Redaktor na FDB.pl oraz innych portalach filmowych. Pisze, czyta, ogląda i śpi. Przyłapany, gdy w urzędzie w rubryczce "imię ojca" próbował wpisać Petera Greenawaya.

RECENZJA: X-Men: Mroczna Phoenix 0

Długo przyszło nam czekać na X-Men: Mroczną Phoenix. Film po wielu cięciach montażowych i dokrętkach trafił pod skrzydła Disneya. Ostatecznie nie chce mieć z nim nic wspólnego nawet producentka, publikująca kontrowersyjny wpis na Twitterze. Czy faktycznie jest aż tak źle?

Rok 2019 jest szczególny dla wszystkich miłośników popkultury. Kończą się w nim najpopularniejsze serie dużego i małego ekranu. Po 11 latach funkcjonowania MCU otrzymało swój spektakularny finał. Na horyzoncie widać Gwiezdne wojny: Skywalker Odrodzenie — widowisko wieńczące kilka dekad historii tytułowego rodu. Zakończyła się również Gra o tron. Jej widzowie do dzisiaj próbują otrząsnąć się z rozczarowania, jakie przyniósł ze sobą 8. sezon serialu HBO. Na tym tle najmniej ciekawie prezentował się X-Men: Mroczna Phoenix.

Świat Mutantów przestał interesować widzów gdzieś w okolicach Apocalypse. Ramy serii nie posiadały już żadnej spójności. Dziś nawet trudno jest ustalić, które odsłony uniwersum X-Men są kanoniczne, a które można traktować jako elseworldy. Prezentowane postacie nie fascynowały widzów przez swoją flegmatyczność. Twórcy byli tego świadomi. Po roku dokrętek i cięć na stole montażowym wypuścili produkt gotowy, ale nie dopracowany. Premierę zaplanowali na początek czerwca, czyli okres najgorszej frekwencji w kinach. Wszystkie negatywne komunikaty zza kulis potwierdza odbiór seansu — nie oczekujcie zbyt wiele od nowych X-Menów.

kadr z filmu X-Men: Mroczna Phoenix

X-Men: Mroczna Phoenix to powtórka z Ostatniego bastionu – równie rozczarowująca, jak poprzedni film.

Fabuła widowiska nie powinna zdziwić nikogo, kto wcześniej sięgnął po X-Men: Ostatni bastion albo kultowy komiks Marvela z 1980 roku. Jean Grey zostaje obdarzona kosmiczną mocą, za pomocą której może zniszczyć całe światy (tutaj znalazło się przynajmniej miejsce na ekspozycję nadprzyrodzonej siły, inaczej niż w filmie z 2006 roku). Nikt nie jest bezpieczny. Mutanci ze szkoły Xaviera oraz outsiderzy Magneto muszą połączyć siły, aby powstrzymać zagrożenie. Tym razem stawka jest tak wygórowana, jak jeszcze nigdy dotąd: prócz losów świata w grę wchodzi życie przyjaciółki X-Menów, a dla niektórych nawet ukochanej.

Nieprzypadkowo użyłem słowa “kultowy” w kontekście przytoczonego komiksu. Saga Mrocznej Phoenix wywindowała Mutanty do grona najpopularniejszych superbohaterów. Nikt wcześniej nie stworzył komiksu o herosach, prezentującego olbrzymią skalę konfliktu i nieujarzmioną wyobraźnię twórców, z takim rozmachem — no, może z małymi wyjątkami jak Wojna Kree ze Skrullami. Równie dobrze utrzymany został ton dramatyczny – czytelnicy posiadali dostatecznie dużo lat, aby zaprzyjaźnić się z Jean Grey oraz jej towarzyszami. Szczerze współczuli im w obliczu rozgrywającej się tragedii.

Tym większe rozczarowanie budzi monotonia i kompletny brak fantazji ze strony filmowców, zaprezentowany w kinowej wersji Mrocznej Phoenix – filmie, mającym funkcjonować jako zawiązanie wszystkich wątków dotychczasowej franczyzy Mutantów.

kadr z filmu X-Men: Mroczna Phoenix

Twórcy zapowiadali wielki finał serii pełen dramatycznych zwrotów akcji. Co z tego wyszło?

Zwiastuny Mrocznej Phoenix utrzymano w ponurym tonie, mającym zapowiadać tragiczne wydarzenia. Śmierć jednej z postaci – w dodatku: członkini Pierwszej Klasy — była właściwie do nieuniknięcia. Skoro pożegnamy Mystique, jaki los może czekać pozostałych bohaterów? Pytanie kołatało w mojej głowie przed wejściem na salę kinową. Doskonałe zakończenie zaproponował Avengers: Koniec gry. Pokazał, że humor i tragedia doskonale łączą się z kinem poświęconym herosom. Do tego wymagane jest wrzucenie petardy do worka utartych schematów kina superbohaterskiego. Gotową całość wypada naszpikować easter-eggami, tak aby radykalnym fanom zrobiło się ciepło na sercu. Przede wszystkim liczy się jednak dystans: nawet w obliczu nadciągającego końca świata — o tym najwyraźniej zapomnieli twórcy Mrocznej Phoenix.

Wszystko jest tutaj spięte i napięte. Nie pada ani jeden żart. Superbohaterska rozrywka przypomina mdły, telewizyjny dramat — telenowelę, którą ogląda się z doskoku, bez zwracania uwagi na każdy wątek. Szkoda, ponieważ doza dystansu mogłaby rozwiązać ciążącą na filmie powagę.

Jednak największy problem nowych X-Menów polega na tym, że większość postaci jest obojętna widzom. Daty premier poszczególnych części dzielił zbyt duży okres, aby ktokolwiek mógł szczerze zżyć się z prezentowanymi bohaterami albo nadążył za kontinuum kompletnego uniwersum. Podobnie sprawa wyglądała w przypadku Batman V Superman – chyba nikomu nie muszę przypominać, jak skończyło się takie działanie w obliczu całego uniwersum. Prócz tego sympatia widzów do postaci wystawiona zostaje na próbę przez charakter poszczególnych Mutantów. Profesor X oraz jego towarzysze nie mówią swobodnymi zdaniami. Przeciwnie: cedzą patetyczny bełkot, jakby w dzieciństwie na zmianę czytali “Cierpienia młodego Wertera” i prozę Sienkiewicza.

Na szczęście w X-Men: Mroczna Phoenix znajdzie się kilka dobrych scen akcji.

X-Men: Mroczna Phoenix przypomina inne widowisko tegorocznego sezonu blockbusterów, w którym pewna bohaterka zostaje obdarowana nadnaturalną siłą z kosmosu. Podobno finał filmu o Mutantach był tak ekwiwalentny z Kapitan Marvel, że twórcy na szybko dokręcili sceny w pociągu. Zresztą, podobieństw do MCU jest więcej. Pojawia się rasa zmiennokształtnych kosmitów. Nie oczekujcie po nich psychologicznej głębi, którą mogli się pochwalić Scrullowie. Kosmici stanowili w MCU alegorię uchodźców ze Wschodu. W X-Menach są złem koniecznym. Istnieją tylko po to, aby herosi mogli wyładować na nich swoje moce.

Właśnie sceny akcji oraz wykorzystanie pełnego spektrum możliwości składa się na dobry motyw filmu. Moje serce znów kradnie Evan Peters jako Quicksilver – sceny slow motion z jego udziałem pozostają niesamowite od czasów X-Men: Pierwsza klasa. Równie interesujący okazuje się wątek Magneto, który zakłada obóz dla dorosłych Mutantów. Zróżnicowane etnicznie środowisko stanowi oczywisty obraz społeczeństwa postkolonialnego.

X-Men: Mroczna Phoenix – czy warto wybrać się do kina?

Niestety, widowiska takie jak X-Men: Mroczna Phoenix mogą doprowadzić do upadku mody na kino superbohaterskie. Materia wydaje się dosyć zużyta i tylko MCU posuwa cały ten trend w przód. W nowych X-Menach brakuje oryginalność. Szkoda, ponieważ potencjał był olbrzymi. Wyszło marnie, bez grama charyzmy czy emocjonujących zwrotów fabularnych — choć warto wspomnieć, że widowisko wciąż wypada lepiej niż Ostatni bastion.

Mroczna Phoenix zamyka pewien rozdział w historii kina. Rozdział, o którym niestety szybko zapomnimy.

Moja ocena: 4/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 2

Bercik022

Szkoda, że autor nie wspomniał o jakże wspaniałej scenie przejścia mutantow przez jezdnię, taaaaka pereleczka xD totalnie nie wiedziałem co tam się działo.

PolepioneKadry

MCU widać wykupiło u Kornela promocje … Pan obiektywny krytyk zapomniał o istnieniu tak udanego i świeżego filmu jak "LOGAN" ze stajni 20th Century Fox. Paranoja. Warto by było również wspomnieć, że oprócz jedynego cudownego MCU jest jeszcze Warner i KILLING JOKE oraz Columbia/Sony i VENOM. Oba na wysokim poziomie.

Proszę czekać…