Recenzja Lore

Polska premiera już 5 lipca.

Trochę nie po kolei, ale jest. Pierwszego dnia Festiwalu Krytyków Sztuki Filmowej KAMERA AKCJA (09.05.2013) odbył się przedpremierowy pokaz filmu Lore. Naturalnie, oddaje w wasze ręce recenzję tej produkcji.

Temat II Wojny Światowej, to studnia bez dna. Problem w tym, że z jej źródła czerpano już tak wiele razy, że świat coraz podejrzliwie i z dystansem spogląda na kogoś, kto dalej z niej korzystał. Dla Lore ze studni wzięto wodę nie by pić, lecz by obmyć nią twarz widza.

Tytułową bohaterką jest trzynastoletnia dziewczyna, najstarsza z czwórki rodzeństwa. Gdy Niemcy przegrywają wojnę w 1945 roku i dostają się pod wpływy aliantów jej ojciec i matka zobowiązani są zgłosić się do władz w celu dobrowolnego poddania się karze za działalność dla III Rzeszy. Osamotnione dzieci muszą więc na własną rękę przebyć długą, niebezpieczną drogę do Hamburga gdzie mieszka ich babcia.

Jak już wspomniałem, II Wojna Światowa jest tutaj dodatkiem; białym tłem na którym łatwiej dostrzec ciemne kształty. Cate Shortland pokazuje, zniekształcone przez obłąkane ambicje polityczne i wynikłe z tego krzywdy, postaci zwykłych ludzi. Zagubionych, okłamanych i szalonych, próbujących odnaleźć się w nowym świecie i zacząć znowu żyć.

Lore wyraźnie wskazuje, że w wojnach nie ma wygranych – każdy cierpi, a świadomość bezsensownej śmierci milionów ludzkich istnień opada na barki i szepcze złowieszczo do ucha "Kim teraz jesteś?". I właśnie na to pytanie próbuje odpowiedzieć sobie Lore.

Wyrwana z błogiej fazy dojrzewania i rzucona w dorosły, cuchnący śmiercią, zniszczony świat, Lore próbuje chwycić się czegoś co pozwoli jej spokojnie zejść w mrok dojrzałości. Niestety, mimo zakończenia konfliktu, wciąż groźne otoczenie strąca trzynastolatkę w dół i nie pozwala na chwilę wytchnienia.

Dodatkowo na plecy Lore zostaje zrzucona odpowiedzialność za czwórkę jej rodzeństwa; Jürgena, Günthera, Liesel i kilkumiesięcznego Petera. Jeszcze większe zamieszanie w głowie dziewczyny wywołuje pojawienie się na ich drodze Żyda Thomasa, który ratuje dziecięcą grupkę przed zdemaskowaniem przez amerykańskich żołnierzy. Wszystko to powoduje, że osobowość Lore pęka, kruszy się i rozpada, a sama dziewczyna nie nadąża z układaniem brakujących elementów.

Saskia Rosendahl w swoim debiucie zaliczyła świetny performance i w mistrzowski sposób wykreowała postać zagubionej, zmuszonej do bycia odważną, nastolatki.
Pozostając przy dobrych występach należy także pochwalić Ursine Lardi, grająca załamaną matkę, która po śmierci fuhrera traci wolę życia i odseparowuje się od świata oraz Kai-Petera Maline, który, choć bez fajerwerków, rolą Thomasa uzupełniał i pchał do przodu fabułę.

Na oklaski zasługują również wyśmienite zdjęcia, które niemal pozwalają poczuć się jak uczestnik filmowej wyprawy po zniszczonych i ogarniętych chaosem Niemczech.

Jedynym moim zastrzeżeniem jest miejscowa toporność akcji. W pewnych momentach film niesamowicie zwalnia by nagle pokazać coś zupełnie zaskakującego. Mimo wszystko owe zaskakiwanie niekoniecznie jest tutaj plusem. W niektórych momentach widz nie jest w ogóle przygotowany na kolejny przełom i zaskoczenie przeradza się w oszołomienie. Można to trochę porównać do jazdy samochodem stałą prędkością i niezauważenia progu zwalniającego.

Podsumowując, Lore to, warty zainteresowania, film z prostą, ciekawą historią, wyśmienitą główną bohaterką i świetnym, poruszającym obrazem skutków wojny.

Marcin Darski

marian-pisze.blogspot.com

Źrodło: Google, festiwal Kamera Akcja


Marcin Darski
Nonkonformista. Samozwańczy krytyk i przyszły autor bestsellerów. Prowadzący bloga Jay's World.