Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

RECENZJA: Granica 1

Granica już samym tytułem mocno komunikuje się ze sposobem narracji i tematem podjętym w tej ekscentrycznej, osnutej baśniową atmosferą opowieści. To kino, które opowiada niestety bez wwiercania się w kwestię uprzywilejowanych urodą, i jak przerażająco wygląd determinuje życie człowieka, podejście tego drugiego oraz jak kanony piękna wartościują społeczeństwo. Mamy tutaj też przypowieść o inności, która jest tak naprawdę synonimem wyjątkowości, oswajanie się ze sobą i specyficzne love story. Szkoda, że historia w pewnym momencie zostaje rozbita pewną dosłownością i zostaje rozebrana błyskawicznie z tajemnic oraz mistycznego nastroju i zamienia się chwilami w karykaturalny kryminał i gwałtowną oraz nieprzemyślaną opowieść o początku wojny gatunków. Moment wtapiania się w narrację fantasy nie jest specjalnie fantazyjny, czy fantastyczny.

Główną bohaterką jest Tina, która ma bardzo specyficzną urodę. Nie wpisuje się w społeczne, niewyczerpujące się zapotrzebowanie na piękno, ale też jej wygląd pokazuje ją jako postać trochę nie z tego świata. Ma nadludzki zmysł węchu, gdyż potrafi wyczuć u ludzi intencje, uczucia, co sprawia, że w pracy celniczki jest nieomylna i nie do zastąpienia. Nie mamy napastliwych scen prześladowania jej osoby z powodu wyglądu, a raczej jej chwilami nieporadne, a raczej wywołujące ewidentny dyskomfort próby dopasowania się do realiów. Jak gdyby wiele tego, co ludzkie, było jej obce. Niespecjalnie ma apetyt na zwykłe jedzenie, nie jest w stanie osiągnąć bliskości ze swoim współlokatorem/chłopakiem. W pewnym momencie pojawia się w jej życiu Vore, który od początku zwraca jej i naszą uwagą podobieństwem do Tiny. Z czasem zbliży ich do siebie instynkt, radość z ze skończonego poczucia osamotnienia. Vore pomoże Tinie odkryć jej prawdziwą tożsamość. Jednak na onirycznym połączeniu dwóch wyjątkowości się nie skończy. Będzie o wiele niebezpieczniej i gęściej. Poszukiwanie satysfakcjonującego porozumienia ze swoją społecznością, gatunkiem okaże się podszyte walką o dominacje, odwetem za okrucieństwo, którego doświadczali ze strony ludzi.

Niestety właśnie ten naddatek, który w pewnym momencie zostaje dopisany do filmu odsuwa go od subtelnej refleksji nad definiowaniem się w świecie oraz o granicach jakie pojawiają się w ludziach poprzez bezpieczny i udomowiony obraz jednego porządku rzeczywistości. Dostajemy sceny, gdzie Tina i Vore postępują w wielu sytuacjach daleko od ludzkich standardów, wprowadzając element zaskoczenia, zdziwienia, pewnie dla niektórych również niewygody wynikającej z kokonu ograniczeń. Z początku ta konfrontacja z nowym i nieznanym jest intrygująca i ciągnie jakąś spójną myśl. Vore nie próbował zaadaptować się w ludzkim świecie. Widać w nim nieskrywaną dzikość. Tina jednak przez lata zdezorientowana, pewna że nie jest inna, a wybrakowana, próbowała się wtopić w tłum, zgodzić na regulamin gatunku ludzkiego. Do tego pojawia się doskonale podbijający rozważania o pewnych wyobrażeniach i przyzwyczajeniach człowieka wątek niewątpliwego i skrajnego okrucieństwa oraz amoralności niewinnie wyglądających postaci.

Niestety jednak flirt tego filmu z kryminałem, anarchistyczne wręcz łączenie pewnych konwencji wypada blado. Nordycka mitologia, odważne love story, zdefiniowanie siebie na nowo nie dotykając do końca stopami ziemi jest poprowadzone świetnie. Arogancja Vore niesie ze sobą ciekawe zamieszanie, czy to aby na pewno do końca pamflet na gatunek ludzki. Czy chęć zemsty jest wadą, czy cechą? Niestety to tylko dopisek na marginesie, bo obraz w pewnym momencie jest zdominowany prowadzeniem pseudo dochodzenia, które jest bardzo liche i proste do zdemaskowania. Do tego motywy postaci w pewnym momencie docierają do niepotrzebnego dla fabuły ekstremum.

Hipnotyzujące dzieło jest dwubiegunowe. Zamienia dyskretną formę, z nastrojem niepewności i nieprzewidywalności, ale też humanistycznej, spontanicznej rozprawy na bardzo jaskrawą, wręcz karykaturalną opowieść o wyborze drogi, świata. Granica w pewnym momencie przekracza granicę udanego studium nad gatunkiem, posthumanistycznego myślenia, destabilizujących zwyczajność chwil. Zapomina się, wpada w nadmiar i za dużo kombinuje. Traci kontrolę.

Ocena: 6/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 1

Proszę czekać…