Redaktor na FDB.pl oraz innych portalach filmowych. Pisze, czyta, ogląda i śpi. Przyłapany, gdy w urzędzie w rubryczce "imię ojca" próbował wpisać Petera Greenawaya.

RECENZJA: Trzy kroki od siebie 0

Teen dramy – czyli tzw. dramaty dla nastolatków — znalazły żyzną glebę na ekranach polskich kin. Trzy kroki od siebie wpadają w niemal każdą gatunkową pułapkę romansów dla młodych. Przy tym wszystkim udaje mu się zachować powagę ukazanych zdarzeń. Choroba bohaterów nie jest tylko pretekstem, aby wzruszyć wrażliwych widzów. Co więcej: emocje postaci okazują się zadziwiająco szczere.

Wskaźnik zachorowań na depresję wśród nastolatków gwałtownie wzrasta. Nerwice oraz zmiany neurologiczne, często prowadzące do prób samobójczych, pretendowały już do miana chorób cywilizacyjnych. Presja ze strony rówieśników oraz rodziny, problemy miłosne albo lęk przed przyszłością — liczne konteksty podpalają lont w głowach nastolatków. Nikt nie zna dnia ani godziny, kiedy wszystkie myśli okażą się eksplodować w depresyjnym kotle codzienności. Czy sztuka (nawet kultura masowa) jest w stanie wpłynąć na światopogląd młodych ludzi? Odpowiedzią na niepokojące dane statystyczne okazują się teen drama romance, które coraz częściej trafiają na ekrany polskich kin. Multipleksy nie stanowią zresztą jedynej drogi dystrybucji tego rodzaju filmów. Również biblioteka serwisu Netflix wzbogaca się każdego miesiąca o nowe tytuły, pozwalające młodym — chociaż na moment — afirmować życie niezależnie od problemów kumulujących się pod kopułą ich czaszek.

Trzy kroki od siebie opowiadają o miłości chorych nastolatków. Czynią to lepiej niż Gwiazd naszych wina albo Całkiem zabawna historia.

kadr z filmu Trzy kroki od siebie

Fabułach Trzech kroków od siebie opowiada o pacjentach szpitala stanowego, cierpiących na mukowiscydozę. To choroba genetyczna, wpływająca przede wszystkim na układ oddechowy oraz pracę przewodu pokarmowego. Pacjenci podatni są na wszelkiego rodzaju wirusy oraz bakterie. Prozaiczny kaszel może stanowić dla ich organizmu chorobę śmiertelną. Aby pozostać zdrowymi, chorzy muszą zachować dystans 1,80 metra od każdej osoby w ich otoczeniu.

Mukowiscydoza działa w Trzech krokach od siebie podobnie niczym zwaśnione rody w dramacie “Romeo i Julia”. Miłość młodych zostaje zablokowana czynnikiem pochodzącym z zewnątrz, od nich niezależnym. Nie pozwala cieszyć się zakochanym wzajemną obecnością i bliskością. Na szczęście dla twórców filmu choroba nie staje się wyłącznie prostym pretekstem, by wzruszyć wrażliwych odbiorców (tak jak miało to miejsce w niedawnym Kiedy się pojawiłaś). Umiejętnie skonstruowana ekspozycja fabuły pozwala twórcom snuć dywagacje, dotyczące samotności i bliskości wśród nastolatków. Historia miłości dwojga chorych pacjentów ucieka przed fizycznością w kierunku relacji psychicznej i emocjonalnej. Definiuje dystans w raczkującym związku (czy szerzej: w rodzącej się przyjaźni między dwojgiem młodych). Pozwala też okiełznać kompleksy oraz oswoić się ze swoim ciałem.

kadr z filmu Trzy kroki od siebie

Tym właśnie wygrywa film Trzy kroki od siebie: unaocznieniem wiarygodnego procesu poznania się i miłości, który zachodzi między dwojgiem głównych bohaterów.

Trzy kroki od siebie działa też jako terapia dla widzów na sali kinowej. Scenarzyści przedstawiają młodych w sytuacji bez wyjścia. Dla nich każdy dzień może okazać się ostatnim. Mimo krytycznej sytuacji znajdują sposób na okiełznanie demonów i odnalezienie szczęścia w chorobie. W ten sposób twórcy komunikują odbiorcom, że skoro bohaterowie potrafią poradzić sobie z przygnębieniem i dogłębną apatią w chwilach zagrażających ich życiu, to każdy widz na sali kinowej może spróbować stawić czoła własnym problemom.

Odrzucenie beznadziei na rzecz radości z życia wzmaga również przestrzeń, w której osadzona zostaje fabuła Trzech kroków od siebie. Szpital z racji swoich kodów kulturowych – pomimo pewnej estetyki nałożonej na kinowy obraz – dalece odbiega od stereotypowego miejsca narodzin miłości. Mimo to młodym udaje się stworzyć wiarygodny związek pośród aparatury i rurek wetkniętych w ciała pacjentów. Bez nakładania makijażu na dramat śmiertelnie chorych nastolatków.

Film powtarza niemal wszystkie klisze nurtu romansów dla nastolatków. Amant – Cole Sprouse – przypomina swoim emploi pamiętnego Edwarda z franczyzy Zmierzch. Kolejne wydarzenia również przypominają kompilację motywów z komedii romantycznych oraz typowo amerykańskich dramatów o dojrzewaniu. Pozorną pustkę tego podgatunku wypełnia natomiast zadziwiająco ambitna treść: ewolucja związku dwojga głównych bohaterów, podejście do ciała oraz choroby. Aż dziw bierze, że scenarzyści Trzech kroków od siebie są również autorami Topieliska. Kltwy La Llorony, obecnie emitowanej na ekranach polskich kin.

Trzy kroki od siebie sprawią, że mimo ciążących w waszym życiu problemów, poczujecie się lepiej.

Moja ocena: 6/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…