RECENZJA: Subtelność

Wiosna Filmów rozkwitnie już jutro. Jeżeli jeszcze ktoś nie zamknął swojego festiwalowego rozkładu jazdy, niech koniecznie dopisze film Subtelność. Entuzjaści spokojnych historii o niespokojnych emocjach i stęsknieni doszczętnie dobrze napisanych scenariuszy, zgrzeszą ciężko jak nie pójdą.

Przewrotnie jest już od początku. Nasz bohater nie robi nic, byśmy byli jego sprzymierzeńcami, czy dopingowali mu w czymkolwiek. Właściwie Michel jest w pierwszej warstwie poznawczej nieciekawy. Sędzia, niespecjalnie kontaktowy i wycofany, nie wygląda jakby zamierzał zdobyć czyjąkolwiek sympatię. Przed nim kolejny proces, w który mamy wgląd od początku do końca. Rozprawie sądowej towarzyszy niewzruszona mina sędziego, a wszystkie plotki o niewrażliwości jego postaci, z każdą minutą procesu zdają się potwierdzać. Na Sali siedzi Ditte – jak się powoli dowiemy – zaistniała już kiedyś w jego życiu, tutaj jest ławnikiem. Nic nie sugeruje, by w tej chłodnej glebie wykiełkowała jakakolwiek ciepła historia.

Spoiler filmu tkwi już w tytule – Subtelność. To film subtelny, pełen niuansów, dla uważnych detektywów emocji. Zawierzający rzeczywistości i rozkochujący w swoim niespiesznym tempie widza.* To dzieło satysfakcjonujące intelektualnie. Kino nieposzukujące nowych form i innowacyjnych metod wypowiedzi desperacko i w afekcie. Subtelność odnajduje się w rozsądku, precyzji, traktuje film jako opowiadanie.* Nie hołduje wyłącznie idealnej nawierzchni i kaligrafii. Lubi esy – floresy i przypadkowość. Nie odnosi się w tym eksperymencie do formy, ale do inwazji na życie zwykłego obywatela.

Jest w tym filmie mnóstwo wczorajszego kina, która nie chce nas osaczyć bodźcami i zaskoczyć zaskoczenie zaskoczenia. Subtelność miłuje dialog, jest szczerze zainteresowana swoimi bohaterami i zaspokaja się skromnymi, ale przepięknymi metaforami – to nieprzypadkowo proces na sali sądowej jest głównym miejscem akcji. Wszystko jest procesem – ważne rzeczy nie żywią się błyskawicznością. Zauważmy, że pewna alegoria dotyczy też samego aktu osądzenia. Społeczeństwo osądziło już charakter naszego bohatera – dumny, nieczuły, pewnie niezdolny do zachwytów i empatii. Ciąg dalszy każe nam zaktualizować swoją opinię. Tylko uczestnicy pewnych wydarzeń wiedzą jak jest, a świadkowie nie zawsze świadczą prawdę. Bliźniaczo jak akurat w tej sprawie sądowej, która rozgrywa się na naszych oczach.

W Subtelności jest jeszcze jedno wygasające coraz częściej w kinie, uczucie empatii do bohatera zwyczajnego. Odkrywanie życia emocjonalnego i drążenie nie tylko w aspołecznym artyście, postaci w oczywisty sposób nobilitowanej do wielkich i żywiołowych scenariuszy, a w takiej sobie pielęgniarce i w takim sobie sędzi.

Miłość staje się tematem filmu, a nie jest nim od początku – to wrażenie udaje się wywołać z ogromnym wyczuciem. Życie nie wstrzymuje oddechu, kiedy pojawia się wyjątkowa osoba, a trwa dalej, najczęściej niewzruszone. To wątek miłosny jest przy okazji codzienności, a nie odwrotnie. Nikt nie dostaje zwolnienia z pracy z powodu uczucia. I ta delikatność staje się siłą filmu.

Subtelność jest rasową i dojrzałą historią miłosną (albo historią może miłosną – pozwala sobie na ten naturalny dla życia pierwiastek wątpliwości) bez wyparcia wiarygodności i podporządkowania uczuciu wszystkiego. Ten realizm i tak zyskuje rumieńce, a romantyzm nic nie traci z siebie przez relacje z powszedniością.

Nasza ocena: 9/10