RECENZJA: Spielberg kroczy po Moście szpiegów

Kameralne kino z hollywoodzkim rozmachem jest możliwe. Efekty specjalne schodzą na drugi plan, a u sterów opowiadanej historii zasiadają charyzmatyczni bohaterowie, którzy wrzuceni w wir wydarzeń, potrafią, bez emfazy i pompatycznego rozedrgania, chwycić za gardło i trzymać w napięciu. Steven Spielberg nie bawi się patetycznym tonem, nie wystawia laurki bohaterskim Amerykanom, potępiając sowieckie poczynania. Kontrastuje górnolotne ideały i umiłowanie demokracji z radykalnymi postawami, dzięki czemu Most szpiegów nie obfituje w zero jedynkowych bohaterów, a daje szansę na wybrzmienie szpiegowskich nastrojów okresu Zimnej Wojny.

Po filmie nie należy się spodziewać szaleńczego tempa, głośnych wystrzałów czy zapierających dech w piersiach pościgów, które dobrze znanym z kina Guya Ritchiego (Kryptonim U.N.C.L.E) czy serii o Jasonie Bourne’ie. Mimo wszystko jest to film szpiegowski, a gra toczy się o najwyższą stawkę, czyli o informacje. W tym wypadku znalazły się one w rękach wroga w postaci schwytanych szpiegów, których należy wydostać z radzieckiego więzienia.

Okres Zimnej Wojny stanowi doskonały materiał na film. Bohaterscy ludzie, karkołomne zadania i zagadki do rozwikłania niosły w sobie tajemnice i odwagę. Aż trudno uwierzyć, że człowiek był w stanie poświęcić swoje życie w imię patriotycznych wartości. Spielberg w swojej fabule sięgnął po wydarzenia z 1957 roku, kiedy Rudolf Abel (Mark Rylance), urodzony w Wielkiej Brytanii rosyjski szpieg, został aresztowany w Stanach Zjednoczonych za działalność wywiadowczą. Brak twardych dowodów i naginanie granic prawa nie mają znaczenia, ponieważ wyrok zapada jeszcze przed rozpoczęciem procesu sądowego.

Amerykańskie wartości, głośna wiara w sprawiedliwość i przestrzeganie konstytucyjnych praw przestają mieć znaczenie. Tak łatwo uwypukla się podział na „my i oni”, dobrzy i źli, pokazując, że prawo do uczciwego procesu nie jest dla wszystkich. Dlatego rząd Stanów, aby przedstawić się z dobrej strony, przydziela Ablowi obrońcę – prawnika zajmującego się ubezpieczeniami. James Donovan (Tom Hanks) staje się przedstawicielem na papierze. Ambitnemu adwokatowi nie podoba się takie zepchnięcie na margines, dlatego postanawia walczyć o ideały, w które wierzy.

Most szpiegów dzieli się na dwie części: amerykańską i europejską. Sądowy proces Abla, a raczej jego brak, przedstawia jednostkową batalię o przestrzeganie konstytucyjnych praw wobec każdego człowieka. Walka o sprawiedliwe traktowanie szpiega sprawia, że Donovan staje się wrogiem publicznym. Mimo wszystko okazuje się skutecznym i zapobiegliwym prawnikiem, który po wpadce amerykańskiego agenta Francisa G. Powersa (Austin Stowell), staje się głównym negocjatorem pomiędzy wrogimi państwami. To właśnie berlińska część opowieści obfituje w narastające napięcie i niepokojący chłód ludzkich relacji.

Ponure ulice komunistycznego Berlina, brzydkie pokoje i przytłaczające zimno stają się scenerią walki o życie dwójki amerykańskich obywateli: wyszkolonego pilota oraz studenta ekonomii. Spielberg nie pociąga za wyszukane emocjonalne struny, nie roztacza atmosfery jednostkowej krucjaty, dzięki czemu kreuje rzetelne, nieco old schoolowe kino w stylu noir. Nocne miasto i rozmowy relatywizujące pojęcie dobra i zła nadają Mostowi szpiegów szerszy, społeczny kontekst.

Jednak to Tom Hanks jest najjaśniejszą stroną tego mrocznego obrazu. Aktor już niejednokrotnie udowodnił, choćby w Cast Away czy w Kapitanie Phillipsie, że ma niesłabnące pokłady charyzmy i energii niezbędne do uniesienia fabularnego ciężaru historii. Powściągliwy i wyważony z silnymi moralami jest nośnikiem pytań o sprawiedliwość, wytrwałość i obowiązek. Mark Rylance nie ustępuje mu ani na krok w tej aktorskiej potyczce, dzięki czemu ich służbowa relacja nabiera barw.

Można mieć filmowy Spielberga za złe kilka przerysowanych scen (reakcje ludzi na artykuły w prasie) czy sentymentalne zakończenie, ale stają się one nośnikiem informacji czy zjawisk, bez których film straciłby społeczny kontekst. Dlatego nie zabrakło ślubowania wierności amerykańskiej fladze czy sportretowania siły mediów w kreowaniu bohaterów i wrogów. Most szpiegów to kino skromne, o ludziach i wierności przekonaniom. A trio Spielberg Hanks Kamiński (zdjęcia) po raz kolejny odnosi sukces.

Ocena: 8/10