety nieprowadzące ze sobą z początku otwartej wojny, reżyser doskonale zostawia swoje parafki przy opowiadaniu – na poziomie wizualnym, przebojowej narracji i przewrotności refleksji. Znowu tworzy kino bezlitosne i dotyka esencji wątłości ludzkich charakterów. Jak nasze pożądanie (seks i władza) potrafi otumanić, wyjałowić jednostkę z sumienia, ale też może zostać wykorzystane. Jak być wykorzystaną, jak wykorzystywać. Nasze postaci są konsekwentne w swoich cynicznych działaniach, używają bez zająknięcia swojego umysłu i ciała, mają za nic jakiekolwiek cnoty. Prócz zdejmowania pudru z ich twarzy oraz skupieniu się na klaustrofobicznej przestrzeni pozornie ogromnego pałacu, reżyser oddaje mrok i interesowność tamtych czasów. Nie tylko w politycznych przepychankach i kombinacjach, ale właśnie poprzez tajemnice alkowy pełne perwersji i obsesji, parafrazując trochę Niebezpieczne związki, ale wymyślniej prowadzi tę gimnastykę matactw.

Reżyser z charakterystycznym dla siebie budowaniem podskórnej nerwowości bardzo odważnie, znajdując miejsce na specyficzny humor rozprawia o pojęciu emancypacji, kobiecej wolności w dosyć przewrotny i niejednoznaczny oraz dyskusyjny dla wielu sposób. Pokazuje obosieczne działanie wyzwolenia. Z jednej strony walka o podmiotowość i synonim siły. Z drugiej, jak może ona prowadzić do patologii, a kobieca natura szeroko rozumiana, w oczach reżysera podważa tezę, że kobiety u władzy nie prowokowałyby wojen. Chociaż tutaj chodzi przede wszystkim o te wewnętrzne, dotyczące swojego ego (a czymże innym, jak nie pompką do ego niestety jest polityka), prowadzące do zdemoralizowana (jeżeli Ja zadecyduję o swojej amoralności, a nie ktoś inny, to zachowam godność, parafrazując Abigail) i pazerności. Podniesienie własnej wartości dzięki zdobyciu przywilejów nie musi być wcale zarezerwowane dla konkretnej płci. Feminizm niosący wartości niekomunikujące się z pojęciem siostrzeństwa/kobiecej wspólnotowości, płciowej komunikacji, tylko rywalizacji. Ten niebezpieczny feminizm, bo konotujący z walką. I płeć nie niesie ze sobą porozumienia, czułości i zażyłości, co właśnie w ostatnich nastrojach kino znowu krzewi wyrażając popularną obecnie w kulturze narrację. Odważny i inteligentny kontrapunkt, ale niezaproponowany przez reżysera dla prostej prowokacji, a w celu przyjrzenia się z innej, istniejącej perspektywy dla zgłębienia zjawiska.

Faworyta to kino wielu nastrojów. Od kąśliwości do bezczelności. Od skomplikowanego budowania labiryntu do umyślnego prostactwa. Autor jest najmniej w swojej twórczości, jak dotąd, świdrujący i pada sporo synonimów odnośnie historii, które kino już opowiedziało. Nawet jeżeli Lanthimos nie zawsze jest nadwornym dyżurnym analitycznej torpedy, to zawsze potrafi odurzyć i być nieustępliwy, zmyślny, a jego wyobraźnia kreacji nie jest przemęczona. W dużym stopniu nie odkrywa nowych lądów, ale po tych znanych stąpa wyraziście i z precyzją oraz klasą opowiada o jej braku.

Ocena: 8/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 1

PolepioneKadry 2019-02-08

Nie jestem fanem Lanthimosa. Uważam, że pod płaszczem pseudofilozoficznych rozważań, odniesień do sztuk klasycznych i mnożenia tropów interpretacji ten reżyser nie powiedział nam absolutnie nic ciekawego. Ba, uważam nawet, że tak naprawdę nic nam nie powiedział. Aż do teraz. Sposób w jaki pokazuje życie na dworze jest naprawdę wnikliwą charakterystyką zrobioną z takim pazurem i humorem, że nie sposób go nie chwalić. Byłem tym filmem absolutnie zachwycony i urzeczony, a przy tym zdrowo się uśmiałem. Ocena z recenzji w pełni zasłużona. Brawo

Proszę czekać…