Recenzja muzyki Indiany Jonesa 4!

Prezentujemy recenzje muzyki napisanej gościnnie przez kolegę z soundtracks.pl

Na kolejną odsłonę serii o Indianie Jonesie, jej twórcy Steven Spielberg i George Lucas kazali czekać widzom blisko 20 lat. Po latach bezustannych podchodów i domysłów, produkcja wreszcie ruszyła i nowy film trafił do kin. Choć w ekipie tworzącej „Królestwo Kryształowej Czaszki” znalazło się sporo nowych twarzy, jedna – jakże ważna dla serii – pozostała ta sama. Chodzi oczywiście o Johnna Williamsa, kompozytora, który dał opowieściom o Indianie Jonesie unikalne brzmienie a samemu bohaterowi jeden z najwspanialszych i najlepiej rozpoznawanych tematów muzycznych.

Jak w kontekście poprzedników wypada najnowsza partytura? Nie ulega wątpliwości, że jest inna. Po pierwsze, odzwierciedla zmiany, które zaszły w stylu Williamsa przez ostatnie kilkanaście lat, przy czym jedni mówią o tym, jako o ewolucji i rozwoju kompozytora, inni o spadku formy. Po drugie, nowy film już nie jest opowieścią przygodową rodem z seriali lat 30tych. Mamy lata 50te, zimną wojnę, rock’n’rolla i siwe włosy na głowie bohatera. Konwencja opowieści się zmieniał i za nią podążyła muzyka.

Album otwiera znany z „Poszukiwaczy zaginionej Arki” marsz, który wprowadza słuchaczy w znaną rzeczywistość. Następne trzy utwory stanowią przedstawienie najważniejszych nowych tematów odcinka. „Call of the Crystal” reprezentuje tytułowy artefakt, którego tajemnicę odkrywają bohaterowie. Utwór rozpoczyna się tajemniczą, hipnotyczną melodią. Jest to prosty motyw, przypominający ten z „Nagiego Instynktu” Goldsmitha. Podobieństwo umacnia obco brzmiące, syntetyzowane brzmienie. Prawdziwą gratką jest jednak jego stylizacja na muzykę ze starych thrillerów sci-fi. Z dzisiejszej perspektywy kiczowata, tu sprawdza się idealnie, stanowiąc bardzo mocny punkt albumu. Jest to też najpowszechniej obecny na ścieżce temat. Szczególnie ciekawie wypada w niepokojącym wokalnym wykonaniu w utworze „Oxley’s Dilemma”.

„Adventures of Mutt” to z kolei motyw przygodowy towarzyszący jednemu z nowych bohaterów. Jest to wesoły, dynamiczny utwór, odwołujący się do tradycji takich scorów Williamsa, jak np. „Hook”. Spokojny i utrzymany w niskich rejestrach „Irina’s Theme” jest dokładnym przeciwieństwem tematu Mutt’a. Stonowana, acz wyrafinowana melodia dyskretnie nawiązuje do twórczości rosyjskich kompozytorów, nie uciekając jednak we wschodnie instrumentarium. Nietypowym akcentem tej kompozycji jest natomiast otwierający ją saksofon.

Tak pokrótce przedstawiają się najnowsze tematy. Choć próżno takich szukać wielu współczesnych ilustracjach, daleko im jednak do tych z poprzednich części cyklu. Czuć to szczególnie w momentach, gdy stare tematy wracają. „Spell of the Skull” otwarty zostaje motywem Arki żywcem wyjętym z „Map Room, Dawn” z „Poszukiwaczy”. Powracają również temat Grala (nieobecny na albumie) oraz temat Marion (tu słyszany w „Raiders March” oraz „Finale”). Dla znających poprzednie soundtracki takich smaczków jest jeszcze więcej.

Przygodom archeologa zawsze towarzyszyła pełna werwy muzyka akcji. Tak jest i tym razem, choć ją również dzieli daleka droga od tej, do której kompozytor przyzwyczaił kiedyś swoich słuchaczy. Dawniej pełna stopniowo rozwijanych melodii, teraz pędząca na złamanie karku i chaotyczna. Pierwszym utworem akcji jest „Snake Pit” i jest to bardzo żywiołowy i humorystyczny utwór, jeden z tych bardziej melodyjnych. Podobnie pogodny jest „A Whirl through Academe”, w którym Williams cytuje znany studentom „Gaudeamus igitur”. „Jungle Chase” to utwór bardziej na serio, nawet mimo, że jego jedną trzecią stanowi fragment „The Adventures of Mutt”. Poza nim słyszymy tu groźnie brzmiące marszowe rytmy, wyjątkowo energiczne wykonania tematu Iriny oraz bardzo ciekawą wariację na temat Indiany Jonesa.

„Grave Robbers”, choć jest utworem akcji, prezentuje zupełnie odmienny biegun Williamsowkiego stylu. Oparty w dużej mierze na instrumentach perkusyjnych, uderzeniach fortepianu i egzotycznych fletach stanowi novum w muzycznym świecie Indiany. Dochodzimy tu do kolejnej cechy, która różni ten album od poprzednich. Williams pokaźnie czerpie w nim ze stylistyki swoich dwóch ostatnich prac, czyli „Wojny Światów” i „Monachium. Podobieństwa są zarówno w formie, jak i w melodiach. „Hidden Treasure and the City of Gold” zawiera dosłowny cytat z „Wojny Światów”, a dokładnie z utworu „Interection Scene”. Na pocieszenie muszę dodać, że fragment ten zostaje rozwinięty w sposób tak rewelacyjny, że bije na głowę oryginał. Cień tego filmu jednak nie odstępuje od najnowszej partytury aż do punktu kulminacyjnego. „Secret Door and Scorpions”, „Temple of Ruins and the Secret Revealed” i „The Departure” to kolejne zaskakująco ciężkie i poważne utwory. Williams nie idzie na rękę słuchaczowi i zamiast efektownych, ale prostych melodii, serwuje mało melodyjne, ale perfekcyjnie skonstruowane ilustracje, którym bliżej jest do jego prac pozafilmowych. Część z słuchaczy uzna je pewnie za obniżanie standardów, ja jestem jednak zdania, że jest to jeden z tych fantastycznych elementów, które zaoferować może dopiero dojrzały artystycznie Williams. Szczególnie polecam finał „The Departure”. Mistrzostwo.

Skoro jesteśmy przy finale, „Finale” rozpoczyna delikatnie zagrany temat Marion. Zgodnie ze starym zwyczajem przechodzi w marszowy temat Indiany, by ten z kolei rozpoczął suitę pozostałych tematów. Na pierwszy ogień idzie motyw Iriny z fantastycznym, skocznym, tradycyjnie rosyjskim rozwinięciem. W tym nastroju muzyka przeskakuje do tematu Mutta, by wrócić zaraz do Marion i wreszcie zakończyć ponownie na temacie Jonesa. Tu Williams przygotował kolejną niespodziankę – alternatywne wykonanie marszu, gdzie poszczególne jego sekcje grają przeciwne instrumenty.

Do mniej przyjemnych niespodzianek należą niestety mniejsze lub większe podobieństwa do różnych innych albumów Williamsa z ostatnich lat. Większość jego ostatnich prac była stosunkowo oryginalna i nawet podobieństwa stylistyczne nie uprawniały do czynienia mu specjalnych zarzutów. Tym jednak razem podobieństwa i pożyczki są na tyle istotne, że trudno to puścić bokiem. Sprawne ucho z łatwością wychwyci konkretne nawiązania i powtórki oraz wskaże ich pochodzenie. O ile stylistykę rodem z „Wojny Światów” da się wytłumaczyć, inne przypadki każą przypuszczać, że kompozytor zaczyna na nowo wymyślać te same melodie i rozwiązania. Jest to najpoważniejszy minus albumu, który – choć sam w sobie zasługiwałby na mocną czwórkę – będzie musiał zadowolić się „jedynie” 3,5. Jak na przygodę Indiany Jonesa jest to spory zawód, choć muzyka z całą pewnością zła nie jest. Kilka utworów jest naprawdę rewelacyjnych, sporo po prostu niezłych, a do tego możemy doliczyć jeszcze całkiem interesujące tematy. I wszystko to oczywiście w bogatej aranżacji. Innymi słowy, danie nie jest nowe, lecz nadal smakuje.

Ocena: 3,5 GWIAZDKI NA 5

Autor recenzji: Krzysztof Ruszkowski (Soundtracks.pl) – recenzja gościnna

Kompozytor: John Williams
Wydawca: Concord Music Group
Rok wydania: 2008
Tracklista:

01. Raiders March (5:06)
02. Call of the Crystal (3:49)
03. The Adventures of Mutt (3:12)
04. Irina’s Theme (2:26)
05. The Snake Pit (3:15)
06. The Spell of the Skull (4:24)
07. The Journey to Akator (3:07)
08. A Whirl Through Academe (3:34)
09. Return (3:12)
10. The Jungle Chase (4:23)
11. Orellana’s Cradle (4:22)
12. Grave Robbers (2:29)
13. Hidden Treasure and the City of Gold (5:14)
14. Secret Doors and Scorpions (2:17)
15. Oxley’s Dilemma (4:46)
16. Ants! (4:14)
17. Temple Ruins and the Secret Revealed (5:51)
18. The Departure (2:27)
19. Finale (9:20)

Total Time: 77:30

!http://gfx1.fdb.pl/bca7ds(Okładka albumu soundtracka Indiany Jonesa i Królestwa Kryształowej Czaszki )!