RECENZJA: Spotlight

Tom McCarthy nie chce wywoływać skandalu. Nie rzuca rękawicy Kościołowi katolickiemu, nie burzy się i nie krzyczy. Z precyzją naświetla temat molestowania dzieci przez księży. Ale jego film to przede wszystkim hołd dla skrupulatnej i żmudnej pracy dziennikarskiej. Spotlight przedstawia wzniosłe ideały, który przyświecały reporterom, podkreśla ich zaangażowanie i etykę w czasach zanim tabloidy i tania sensacja w pełnej krasie wkroczyły na scenę.

Spotlight to nie jest film dla sportu. Zadziwiająco w nim mało łopatologii, emocjonalnego szantażu czy rozhasanych wizualnych paraboli. Twórcy nie rzucają na prawo i lewo krzykliwych haseł o okrutnym Kościele, nie budują chwytliwych headlinearów, ale tworzą obraz spójny, który konsekwentnie podąża obraną drogą. Reżyser prowadzi widzów po krętej ścieżce, przygotowując elektryzującą opowieść, która wciąga nas w świat reporterskiego śledztwa. I choć nie jest to kryminał czy thriller, napięcie nie pozwala ani na chwilę oderwać oczu od ekranu, a oszczędna forma w pełni pozwala błyszczeć zespołowi aktorskiemu.

Dziennikarze Spotlight występują jako team, który składa się z pewnych siebie indywidualności. Sascha (Rachel McAdams), Matt (Brian d’Arcy James), Robby (Michael Keaton) i Mike (genialny Mark Ruffalo) zakopują się w aktach, siedzą w archiwach i bibliotekach, biegają na spotkania z ofiarami. Poświęcają się idealistycznym podejściu do swojej pracy, tracąc życie prywatne. Choć stają się jednowymiarowymi postaciami, którym brakuje pogłębienia, to doskonale pasują do opowieści, w której sprawa jest najważniejsza. Bohaterowie pojawiają się tutaj w służbie tematowi, wypełniają precyzyjny scenariusz, w którym sporo myślowej gonitwy i krwistych dialogów.

Film reżysera Spotkania w głównej mierze opiera się na słowie. Skromna forma powściągliwej kamery, która trochę z boku obserwuje zmagania reporterów, pozwala w pełni wybrzmieć etosowi ich pracy. Duża siła Spotlight tkwi w jego powściągliwości i wyważeniu emocji. McCarthy sprawia, że samemu chce się chwycić za pióro i z zaangażowaniem napisać artykuł, choćby do lokalnej gazety. Bo ten film nie awanturuje się, nie bulwersuje, a uczy tego, jak robić dobre kino w oparciu o prawdziwe historie.

Ocena: 7,5/10