Redaktor na FDB.pl oraz innych portalach filmowych. Pisze, czyta, ogląda i śpi. Przyłapany, gdy w urzędzie w rubryczce "imię ojca" próbował wpisać Petera Greenawaya.

RECENZJA: Godzilla II: Król potworów 0

“Ilość” nie zawsze oznacza “jakość”. W najnowszym Godzilli nadciąga cała armia gigantycznych potworów. Niestety, fabuła przypomina kino katastroficzne Rolanda Emmericha skrzyżowane z kiepskim monster movie. Szkoda, ponieważ potencjał był… olbrzymi – w każdym kontekście tego słowa.

Najpierw na duże ekrany trafił Godzilla. Później twórcy zrealizowali – doskonale zdystansowanego do prezentowanych w nim treści – Konga. Oczywistym krokiem w budowaniu uniwersum olbrzymich potworów było zestawienie ze sobą na jednym ringu kilku kreatur wagi ciężkiej. W podobny sposób powstało MCU — niedościgniony przykład eskapistycznego świata w medium kina. Jego twórcy najpierw zarysowali solowe postacie w autonomicznych tytułach, później pozwolili im się wykazać w ramach wspólnego widowiska. Mumia czy Batman V Superman tylko udowodniły, że próby wznoszenia uniwersum “na szybko”, aplikując w jeden film zbyt dużo wątków albo postaci, mogą zakończyć się fiaskiem całej franczyzy.

Nowy Godzilla nie pretendował jeszcze do miana swoistych Avengers w ramach cyklu. Takim widowiskiem miał być nadciągający Godzilla vs. Kong. Niestety, zachłanność twórców zamieniła MonsterVerse w nudny wrestling na prostych zasadach – podobny do komiksów superbohaterskich z lat 60-tych. Na bok poszła sensowność fabuły. W ruch wzięto klisze. Potwory człapią tu po ziemskim globie, szukając między sobą punktu zaczepki. Wzajemnie toczą absurdalną grę o tron. Ludzie zaś sytuują się pomiędzy tymi, którzy z chęcią zniszczą Ziemię albo tymi, którym za pan brat z eko-terroryzmem. Nawet poszczególne areny do starć gigantycznych potworów nie powalają swoją pomysłowością.

kadr z filmu Godzilla II: Król potworów

Godzilla: Król potworów jest zadziwiająco poważny i spięty.

Po ataku Godzilli z poprzedniej części okazuje się, że Ziemia skrywa w swoich głębinach jeszcze więcej gigantycznych potworów — konkretnie: 17, dowodzonych przez trzygłowego Króla Ghidoraha. Kwestią czasu pozostaje, by wszystkie wypełzły na powierzchnię i obróciły współczesną cywilizację w ruinę. Fabuła powinna być tylko pretekstem dla tego rodzaju widowisk. Widowisk, w których efekty specjalne mają naczelną siłę sprawczą. Niestety, w przypadku Króla potworów pretekst wychodzi daleko poza granice zawieszenia wiary w kinie.

Konwencja Godzilli II odsyła widzów w stronę lat 90-tych – w kierunku kina katastroficznego spod znaku Rolanda Emmericha. Bohaterowie wyglądają jak chodzące klisze, w przeciwnym wypadku wypadają szaro i nieciekawie. Na drugi plan wkrada się uporczywy dramat rodzinny – taki między rozwiedzionym małżeństwem i dzieckiem. Każdy wątek humanistyczny przyprawiony zostaje typowym Emmerichem z dodatkiem potwornej mitologii wielkich bestii. Jeszcze gorzej, gdy stereotypowe postacie zaczynają podejmować absurdalne decyzje. Wszystko, aby popchnąć fabułę choć kilka kroków naprzód. Pamiętacie irracjonalny zwrot akcji w Batman v Superman po tym, jak obaj superbohaterowie zdali sobie sprawę, że ich matki nazywały się Marta? W tym scenariuszu znajdziecie jeszcze więcej takich perełek.

kadr z filmu Godzilla II: Król potworów

Cały ten Sajgon nieuzasadnionego nonsensu i fatalnych rozwiązań narracyjnych podlany zostaje gęstym sosem edgy. Z niewiadomych przyczyn twórcy zdecydowali się wziąć prezentowaną historię bardzo “na serio”. Lekkości i humoru Konga nie można odczuć w żadnej scenie – w zamian twórcy serwują “carminowo-buranowe” chóry za każdym razem, gdy w ujęciu pokazuje się któryś ze znaczących potworów. Wszyscy bohaterowie mają też śmiertelnie poważne miny – nawet wtedy, gdy popadają w komiczny, naukowy bełkot.

Znalazło się też kilka dobrych elementów: Mothra kradnie film, zaś niektóre ujęcia bestii zapierają dech w piersiach.

Miłośnicy monster movie poczują się usatysfakcjonowani kilkoma scenami z Króla potworów. Najważniejsze monstra zapowiadane są własnym — dziś: ikonicznym – motywem muzycznym. W tych momentach czuje się dbałość o środowiska fanów. Najbardziej rozpieszczony zostaje fanklub Mothry – komputerowe efekty tworzą z potwora "transowego" motyla. Każda związana z nim scena dostarcza wizualnej frajdy dla oczu. Każda, poza pretensjonalnym nawiązaniem do “Stworzenia Adama”. Parafraza słynnego dzieła Michała Anioła łączy w Godzilli II dwóch niezależnych władców Ziemi: człowieka oraz gigantyczne bestie, reprezentujące żywioł i naturę. Niestety, alegoria wydaje się karkołomna i narzucająca na widza niepotrzebną ideologię.

kadr z filmu Godzilla II: Król potworów

Równie znakomicie sprawdzają się niektóre ujęcia ogromnych potworów — zwłaszcza te, na których skala mikro odcina się od makro. Bestie wznoszą się ponad budowlami, ludźmi i pojazdami. Twórcy umiejętnie operują też barwą obrazu, parując ze sobą gigantyczne potwory. Szkoda, że podobne ujęcia sprawdzają się wyłącznie wtedy, gdy Godzilla wraz z towarzyszami pozostaje nieruchoma. Rozgrywane między nimi pojedynki tracą już na przejrzystości i monumentalnym pięknie. Są nieczytelne, brak im klarowności przestrzennej – Pacific Rim w reżyserii Guillerma del Toro wciąż pozostaje niedoścignionym dziełem spod znaku amerykańskiego monster movie.

Godzilla II: Król potworów — czy warto wybrać się do kina?

Samo powołanie Michaela Dougherty na stanowisko reżysera i współscenarzysty było ryzykowne. Dotąd w dorobku twórcy pojawił się tylko jeden film, pozytywnie oceniany przez widzów i krytyków — debiut, w dodatku zrealizowany pod bacznym okiem Bryana Singera. X-Men 2 dbał o przedstawione postacie, zgrabnie nakreślał konflikt i nie cofał się konwencją o dwie dekady. Niestety, nie można tego powiedzieć o najnowszym Godzilli.

Godzilla z 2014 roku był tytułem bijącym głębokie pokłony japońskiemu oryginałowi Ishirô Hondy. Czołowe monstrum zostało zepchnięte na dalszy plan, zaś światła reflektorów zwróciły w stronę zwykłych obywateli, zmuszonych poradzić sobie w obliczu masakry. Szybko okazało się, że konwencja kina z Kraju Kwitnącej Wiśni sprzed 60 lat nie spełnia się we współczesnych realiach blockbusterów. Widzowie — złaknieni dłuższego czasu emisji Godzilli na ekranie – wychodzili z multipleksów rozczarowani. Aby zyskać pozytywne recenzje, twórcy Króla potworów postanowili bardzo przypodobać się odbiorcom na całym świecie. Za bardzo.

Ostatecznie fabuła filmu Godzilla II: Król potworów przypomina produkcje pokroju Rekinado 6 – oczywiście, zrealizowane z dużo większym budżetem. Zmarnowany zostaje potencjał wyśmienitych aktorów (nastoletnia Millie Bobby Brown dwoi się i troi, aby wycisnąć chociaż gram emocji ze swojej roli – w obliczu sterotypów wszystko idzie na marne). Twórcom najlepiej wychodzi tworzenie pocztówkowych kadrów na transowych tłach z patetycznym chórem w tle. Wszystko, co dotyczy spraw ludzkich, wywołało we mnie niezadowolenie – znowu, tak jak w przypadku "pierwszego" Godzilli. Dzielnicowy wrestling na silniku narracyjnym z lat 90-tych – tyle możecie spodziewać się po Godzilli II.

Moja ocena: 4/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 4

ar23s 2019-06-12

Filmu jeszcze nie widziałem, ale żeby nie wspomnieć w recenzji o hołdzie japońskiej klasyce o Godzilli, a muzykę streścić jednym zdaniem, że jest "ikoniczna" to jest żart. Zero wzmianek o Toho i designie trójki kultowych przeciwników to też jest żart. Słaba recenzja moim zdaniem.

Bercik022 ar23s 2019-06-12

@ar23s jak czytam takie recenzję mam jeszcze większą ochotę pójść na film. Jestem od dziecka fanem japońskiej godzilli A pierwsza część godzilli 2014 ma bardzo mało z nawiazan do pierwowzoru, jedynie sama godzilla i wątek natury, nawet twórcy się z tym za bardzo nie kryli w materiałach na BR. Godzilla to ma być rozp…, dobra muzyka, a fabuła ma być jedynie tłem do walki potworów. A recenzja nie jest zła po prostu autor oczekiwał innego filmu, czytalo się dobrze :)

Corn1408 Bercik022 2019-06-12

@Bercik022 Wiesz, sama konstrukcja narracyjna Godzilli z 2014 roku nawiązywała do japońskiego pierwowzoru. Chodzi mi przede wszystkim o skupienie się na cywilach, ich emocjach w trakcie ataku gigantycznego potwora. Widowisko odcinało się od współczesnych monster movie, w których monstrum / monstra sieją spustoszenie właściwie od pierwszych scen.

Bercik022 Corn1408 2019-06-12

@Corn1408 rozumiem co masz na myśli chodzi o tak zwany przekaz pierwszej oryginalnej japońskiej części jaka powstała do nowego filmu, jak zniszczenie wpływa na ludzi itp. Fakt to film 2014 fajnie pokazuje ale chyba twórcom chodziło o tą późniejszą epokę rozwałki w nowym filmie.

Proszę czekać…