Black Bear Filmfest: Dzień 2

Drugi dzień Black Bear Filmfest przyniósł chyba najbardziej oczekiwany, co zresztą było widać po frekwencji, film festiwalu, czyli Tom. Xavier Dolan po raz kolejny udowadnia, że jest jednym z najciekawszych reżyserów, jacy pojawili się w ostatnich pięciu latach. Z soboty na uwagę zasługują także krótkometrażówki. Kilka z nich jest całkiem dobrych.

Jednak zacznijmy od złego. Na Black Bear Filmfest pojawiła się chińska superprodukcja w 3D Młody detektyw Dee i potwór z głębin morskich. Nie ma co ukrywać, jest to mierny film. Państwo Środka, chcąc zawojować światowe rynki, sięga po sprawdzone narzędzia Hollywood, dodając swój folklor. Wychodzi to dosyć żenująco – fabuła przewidywalna, dialogi banalne. Na uwagę zasługuje jedynie fakt, że Chińczycy czynią kolejny postęp w tworzeniu efektów specjalnych, ale pozycja Fabryki Snów wydaje się być niezagrożona.

Na festiwalu można było obejrzeć w końcu pierwszy horror, czyli słowackie Zło. Połączenie hiszpańskiego [Rec] z Paranormal Activity może zaskoczyłoby w 2006 roku. Teraz nie wybija się spośród setek filmów typu found footage wzorowanych na wymienionych tytułach. Największą bolączką tego filmu jest brak jakiejkolwiek zauważalnej próby stworzenia czegoś oryginalnego.

Ciekawym doświadczeniem, choć osobiście do mnie nieprzemawiającym, był seans niemego Upadku domu Usherów z towarzyszącą muzyką izraelskiego DJ-a Shahafa Thalera. Według mnie pianino lepiej się sprawdza przy projekcjach filmów pozbawionych dźwięku od bitów DJ-a. A odnośnie samego filmu – nie jest to tytuł ponadczasowy, ale jestem pewien, że w 1928 roku widzowie przecierali oczy ze zdumienia, widząc te sztuczki montażowe i niekonwencjonalną pracę kamery. Dzisiaj do osiągnięcia takich efektów wystarczy najprostszy program do obróbki wideo.

Wydarzeniem dnia niewątpliwie był pokaz Toma. Nie sądzę, że na tegorocznym Black Bear Filmfest obejrzę coś jeszcze lepszego. Bohaterowie filmu Dolana prowadzą surrealistyczną grę psychologiczną. Coś, co początkowo polegało na ukryciu przed kobietą faktu, że jej zmarły syn był gejem, zamienia się w manipulacyjną rozgrywkę, gdzie odpowiedź na jedno pytanie rodzi kilka kolejnych zagadek. Reżyser odważnie prowadzi narrację, często ocierając swoje postacie o groteskę, co widać najlepiej w relacjach Toma z bratem jego zmarłej miłości. Jeden z najciekawszych filmów, jakie widziałem w tym roku. Do polskich kin ma trafić w marcu 2014 roku.

Sobotni zestaw filmów krótkometrażowych przyniósł miłe zaskoczenia. Na początek zaserwowano Samorództwo, którą należy potraktować nie inaczej jak niezbyt ciekawą wprawkę studencką. Jednak zaraz po niej widzów czekało istne szaleństwo w postaci Idealny narkotyk. W życiu widziałem wiele szalonych scen, ale takiej jak z tej krótkometrażówki, to jeszcze nie miałem przyjemności zakosztować. Naćpany koleś, wchodząc przez bebech grubasa, który chwilę wcześniej dosłownie stracił głowę, przejmuje jego ciało tak, że wystaje mu tylko głowa i idzie do walki z tajemniczymi mackami. Chapeau bas.

W dalszej części pokazów filmów krótkometrażowych zaprezentowano opisywaną szerzej wczoraj Śmierć cienia. Po niej wyświetlono brazylijską Malarię, która ukazuje próbę oszukania Śmierci opowiedzianą za pomocą rysunków twórcy komiksów. Interesująca w formie, lecz niezbyt oryginalna fabularnie. Pozytywnie wypadła sympatyczna animacja Strach przed lataniem ukazująca walkę z fobią małego ptaszka bojącego się fruwać. Intrygujący okazał się rumuński Zły szeląg. Dwójka rabusiów próbuje okraść w parku magika. To nie może skończyć się dobrze. Film zostanie w pamięci dzięki "Pa Pa Power" zespołu Ryana Goslinga.

Ostatnim filmem w zestawie okazał się rewelacyjny Prima aprilis. Pokazywana między innymi na festiwalu Tribeca krótkometrażówka zaskakuje i bawi. Jedyne co mogę powiedzieć o tym filmie, to go po prostu obejrzyjcie, nie czytajcie jego opisów, nie oglądajcie zwiastuna, bo łatwo się nadziać na spojler, gdyż moment zwrotny i nadający kierunek całej historii pojawia się już w pierwszych minutach. Jest krwawo, jest zabawnie. Naprawdę warto poświęcić na niego 20 minut.

W niedzielę (8 grudnia) zapraszamy do warszawskiej Kinoteki na kolejne pokazy. Dominują zombie:
13:30 Anina
15:30 Go Goa Gone
17:30 Gra o wszystko
19:30 Miłość na wieczność (gość specjalny: Pollyanna McIntosh)
21:30 Prawie jak człowiek


Piotr Biernacki
Fan amerykańskiego kina niezależnego.