Debiut Levine'a w końcu z premierą w USA

Z naszego punktu widzenia ta sprawa może wydawać się błaha, bo film Wszyscy kochają Mandy Lane do polskich kin nie zawitał i już nie zawita. Był w telewizji i można go obejrzeć u kilku usługodawców VOD. Jednak warto się pochylić na chwilę nad tym filmem, bo dzisiaj, gdy jakiś obraz trafia do kin po 7 latach od daty powstania, to jest to przeważnie jego re-premiera lub premiera 3D.

Jest wrzesień 2006 roku, na festiwalu w Toronto szerzej nieznany debiutant Jonathan Levine prezentuje swój pełnometrażowy debiut w sekcji Mindnight. Slasher All the Boys Love Mandy Lane okazuje się niespodzianką. Na tego typu festiwalach rzadko prezentuje się horrory, a tu krytycy nie szczędzili pochwał, twierdząc, że to najlepszy film z tego gatunku ostatnich lat. Zaraz po premierze rozpoczęła się całonocna walka o prawa do dystrybucji, które ostatecznie wygrał Dimension Films (należący do The Weinstein Company) za 3,5 miliona dolarów, co jak na film wyprodukowany za 600-750 tysięcy dolarów jest kwotą dużą. Premierę kinową zapowiedziano na 2007 rok.

Jednak ostatecznie do niej nie doszło, gdyż Dimension Films z powodu gigantycznej klapy finansowej "Grindhouse" Tarantino i Rodrigueza zrezygnował z wypuszczenia do kin niemal wszystkich planowanych horrorów, a to, że All the Boys Love Mandy Lane na pokazach testowych zbierał raczej przeciętne recenzje, sprawiło, że prawa dystrybucyjne odsprzedano Senator Entertainment US, amerykańskiemu oddziałowi niemieckiej firmy, która z filmu Levine'a planowała zrobić swój wielki start na nowym rynku. Znów na planach i zapowiedziach się skończyło, bo Senator Entertainment US szybko splajtował.

Teraz przenieśmy się do teraźniejszości. W piątek ogłoszono, że prawa do Wszyscy kochają Mandy Lane wróciły do macierzystego dystrybutora, czyli The Weinstein Company, dokładnie do spółki tejże firmy, RADiUS-TWC. Wszystko rzekomo za sprawą wiceprezesa RADiUS-TWC, Toma Quinna, który w rozmowach zawsze podkreśla, że to jego ulubiony horror, którego losy śledził przez te wszystkie lata, aż w końcu udało mu się pozyskać prawa.

Jednak trudno uwierzyć w to, że film zostanie wprowadzony do kin po 7 latach tylko dlatego, że jeden z szefów ma takie widzimisię. Na pewno duża zasługa we "wskrzeszeniu" Wszyscy kochają Mandy Lane stoi po stronie reżysera. Jonathan Levine, dzięki kolejnym dwóm filmom – The Wackness (2008) oraz Pół na pół (2011), stał się niezwykle szanowanym twórcą kina niezależnego. A kropkę nad "i" postawił blockbusterem Wiecznie żywy.

Kolejną sprawą jest to, że od czasu premiery, Wszyscy kochają Mandy Lane stał się filmem kultowym. Zyskał tak sporą rzeszę fanów, że w 2010 roku był wyświetlany na Comic-Con w San Diego. Właśnie wtedy reżyser i główna aktorka Amber Heard obiecywali fanom, że film doczeka się premiery kinowej w Stanach, choć dokładnej daty nie podali. Dzisiaj Jonathan Levine nie kryje szczęścia i spełnienia tym, że jego debiut w końcu trafi do kin.


Piotr Biernacki
Fan amerykańskiego kina niezależnego.