Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Recenzja: Przemytnik 2

Przemytnik pod wierzchnim odzieniem jakiejś figlarnej, kryminalnej i nietransparentnej narracji skrywa tak naprawdę mocno nostalgiczny, witalny i bardzo szczery utwór o stygmatyzacji starszych. Ostatnie projekty Clinta Eastwooda mogły nam sugerować, że „przestaje wąchać czas”, zacina się i jest bardziej zapatrzony w mitologizację Ameryki zamiast w sztukę filmową. Tutaj mamy do czynienia z dziełem autotematycznym, nienachalnym zaproszeniem do dyskusji o wartościach, ale bez akademickiego rygoru, czy artykułowania wielkich przemówień z manierą człowieka wiekowego, który ma monopol na prawdę. Dyskretny utwór z błyskiem w oku o granicach otwartości.

Earl Stone zajmował się liliami. Oddany całkowicie pracy, zaniedbywał rodzinę. Nie ominął rozkwitania ani jednego kwiatka w swojej hodowli, ale stracił wiele szans na bycie mężem, ojcem, dziadkiem. Earl widział jak rośnie jego ogród, a nie jak jego dziecko. W pewnym momencie nasz bohater staje w sytuacji eufemistycznie mówiąc niesprzyjającej. Kwiaty zwiędły, jak jego interes, gdyż tradycję, charakter, wieloletnie budowanie relacji zastąpił przeciwnik nie do pokonania – Internet. Rozpocząć życie na nowo w wieku, w którym bliżej do jego końca? Można uznać, że ktokolwiek na górze o tym decyduje, ten posiada złośliwe i bezwzględne poczucie humoru. Earlowi zupełnie przypadkowo udaje się zostać kierowcą na zlecenie. Jednak nie będzie szoferem, a przemytnikiem. Tam, gdzie kiedyś na przyczepie leżały pięknie lilie, teraz będą narkotyki, które musi dostarczyć z jednego punktu do drugiego dla meksykańskiego kartelu. Jednorazowe zlecenie zamienia się w stałą pracę, gdyż nasz bohater okazuje się być w tym naprawdę skuteczny. Jakiego staruszka po osiemdziesiątce zatrzyma policja w celu przeszukania samochodu z myślą, że przewozi rekordowe ilości prochów? W tym samym czasie w DEA pojawia się nowy, świeży, pełen werwy i zmobilizowany do działania agent Colin Bates. Na zdobytej przez jego informatora liście znajduje się człowiek o wielkich osiągnięciach, cały czas w trasie, nienotowany, bez żadnego mandatu w życiu o pseudonimie „Tata”. Earl podśpiewując przewozi kolejne kilogramy narkotyków, zaczyna coraz lepiej dogadywać się z ekipą i cieszyć się szacunkiem, a w tym czasie Colin Bates próbuje zatrzymać „niebezpiecznego” przemytnika.

W Przemytniku rządzi przede wszystkim odseparowanie widza od jego przyzwyczajeń wobec kina, w którym mamy klasyczny układ policjanta i złodzieja – uciekającego i tropiącego w tym wypadku. Ta kryminalna otoczka jest tylko pretekstem do pokazania poważniejszego konfliktu bohatera, niż tego z prawem. Earl coraz większą frajdę czerpie z tego co robi. Nie intelektualizuje, nie ideologizuje swojej fuchy. Chce zarobionymi pieniędzmi odkupić winy i zrekompensować rodzinie stracone lata i odrestaurować swój wizerunek. Ten wątek akurat jest dosyć ckliwy i niespecjalnie rewolucyjny. Natomiast świetnie i bardzo solidnie Clint Eastwood ciągnie opowiadanie po Stanach, pokazując różne stany umysłu, mniejszości, środowiska i ucząc się bez zmanierowania, jak gdyby na naszych oczach współczesności. Od początku największą walką, którą podejmuje w tym filmie jest robienie na złość bezkrytycznemu, społecznemu odbiorowi i stereotypizacji starszego pokolenia.

Można było naprawdę przeszarżować w tym opowiadaniu i odpalić jakieś komediowe race, jak to facet po osiemdziesiątce zgryźliwy i zły na rzeczywistość cały czas ma głowę odwróconą do tyłu, by nie widzieć tego co tu i teraz. Stworzyć kopalnię żartów z kategorii „przychodzi baba do lekarza”. Jednak Przemytnik prowadzony trochę w dżentelmeńskim nastroju, niczym z filmu Gentleman z rewolwerem, ale bez wyciągania broni również walczy o życie według własnego, spersonalizowanego regulaminu. W przeciwieństwie jednak do wyżej wymienionego tytułu, tutaj mamy obecne coś więcej, niż z klasą rozpisane zaprzeczanie pojęciu „prawa wieku”. To wielocalowa refleksja o ograniczeniach poznawczych. Earl na swojej drodze spotyka mężczyznę, który nie potrafi wymienić koła, ale łapie zasięg by połączyć się z Internetem albo niejednoznaczne środowisko meksykańskiej mafii. Nie ma grubej kreski, którą odmalowane są szychy z kartelu. Pojawiają się tam ciepli i otwarci na jego obecność ludzie, którzy przybijają mu piątkę, ale i tacy, którzy przykładają mu broń do skroni. Tak samo jest z amerykańskim wymiarem sprawiedliwości. Poprzez swoją zero-jedynkową optykę agenci widzą podejrzanego w każdym o innym kolorze skóry, mając pewne utarte wyobrażenia o przemytnikach, popełniając mnóstwo błędów.

Przemytnik chce pokazać różnobarwność rzeczywistości, uprzedzeń i kontrastów o oktawę głębiej. Wychodzi mu to naprawdę zgrabnie, wpisując poczucie humoru. Żarty wynikają bardzo naturalne i płynnie z doświadczeń oraz zróżnicowanej rzeczywistości. Przemytnik świetnie skręca z trasy i myli tropy dosłownie, ale też w sensie skojarzeń gatunkowych. Jest bardzo pokorny w swoim opowiadaniu, ale jego postać potrafi być niepokorna.

Dostajemy lekcję dualizmu z naprawdę mądrym, niewybuchowym i nieekstatycznym buntem. To dramat, nie drama. Chwilami na granicy szantażu emocjonalnego, ale Clint Eastwood jej nie przekracza dzięki autoironii, dystansowi, ale i wnikliwemu spojrzeniu bez uprzedzeń. Potrafi być dalej dobry, zły i brzydki. Urokliwa, ale nie bezbarwna historia o tym, jak cenna jest wiedza, że nigdy do końca wszystkiego nie wiemy. Przemytnik przemyca dobry, pełnowartościowy towar. Żadne melodramatyczne bezczelne podrywy, czy rasowe kryminaliki.

Ocena: 7/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 4

PolepioneKadry

Nie mogę się doczekać seansu. Eastwood to klasa sama w sobie, a scenarzystę obserwuje z rosnącym zainteresowaniem. Świetny scenariusz do Gran Torino, równie dobry do Sędzi z Downey’em i Duvall’em. Mam nadzieję, że kolejny wspólny projekt tych Panów będzie równie dobry co poprzedni.

ZSGifMan

Nie wiem jak ta recenzja, bo specjalnie jej nie przeczytałem żeby sobie ewentualnie nie popsuć mojej "premiery", ale 7/10 jako nota końcowa wróży dobrze i już nie mogę się doczekać kiedy wreszcie zobaczę!                                                                                                                  

rolnik_postepowy ZSGifMan

@ZSGifMan Nie sugerowałbym się oceną tej pani. Oceniła Kuriera na 3/10, czyli można powiedzieć, że na gniota, a jest to film przynajmniej średni, a gówno pod tytułem "wszystko gra" na 4/10. Dobrze, że nie sugeruję się nigdy ocenami domorosłych krytyków z wszelakich portali filmowych, bo bym nic nie oglądał. Ja osobiście polegam tylko na Kinomaniaku Pietrasie, choć i on czasami brnie w uprzedzenia, ale bardzo rzadko mu się to zdarza.

Proszę czekać…