RECENZJA: Marzenie szaleńca

Dwie bliźniacze wieże World Trade Centre, pomiędzy nimi rozpięta stalowa lina, po której z lekkością chodzi linoskoczek. Niewiarygodna opowieść, charyzmatyczny człowiek i szalona idea, która sprawiła, że niemożliwe stało się możliwe. A to wszystko za sprawą Philippe Petit, francuskiego artysty, którego marzeniem życia stało się przejście pomiędzy dwoma najwyższymi budynkami świata. Bez zabezpieczenia i asekuracji pokazał, czym jest szaleństwo i niezmierzona odwaga.

Robert Zemeckis sięgnął po prawdziwą historię, która echem obiegła cały świat, kiedy w 1974 roku Petit kilkukrotnie przeszedł pomiędzy wieżami. Jednak to nie pierwszy raz, gdy świat filmu sięga po te nieprawdopodobne wydarzenia. James Marsh w Człowiek na linie zgromadził członków ekipy pomagającej linoskoczkowi oraz samego Philippe, aby w dokumencie opowiedzieć o przygotowaniach i postępie akcji. Sumiennie wysłuchiwał się wypowiedziom dojrzałych ludzi, którzy kilka lat temu zwariowali na punkcie idei jednego człowieka. Zemeckis nie odchodzi od dokumentalnego sposobu opowiadania. Podobnie jak Marsh oddaje głos Petitowi (Joseph Gordon – Levitt), który, stojąc na Statui Wolności, z daleka przygląda się ukochanym wieżom i wspomina dokonanie życia.

The Walk. Sięgając chmur przywodzi na myśl historię Billy’ego Elliota Stephena Daldry, chłopca zafascynowanego tańcem – owocem zakazanym – przeznaczonym tylko dla dziewczynek. Elliot w konserwatywnej angielskiej społeczności po kryjomu spełniał swoje marzenia, nie poddawał się i dążył do celu. Podobną determinację widać u Petita, który jako dziecko zafascynował się akrobatyką i chodzeniem po linie, a z każdym rokiem stawiał sobie coraz większe wyzwania. To szaleństwo, które zasługuje na podziw nie tylko ze względu na fakt, że mężczyzna ryzykował życia, ale również łamał wszelkie istniejące prawa.

Wydarzenie to zostaje odtworzone w iście hollywoodzkim stylu. Podniosła atmosfera, narastające napięcie i uczucie balansowania na granicy są stale obecne. Przerysowane sytuacje, w które trudno uwierzyć, dopóki nie sprawdzi się, że są prawdziwe. Fenomenalnie zrekonstruowane World Trade Center zapierają dech w piersi, trudno też oprzeć się wrażeniu stania wraz z bohaterami na granicy świata. I choć z powodzeniem można wyłapać kilka technicznych niepowodzeń i brak dbałości o szczegóły (krwawiąca stopa nie pozostawia śladów na linie), to szalona twarz Josepha Gordona – Levitta całkowicie odciąga od nich uwagę. Aktor tworzy show, wiernie oddaje gesty czy mimikę Petita, a co najważniejsze skutecznie wciąga w szalony świat realizowania marzeń za wszelką cenę.

The Walk tworzy aurę podniosłości i wyjątkowości, zachwyca technicznym dopracowaniem i odwzorowaniem wydarzeń. I kiedy Petit wykonuje swój le coupe na linie, można przecierać oczy z niedowierzania, uśmiechać się ironicznie na myśl o bujnej wyobraźni amerykańskich twórców, jednak przy odrobinie przerysowania Zemeckis oddaje istotę rzeczywistych wydarzeń. To film, który zakrawa na fabularny dokument z nutką dramatyzmu i hollywoodzkiego tupnięcia.