WIOSNA FILMÓW: Tajemnice Bridgend

Z dużym mrokiem, informacyjną powściągliwością i artystycznym zacięciem Jeppe Rønde snuje swą opowieść. Momentami popada w uwielbienie nad formalną stroną, w której górę przejmują piękne kadrowanie i muzyka wprawiająca w rozedrganie, aby opowiedzieć o tajemniczych samobójstwach młodzieży z małego miasteczka. Walijski las w swym mroku i tajemnicy jest bliższy baśniom braci Grimm, choć do bajkowej aury i zmyślnego moralizowania bardzo mu daleko.

Bridgend to miasteczko osamotnione, zatopione w ponurej atmosferze, które nie napawa optymizmem. Ludzie żyją tu w małej społeczności, ale odlegli od siebie. Jedynie młodzież w szaleńczej burzy hormonów odnajduje ukojenie w mocno zakrapianych imprezach i wspólnych wyprawach do lasu. Sara (Hannah Murray) przybywa do miasta wraz z ojcem policjantem. Po latach musi na nowo odnaleźć swoje miejsce i wkomponować się w rozszalałe emocje. Czy jako outsiderka, człowiek z zewnątrz odkryje tajemnice mrocznego lasu, w którym co miesiąc młody człowiek wiąże sobie pętlę na szyi?

W Tajemnicach Bridgend nic nie jest oczywiste. Całość spowita jest aurą grozy, mgły i niewypowiedzianych pretensji. Młodzież przyjmuje postawę nihilistyczną, buntuje się przeciwko dorosłym, którzy zajęci swoimi sprawami nie zwracają uwagi na ich problemy. Wielu dotyka fala bezradności, znajdująca ujście w agresji czy całkowitej obojętności. Reżyser nie szuka uzasadnień zachowań, nie buduje portretów psychologicznych, zatapia się raczej w psychodelicznej powściągliwości i poszarpanej fabularności.

Rønde nie daje odpowiedzi na zadawane pytania. Buduje swój film na wątpliwościach, napięciu, pozostawiając najważniejsze momenty gdzieś poza kadrem. Przez to Tajemnice Bridgend w dużej mierze opierają się na wrażeniach i poczuciu zagrożenia. Do tego muzyka Karsten Fundal z elektronicznym brzmieniem przywodzi na myśl filmy Nicolasa Refna. Wkręca się aż do trzewi i emocjonalnie rezonuje, nie pozostawia obojętnym. I choć momentami widać, ze Rønde upaja się wizualnymi rozwiązaniami i tworzeniem metafor, film trzyma w napięciu i zaskakuje od początku do końca.

Tajemnice Bridgend nie są filmem pozbawionym wad: nieadekwatne dialogi, nachalna symbolika i oderwanie fabuły od czasu, jakby dana historia miała zyskać uniwersalny wydźwięk. Nie można im jednak odebrać wizualnego porządku i spójnej koncepcji tajemnicy unoszącej się nad walijskim lasem samobójców. To reżyserska impresja na temat młodzieńczej seksualności, poszukiwania i zagubienia.

Ocena: 6/10