Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

RECENZJA: Ja teraz kłamię 0

Film jako labirynt. Na ile można nabrać współczesnego odbiorcę i wodzić go za nos? W takie oszołomienie, wytrącające widza ze strefy komfortu próbuje wprowadzić nas w swoim nowym filmie Ja teraz kłamię Paweł Borowski. Szkoda że na próbie się kończy, ponieważ wizualna intensywność i wykoncypowanie obrazu zdominowały koncentrację twórcy. Dostajemy pisaną na kolanie oraz pełną kalkomanii i wyłącznie prób sensotwórczej, pełną logicznych niemożliwości, arogancką zabawę. Niestety bardzo niespełnioną i symulującą intelektualną rozgrywkę z naszą percepcją.

Można nakreślić fabułę, ale z racji zamiaru twórczego, który opiera się na przedstawianiu (przestawianiu) zaprzeczających sobie obrazów i wywołaniu w nas poczucia niepewności co do pojęcia prawdy, to nieproste zadanie. Trójka celebrytów występuje w ekscentrycznym i amoralnym show o nazwie „Konfesjonał gwiazd”, gdzie opowiadają poruszające historie ze swojego życia, by wygrać pieniądze. Sprzedają swoją prywatność bez chwili zawahania. Na ich przykładzie obserwujemy interesowność i bezwzględność środowiska celebryckiego, gdzie artyzm zostaje wyparty przez pragmatyzm i współczesne potrzeby galopującego coraz szybciej, coraz bardziej wymykającego się spod kontroli konsumpcjonizmu.

Paweł Borowski ma świetne intencje prześwietlając w konwencji surrealistycznej i konsekwentnie mocno awangardowej, nie wciskając hamulca swojej wyobraźni i kreacji umowności świata, środowisko artystyczne, które dawno rozdeptało to pojęcie w biegu po uwagę i popularność. Jednak dosyć szybko w całym procesie gubienia nas gubi się i on sam. Na dodatek ta dezorientacja wynika z lichego scenariusza, w którym niepewności nam aplikowane w dużych ilościach zaczynają być nieznośne i nic niewnoszące do fabuły. Ta oczywiście ekscentryczna, pełna brawury reżyserskiej formuła, gdzie jedynym ograniczeniem Borowskiego jest jego własna wyobraźnia, bardzo nas od siebie dystansuje i nie nawiązuje z nami kontaktu. Nie chodzi o poczucie dziwności i obcości świadomie wprowadzonej przez reżysera, a o refleksje i tezy tutaj przedstawione. Brzmią one w teorii intrygującą i fascynująco, ale jednak niekończąca się procesja zapożyczeń z kina naprawdę postfabularnego irytuje. Własnej parafki filmowej szczególnie nie dostrzeżemy.

To upadek z wysokiego konia. Paweł Borowski kombinuje, stosuje różne manewry, bardzo ciekawie żongluje pojęciem prawdy i fałszu oraz granicy igrania ze współczesnym odbiorcą. Do tego nastrój i zbudowanie futurystycznego świata ciekawie kontrastuje z kondycją tu i teraz, nieodległego w czasie. Interesowność, bezczelność w komunikacji z odbiorcą, fake newsy to codzienność.

Niejasna fabuła, która nie jest błędem, a taktyką niestety tutaj staje się problemem, bo jest właśnie (o ironio!) czytelna i dosyć przejrzysta. Wiele tropów wcześniej jest pozostawionych i nieskutecznie zatartych. Patologiczne umysły bohaterów są ciekawie przedstawione, bo odegrane przez aktorów o charakterze kameleonów. Agata Buzek, Rafał Maćkowiak, Jacek Poniedziałek, Joanna Kulig, czy Maja Ostaszewska i epizodyczny, ale niewątpliwie zapadający w pamięć Janusz Chabior raz mrugają do widza okiem, raz mają śmiertelnie poważne miny i wprowadzają sporą nieprzewidywalność. Świetnie próbują otumaniać widza, trzymać w niepewności. Jednak nie mają za bardzo z czego zagrać, gdyż jest to napisane za płasko, za prosto, by stało się na poważnie polskim kinem umyślnego niezdyscyplinowania wobec zastanych narracji i przedstawicielem rozniecania buntu wobec jakichkolwiek pewników i porządku.

Ja teraz nie kłamię, Ja teraz kłamię to film o charakterze odysei po obłędzie w pięknym i dopracowanym anturażu, ale mimo wielkiej odwagi i śmiałości nieskutecznym. To prawda, film kłamie, ale nie w takim sensie jakim planował. Kłamie, że nas okłamie i zabierze ten bezpieczny grunt pod nogami. Próbuje nas nabrać na rozgrywkę intelektualną i żonglowanie naszymi zwojami. To jest hucpa udająca kontrolowaną i wątła próba gatunku mind-game oraz próba jego naśladownictwa.

Ocena: 4/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 4

ZSGifMan

Czyli film widzę jednak dosyć średni, zobaczymy jeszcze jak to będzie, gdy sam go zobaczę, ale chyba jest dokładnie tak jak się tego wcześniej obawiałem, że kolorowa wydmuszka wpisze się w porzekadło 'przerostu formy nad treścią'. A szkoda, choć jeszcze nic do końca nie jest przesądzone ;)                                              

@ZSGifMan No niestety, właśnie problem jest z brakiem balansu, że za tymi zapożyczeniami od surrealistów i panów reżyserów od mind-fucków przesłanie tak się rozłazi, jest tak czytelne – a musi być silne, przy tak silnie zbudowanym, wykreowanym świecie i wszystkich detalach.

@Bernadetta_Trusewicz To musiałbym sam zobaczyć, ale już po jakimś czasie rozeznałem się, że jeśli nie chodzi o jakieś niszowe produkcje i niezwykle 'ambitne' kino, to mamy bardzo podobne spojrzenie na produkcje głównego nurtu i jego bliskie okolice, więc skoro twoja ocena jest taka, to coraz mocniej zastanawiam się czy warto? Chyba poczekam aż będzie lecieć kiedyś w TV, tak kończą wszystkie moje potencjalnie średnie-słabe filmy, w telewizorni jak się pogapię do czegoś tam na talerzu, to tak bardzo nie boli ewentualnie (wysokie prawdopodobieństwo) zmarnowany czas ;D      

@Bernadetta_Trusewicz A jest tam jakieś przesłanie? Przesłanie trochę głębsze niż przeczytane na okładce pisma jakieś "w dzisiejszym świecie granice pomiędzy prawdą i fałszem ulegają zatarciu". Coraz bardziej irytują mnie filmy, w których jedynym intelektualnym wysiłkiem twórcy jest wsadzenie do scenariusza kilku wyświechtanych, banalnych, pseudofilozoficznych zagadnień. Reszta pracy to napakowanie obrazu jak największą ilością udziwnień i zabaw z formą, żeby ukryć fakt, że oprócz zadania znanych wszystkim pytań w 'dziele' nie uświadczymy choćby próby odpowiedzi na cokolwiek ani nowej myśli na temat jakikolwiek.

Proszę czekać…