Stuhr w Odessie. Relacja z cyfrowej premiery Dèjà vu

Jerzy Stuhr i Nikołaj Karaczencow, kadr ze zrekonstruowanej wersji Deja vu, fot. CRF/SF Zebra

W warszawskim Kinie Kultura 16 maja 2016 roku odbyła się premiera cyfrowa zrekonstruowanego Déjà vu z Jerzym Stuhrem w roli głównej. O kulisach realizacji filmu opowiadał reżyser Juliusz Machulski oraz autor zdjęć Janusz Gauer i konsultant muzyczny Zbigniew Niciński.

Na cyfrową premierę przybyła tak liczna grupa widzów, że Juliusz Machulski przed pokazem powiedział, iż skoro film cieszy się jeszcze takim zainteresowaniem to warto było spędzić na jego kręceniu te trzy miesiące w Odessie.

„Pierwszy polsko-radziecki film amerykański”

Kiedy pojechałem do Rosji w 1985 roku szefowie tamtej kinematografii zaproponowali mi film – wspomina Juliusz Machulski. – Powiedziałem, że chętnie nakręciłbym „Mistrza i Małgorzatę”. Uśmiechnęli się tylko i zapytali czy mam jeszcze jakieś inne pomysły. I tak zaproponowałem film o amerykańskim gangsterze, który przyjeżdża do Rosji. Po latach, zdaje się, że to Jerzy Kosiński podpowiedział mi po obejrzeniu Déjà vu, że to jest film amerykański, tylko że polsko-radziecki – dodał reżyser.

Juliusz Machulski, Janusz Gauer i Zbigniew Niciński, fot. Borys Skrzyński/SFP

Déjà vu, czyli to co już widzieliśmy

Film – co sygnalizuje sam tytuł („dèjà vu” czyli „już widziane”) – to rodzaj postmodernistycznej zabawy, przewrotnej gry z konwencjami filmowymi. Jest pastiszem amerykańskiego kina gangsterskiego oraz kina radzieckiego, nawiązuje m.in. do takich tytułów jak m.in.: Dawno temu w Ameryce w reż. Sergio Leone, Czapajew w reż. Siergieja Wasiliewa, Pancernik Potiomkin w reż. Siergieja Eisensteina czy do Ojca chrzestnego Francisa Forda Coppoli. Członkowie amerykańskiej mafii nazywają się Alfredo Scorsese, Franco de Niro, Coppola czy Stallone. Fikcyjne postaci mieszają się z historycznymi (Osip i Lila Brik, Włodzimierz Majakowski), pojawiają się echa prozy Babla i Nabokova, a także, mimo niepoważnej formy, zgoła poważna konstatacja o sowieckim komunizmie jako systemie absurdalnym od początku swojego istnienia.

Czerpaliśmy przy tym filmie bardzo wiele z bogatej tradycji filmów amerykańskich i radzieckich, które są bardzo dobrym kinem. Nie należy wylewać dziecka z kąpielą, Rosjanie mają bardzo dobre filmy również te z lat 20. czy 30. – wyjaśniał Juliusz Machulski. – Staraliśmy się używać jak najwięcej cytatów. Wiadomo, skoro Odessa, to Pancernik Potiomkin, to scena ze schodami, która przerażała mnie trochę na początku, bo wiedziałem, że z tym się zmierzyć, to jest to nie lada wyczyn. Ale myślę, że się to udało. 20 proc. zdjęć do filmu zrealizowaliśmy w Polsce, a 80 proc. w Odessie, m. in. w świetnie przygotowanych tamtejszych halach zdjęciowych. Rosyjscy aktorzy i ekipa byli niezwykle dobrze przygotowani.

Nikołaj Karaczencow i Jerzy Stuhr w zrekonstruowanej wersji Deja vu, fot. CRF/SF Zebra

Chicago – Odessa, 1925

Akcja filmu toczy się w Chicago i Odessie w roku 1925. Członek gangsterskiej rodziny, Mick Nich, daje cynk policji o planowanym transporcie alkoholu i ucieka do Odessy (ZSRR), skąd wywodzili się jego przodkowie. Rodzina w USA musi zmyć hańbę i wysyła za nim Johna Pollacka (w tej roli Jerzy Stuhr), zawodowego mordercę o polskich korzeniach. Pollack jedzie do Odessy udając entomologa. Morderca na miejscu napotyka jednak na wiele przeszkód, które uniemożliwiają mu wykonanie zadania. Parowiec, na którym przybywa Pollack, jest pierwszym od czasu rewolucji październikowej, który przybił do odeskiego portu z Nowego Jorku. Dlatego Pollack, który wyszedł ze statku jako pierwszy, wygrywa nagrodę w postaci zwiedzania ZSRR pod czujnym okiem ekipy Rusfłotu. W hotelu niedbała obsługa niszczy przez przypadek jego składany karabin. Uciekając od ekipy Rusfłotu Pollack trafia w ręce Ormian i na skutek wstrząsu traci pamięć. Następują kolejne śmieszne zdarzenia, m.in. zamach bombowy na Pollacka zorganizowany przez Nicha i pościg zabójcy za renegatem, podczas którego trafiają na plan filmu Siergieja Eisensteina Pancernik Potiomkin oraz wyścig kolarski. Do akcji wkracza radziecka milicja kryminalna. Johnny Pollack traci zmysły, a chicagowska rodzina gangsterska wysyła kolejnego mordercę, tym razem aby zlikwidował Pollacka, który nie wykonał zadania.

W filmie obok Jerzego Stuhra wystąpili m.in.: Ryszarda Hanin, Jan Machulski, Wojciech Wysocki, Liza Machulska, Cezary Pazura, Wojciech Malajkat, Grzegorz Heromiński, Paweł Nowisz, Zdzisław Kuźniar i wielu aktorów radzieckich. Déjà vu w całości zrealizowany został w języku rosyjskim i angielskim.

Cezary Pazura i Wojciech Malajkat w zrekonstruowanej wersji Deja vu, fot. CRF/SF Zebra

Amerykański gangster Jerzy Stuhr

Jerzy Stuhr miał w Rosji bardzo znane nazwisko po filmie Seksmisja. Jak powiedziałem moim rosyjskim partnerom, koproducentom, że to będzie Jerzy Stuhr, to oni się bardzo ucieszyli – wspominał Juliusz Machulski. – Poza tym ja uwielbiam pracować z Jurkiem. To był nasz trzeci wspólny film. Bardzo mu się spodobał scenariusz i bardzo chciał zagrać takiego amerykańskiego gangstera. Marzy o tym chyba każdy aktor. Poza tym, żaden inny aktor tej roli nie zagrałby lepiej.

Prawie Maria Callas

Jako konsultant muzyczny musiałem się zmierzyć z takim zagadnieniem, że scena w operze była nakręcona pod playback, gdzie „Toscę” śpiewała Maria Callas – wspominał Zbigniew Niciński. – Natomiast żadne nagranie polskie, do którego prawa bylibyśmy w stanie pozyskać, nie pasowało. Musieliśmy ten fragment nagrać dźwiękowo specjalnie do filmu. Zrobiliśmy to w Łodzi, grała więc cała orkiestra, opracowania dokonał Zdzisław Szostak, a śpiewała pani Joanna Cortes.

Jerzy Stuhr w zrekonstruowanej wersji Deja vu, fot. CRF/SF Zebra

„Łatwiej było przechytrzyć cenzurę, niż dziś finansistów”

Mieliśmy to szczęście, że zrobiliśmy film na przełomie dwóch systemów politycznych. Ta sytuacja nas zaskoczyła. Film się robi długo. Ja miałem pomysł na ten film w 1985 roku. Kiedy Gorbaczow był już przy władzy, wtedy pierestrojka i głasnost dopiero się rozkręcały, ale kiedy rozpoczynaliśmy zdjęcia w 1988, to czas trochę już nas przegonił. Rzeczywistość wyprzedziła film. Gdy wchodził na ekrany, to to już była wolna Polska. Ale gdyby nie to, że zaczęliśmy go w komunistycznej kinematografii, to nigdy nie udałoby nam się zebrać na niego pieniędzy. Wtedy łatwiej było przechytrzyć cenzurę, niż dzisiaj finansistów – dodał, żartobliwie, reżyser.

Film Juliusza Machulskiego miał swoją pierwotną premierę 18 kwietnia 1990 roku.

Organizatorami premiery cyfrowej byli: Stowarzyszenie Filmowców Polskich, Polski Instytut Sztuki Filmowej, Narodowy Instytut Audiowizualny, Studio Filmowe ZEBRA i Cyfrowe Repozytorium Filmowe.

W Cyfrowym Repozytorium Filmowym jest także dostępny materiał porównawczy przed i po rekonstrukcji cyfrowej:

Źrodło: informacja prasowa/SFP


Arkadiusz Turek
Jako redaktor zajmuję się głównie kinem polskim i europejskim. Rodzime produkcje coraz częściej zasługują na promocję, choć nie mają takich "łokci" jak hollywoodzka maszyna. Rzucam więc do walki wszystkie swoje klawiatury i spróbuję to zmienić ;) Prywatnie jestem filmożercą, ale umiarkowanym kinomaniakiem (nie znoszę zapachu popcornu, gdyby nie on, zdecydowanie częściej chodziłbym do kina). W zamian buduję własne kino, gdzie zgromadziłem już ok. 5 tys. pozycji, w tym tysiąc polskich. Na fdb.pl od wiosny 2007 r.