Miłość wszystko zwycięża? „Chemia” Bartosza Prokopowicza

Czy w obliczu śmiertelnej choroby, która zmusza człowieka do tego, by przewartościować całe swoje życie, ma on prawo do szczęścia i do miłości – i czy jest jeszcze do niej zdolny? A może właśnie miłość jest jedyną rzeczą na świecie, która pozwoli żyć do końca pełnią życia? Tylko czy zdoła przetrwać trudne chwile, nie wygaśnie, gdy druga osoba zacznie się poważnie zmieniać…

U Leny (Agnieszka Żulewska) został zdiazgnozowany rak piersi. Zwalnia się z pracy, postanawia żyć intensywnie każdą chwilą. I wtedy poznaje Benka (Tomasz Schuchardt) – depresyjnego mężczyznę, który myśli przede wszystkim o śmierci i popełnieniu samobójstwa. Między dwojgiem ludzi rodzi się uczucie, które z powodu choroby kobiety wystawione zostanie na wielką próbę.

Chemia wbrew swojej tematyce zaczyna się dość cukierkowo. Klimat niczym z teledysku muzyki pop, w scenach pomiędzy bohaterami pojawia się zresztą niewiadomo dlaczego wykonawczyni piosenek do filmu Natalia Grosik z zespołu Mikromusic. Do tego wyznania za pomocą rymowanek typu „kocham, kto tam?”, sceny miłosne niczym z hollywoodzkich komedii romantycznych i kiepskie dialogi głównych bohaterów. Nie byłoby to jednak zarzutem, a cały film miałby zwyczajnie nastrój groteskowy, gdyby nie to, że stylistyka i atmosfera filmu ulega kompletnemu przewartościowaniu w drugiej jego części.

Film był inspirowany historią zmarłej żony Bartosza Prokopowicza, Magdy, założycielki Fundacji Rak’n’Roll. Scenariusz Katarzyny Sarnowskiej i Prokopowicza nie jest jednak zapisem autobiograficznym, jest uniwersalną opowieścią o miłości jako najważniejszej rzeczy w życiu człowieka. Niemniej ważny wątek Chemii – urodzenie dziecka przez osobę chorą na raka – oparty jest właśnie na historii Bartosza i Magdy Prokopowicz, którzy zdecydowali się na ten trudny krok.

Nie można odmówić obrazowi emocji, nie brakuje w nim scen, które działają jak prawdziwe wyciskacze łez. Podstawowym problemem filmu jest jego niespójność stylistyczna: nie jest ani komedią, ani dramatem obyczajowym, ani musicalem. Widać, że gubili się w tym także aktorzy – zarówno Żulewska, jak i Schuchardt są mało przekonywujący, tak, jakby sami nie wiedzieli, czy mają grać poważnie, czy komediowo. Najlepszą rolę stworzyła Danuta Stenka w roli silnej, empatycznej lekarki, która pomaga Lenie w okresie ciąży.

Miłość w obliczu choroby to temat, który niezależnie od wartości samego filmu musi wpływać na uczucia odbiorców. Zwłaszcza, gdy bohaterami są młodzi ludzie, a dodatkowo scenariusz inspirowany jest prawdziwą historią. Jednak w przypadku Chemii nie do końca wiadomo, czy mamy ją traktować na poważnie, czy z przymrużeniem oka, śmiać się, czy płakać. I z jednej strony żal nam bohaterów, z drugiej – są oni tak nieautentyczni, że ciężko nam się utożsamić z ich historią.

podpis pod obrazkiempodpis pod obrazkiem

Film miał swoją premierę 4 lipca podczas 50. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Karlowych Warach, w polskich kinach będzie można go oglądać od 2 października.